Twórco, Twoje dzieło nigdy nie będzie idealne



PLATON

            Każdy z nas słyszał o jaskini Platona. Przypominamy sobie o cieniach czy ogniu wspominanych przez filozofa. Wiemy, że Platonowi chodziło o człowieka, który ogląda jedynie cienie idealnych tworów, a sam Świat idei – pełen harmonii – znajduje się poza jaskinią. Natomiast tam człowiek nie ma dostępu.

Te wiedźmy nie płoną | Isabel Sterling

Ciężko jest się pogodzić z tym, że ludzie, których kochaliśmy, idą dalej bez nas.                  



Hyvää huomenta! 

Wstęp


Nadal nie mam pewności, czy pisanie tej recenzji jest dobrym pomysłem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. W każdym razie! "Te wiedźmy nie płoną" to iście popularny tytuł, który przewijał mi się non stop na instagramie, youtubie czy facebooku. Nigdy nie zwróciłem na niego większej uwagi z dwóch względów; oho, fantastyka, a ja raczej od niej stronię; natomiast po drugie, jak wiecie, nie miałem (czas przeszły jest ważny tutaj!) najlepszej relacji z młodzieżówkami. Ba! Każdą możliwą książkę w tym gatunku unikałem jak ognia. Cóż więc skłoniło mnie do chwycenia po dzieło Isabel Sterling? Kontrowersja. 

Laik vs. "Wszechświat w twojej dłoni"



Xin chào! 

W pierwszej klasie liceum miałam taki okres w swoim życiu, w którym fascynowała mnie astronomia. Trwało to góra miesiąc, ale jednak - pojawiły się podobne (kolejne zresztą) miłostki. I jak na taką zajawkę przystało; czytałam o Hawkingu, obejrzałam o nim film; wyszukiwałam wszelakiego rodzaju ogólnych informacji o naszej i sąsiedniej galaktyce, księżycu itp. Kupiłam sobie nawet książkę, którą de facto przeczytałam trzy lata później, ale mimo wszystko kupiłam. Siedziała na półce i za każdym razem, gdy na nią spojrzałam przypominała mi o chwilowej fascynacji astronomią. 

Co warto zaznaczyć, do "Wszechświat w twojej dłoni" miałam aż cztery albo i pięć podejść, ale za każdym razem mówiłam sobie "nie, to jest za trudne dla mnie" i odkładałam na kolejne miesiące. Napiszę więcej; osoby, które również znały tę lekturę powtarzały mi, że zaczęły czytać "Wszechświat...", ale zrezygnowało po kilku pierwszych stronach. Za trudne. I ostatnio znowuż podeszłam do niej z nadzieją, że może tym razem się uda (a wybrałam idealny termin; zaraz przed sesją) i o dziwo, udało się. Jestem po prawie czterystu stronach książki Galfarda. 

Okazało się nawet, że mam coś do powiedzenia na jej temat, stąd też ten wpis. 

Zacznę od informacji dla wszystkich tych, który zaczęli, ale zrezygnowali; dajcie szansę tej książce. Potem zrobi się dużo łatwiej i ciekawiej. Naprawdę. 



Moja opinia: Ta lektura ubogaciła mnie w taką wiedzę, że teraz gdy patrzę w górę, w niebo, w gwiazdy, księżyc; widzę coś całkowicie innego. Majestatycznego. Coś, co jest po pierwsze; dużo silniejsze od nas, coś, od czego to MY jesteśmy zależni, a nie coś od nas (jako od ludzkości), a w dodatku jeszcze nie odkryliśmy wszystkiego. Ha! Właściwie wiele przed nami. 

Galaktyka to skupisko około 300 miliardów gwiazd! 

Napiszę tak: kiedy przełamywałam się przez pierwsze strony, które wydawały mi się szalenie ciężkie, to im dalej w las nie tylko pojawiała się satysfakcja, fascynacja, wiara w siebie, ale również przerażenie. Ale przerażenie czym? Przecież właśnie wspomniałam, że nie ma się czego bać; tylko brnąć przez lekturę. Cóż, nie wynika to z niezrozumienia tekstu, a wręcz przeciwnie. Ze świadomości, o czym się właśnie czyta. Bo jak to tak? Jak to nasza galaktyka Droga Mleczna ma się ku sąsiedniej galaktyce Andromedzie i za cztery miliardy lat one się ze sobą połączą? Ale jak to za pięć miliardów lat słońce wybuchnie? No, jest gwiazdą, dlatego wybuch..ALE JAK TO? Dochodziło do tego, że musiałam odstawić na jakiś czas książkę, aby przemyśleć sprawę. Za wiele wrażeń jak na jedną sesję czytelniczą.

 Ludzkie oczy pozwalają dostrzec kilkaset gwiazd należących do naszej galaktyki, Drogi Mlecznej, oraz ledwie widoczne ślady kilku innych, pobliskich galaktyk. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie tych ostatnich szukać!  

I ja wiem, teraz ktoś może pomyśleć, że jakim cudem o tym nie wiedziałam? Poważnie, nie miałam zielonego pojęcia. A ta książka niewątpliwie otworzyła mi oczy na wiele zagadnień. 

Uważam też, że jest świetnie napisana. Przez prawie trzysta stron byłam przekonana, że jest to tak sprytnie i intrygująco napisana lektura o trudnych do pojęcia sprawach, że z całą pewnością będę ją podrzucać znajomym. Autor swoją wiedzę z fizyki wsadził w opowieść i to w dodatku napisaną w narracji drugoosobowej (czyli zwracając się niejako do czytelnika). Genialny zabieg, aby dodatkowo utrzymać uwagę odbiorcy. 

Jeśli by wysłać wiadomość na gwiazdę znajdującej się w Andromedzie (nasza sąsiednia galaktyka), to dotarłaby ona za 2,5 miliona lat.  

Hej! To w takim razie brzmi jak książka idealna! I faktycznie; jak wspomniałam, przez trzysta stron byłam oszołomiona i zachwycona, ale potem - oj potem - przez ostatnich sto kartek zastanawiałam się, czy aby na pewno czytam jedną i tę samą książkę? Stała się monotonna, a przez to nudna. Coraz mniej mnie do niej ciągnęło, co więcej; pod koniec musiałam się zmuszać do czytania. I jak 3/4 przeczytałam w niecały dzień, tak reszta zajęła mi dobrych kilka dni. Pomyślałam, że może straciłam skupienie, więc wróciłam do stu ostatnich stron, ale cóż, było dokładnie tak samo jak za pierwszym razem. Nie wykluczam, że prawdopodobnie nie mam wystarczającej wiedzy, aby hm, ekscytować się tą 1/4 lektury. Jednak mam nadzieję, że rozumiecie moje rozczarowanie. Kiedy czytasz z zapartym tchem, a później próbujesz przebrnąć jakoś do epilogu. Straszny zawód. 

Słońce jest przedstawicielem drugiej albo trzeciej generacji gwiazd. 

Nie zmienia to faktu, że ta książka stała się dla mnie rewolucją w myśleniu. Zawsze, gdy myślałam o wszechświecie, zdawałam sobie sprawę z własnej małostkowości, a po tej lekturze weszło to na wyższy poziom. I ktoś może stwierdzić, że po co o tym myśleć? Jasne, każdy ma prawo do własnego podejścia. Natomiast ja uważam, że zdobywanie wiedzy o wszechświecie jest porządną lekcją pokory, którą każdy powinien nabyć. Chociaż wiem, jak trudne jest zdanie sobie sprawy z tego, że człowiek nie jest centrum wszystkiego. 

Czy polecam? Niewątpliwie tak. Nawet mimo tych męczarni na ostatnich stronach. Myślę, że warto chwycić po tę pozycję, chociażby po to, aby dowiedzieć się, gdzie tak właściwie mieszkamy, a może kim jesteśmy wobec całości, jakie zajmujemy miejsce? W moim przypadku dobry nastrój był obowiązkowy, bo gdybym nie czuła się najlepiej, to obawiam się, że lektura mogłaby mnie dodatkowo przybić. Jak się okazuje, jestem wrażliwa na takie informacje. Jakkolwiek to brzmi. I nie chodzi mi tylko o te negatywne emocje, ale łatwo popadałam podczas lektury w zachwyt. Ogromny zachwyt. Niesamowite zdać sobie sprawę z tego, że jest się częścią (właściwie ziarenkiem) czegoś niezwykłego jak wszechświat. Polecam także robić sobie notatki podczas czytania!

"Wszechświat w twojej dłoni" na pewno jest dla mnie drogą do kolejnych książek o kosmosie.

Droga Mleczna należy do malutkiej grupy 54 galaktyk (są związane grawitacyjnie). Naukowcy nazwali tę grupę "Grupą Lokalną". Największą z nich jest Andromeda, a na drugim miejscu znajduje się Droga Mleczna. 

Niezwykłość nie kończy się na tej książce! Kiedy piszę post, który właśnie czytasz, kanał Everyday Hero (uwielbiam!) dodał odcinek pt.: "Jak wszechświat uczy pokory?". Zachęcam do obejrzenia! 



Ciekawostka na koniec. Autor książki "Wszechświat w twojej dłoni" Christophe Galfard był uczniem Stephena Hawkinga. Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć ich razem. Źródło zdjęcia: Oficjalna strona Dr Christophe'a Galfarda: about me.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo, 

Panda Fińsko-Chińska

Aktor musi wiedzieć, co to rozpacz | film Song Lang



Xin chào! 

Styczeń. Piątek wieczór. Jestem świeżo po zajęciach z wietnamskiego. Idąc po wodę, nogi odmawiają mi posłuszeństwa ze względu na to, że czuję się piekielnie zmęczona. W końcu docieram do kuchni, nalewam sobie wodę do szklanki i wtedy - dopiero wtedy - dostrzegam jedno z powiadomień na komórce. "Festiwal Pięciu Smaków. Lunarny Nowy Rok. Filmy. Song Lang"

- Song Lang - powtarzam, bo ten tytuł wydaje mi się dziwnie znajomy. 

Z ciekawości sprawdzam e-maila. Podoba mi się plakat filmu. Czytam opis i z ręką na sercu (tak teatralnie!) zamieram.  

Indonezja. Po drugiej stronie raju | Anna Jaklewicz



Xin chào! 

Musicie wiedzieć, że mam straszny problem z reportażami podróżniczymi. Szczególnie, gdy mowa jest o krajach Azji Południowo-Wschodniej (bo z takimi najczęściej mam do czynienia). Miałam okazję przeczytać chociażby książkę o Malezji "Zakochanych w świecie" czy o Wietnamie Andrzeja Mellera i nie wspominam ich zbyt dobrze. "Indonezja. Po drugiej stronie raju" Anny Jaklewicz jest moją lekturą na studiach, co nie zmienia faktu, że chwytając po nią, byłam - delikatnie pisząc - sceptycznie nastawiona. Bałam się "egzotyzacji" (polecam zapoznać się z podcastem "Tajfunowych przypisów", konkretniej z trzecim odcinkiem. Podcast dostępny jest na spotify, a myślę, że warto, bo otworzył mi oczy), krzywdzących stereotypów czy rozdziałów wypchanych po brzegi opinią autor_ki, aniżeli rzetelną wiedzą. 

Istnieją dwa możliwe powody, dla których publikuję dzisiejszą recenzję: albo reportaż o Indonezji wyjątkowo wyprowadził mnie z równowagi, albo pozytywnie zaskoczył. 

Lalkowy miszmasz


Xin chào! 

Nauka wietnamskiego idzie pełną parą. Coraz to bliższy jest dla mnie ten język i trzeba przyznać jedno: zaskakuje z każdym kolejnym dniem. Co więcej; pracuję nad angielskim, a dziś udało mi się uczestniczyć na lekcjach z podstaw pisma tajskiego. Mam bardzo dużo na głowie i w dodatku przede mną sesja, ale czuję się jak ryba w wodzie. Pracuję nad rzeczami, które uwielbiam i chociaż czasem zdarza mi się zasnąć od razu, gdy położę głowę na poduszce to wiem, że warto. Oj tak, niezwykle warto jest zaharowywać się. 
Mimo wszystko, w szalonym ciągu udało mi się oderwać od nauki. Wzięłam w rękę lalkę i zrobiłam jej kilka zdjęć. I szczerze? Dotarło do mnie jak ważne jest znalezienie czasu na hobby. Zwykła chwila odpoczynku, która ostatnimi tygodniami wydaje mi się luksusem. A nie powinno tak być. 
Wynikiem mojego odkrycia jest ten post. Podzielę się z Wami zdjęciami wykonanymi na przestrzeni minionego roku (ależ dziwnie się czuję z myślą, że już od dwunastu miesięcy interesuję się lalkowym tematem!). Dlatego niech to będzie post z okazji rocznicy, odkąd zostałam kolekcjonerem! 

20 obrazów, które mnie zachwyciły

Dzień dobry! 

Malarstwo jest nieodłączoną częścią mojego życia. Co prawda, żadnego talentu do rysowania/malowania absolutnie nie posiadam, ale obrazy są nie tylko moją inspiracją - także i moim odpoczynkiem. A nawet więcej. Stanowią niezbędny element w chwilach, w których piszę. Jeśli zapoznaję się w nową kulturą, z nowym krajem to nigdy nie pomijam malarzy z danego obszaru świata. Dlatego tworzenie tego wpisu jest dla mnie czystą przyjemnością i ratunkiem w dniach pozbawionych ochoty i weny. Mam nadzieję, że i ktoś z Was znajdzie tutaj coś dla siebie! 

Fińskie słownictwo: Zwierzęta | Eläimet


Wstęp:

Wiem, że taki post może teraz dziwić, bo w końcu siedzę nad wietnamskim, ale muszę przyznać się do czegoś. Szalenie tęsknię za językiem fińskim. Czasem go sobie włączam, tak po prostu. Przy sprzątaniu, robieniu fiszek czy właśnie - przy pisaniu postów. Mimo wszystko, tęsknota jest wręcz doskwierająca w takim miesiącu, jakim jest grudzień. Fiński w tych dniach otula i dodaje świątecznej aury, dlatego poświęciłam tydzień, aby przypomnieć sobie zwierzęta po fińsku (po 10 dziennie, słówka z każdego dnia mają inny kolor), a robiłam to gdzieś w przerwie między zajęciami z wietnamskiego. Warto było! 

"The magic fish", czyli recenzja komiksu


Wstęp

Xin chào!
Komiks autorstwa Trung Le Nguyen spadł mi z nieba. Szukałam czegoś, co nie tylko pomoże mi dodatkowo poćwiczyć język angielski (no cóż, teraz widzę skutki miesięcy bez szkoły, gdzie miałam ten język aktywnie na co dzień, a nie tylko biernie na Youtubie). Muszę jednak zaznaczyć jedną rzecz - jestem osobą, która uwielbia łączyć naukę z fascynacją, dlatego poszukiwałam czegoś około wietnamskiego. Odnalezienie takiej mieszanki wydawało mi się pestką. Niedługo zajęło mi odkrycie, że to jednak dłuższa i cięższa przeprawa przez Internet.