Kolejny rok będzie dla mnie dobry


Moi, cześć, 你好! 
Czuję ekscytację, gdy myślę o przyszłym roku. Mam dla siebie dużo miłych rzeczy, o których chcę pamiętać i motywować nimi swoją głowę. 

❄Pisać 

Moim małym marzeniem jest wrócić do pisania. Ciągłego, wejść w rutynę. W tym roku zdecydowanie dominowały wiersze, ale porównując poprzednie lata, i tak nie było ich zbyt wiele. Jeśli chodzi o opowiadania, wyrzuciłam z myśli tylko dwa rozdziały, które były istotniejsze. Poza tym, pustka. Ale naprawię to. 
Jestem pewniejsza, jeśli chodzi o to, co tworzę. Zawsze było pełno mojego samopoczucia w słowach, moich poglądów, ogólnie rzec biorąc: mnie. To sprawiało, że niechętnie dzieliłam się ze znajomymi ludźmi czymkolwiek, co wyszło spod mojego pióra. Coraz mniej wstydzę się tego, co piszę. Wiem, że jeszcze tysiące kilometrów przede mną, jeśli chodzi o profesjonalizm, ale to nic. Jestem dumna z mojej miłości do tworzenia. 

❄Języki

A konkretniej: chiński i angielski. Marzy mi się, aby zakupić podręczniki Arleny Witt "Grama to nie drama" i spędzić nad nimi chociaż piętnaście minut dziennie. Na chiński daję sobie aż pół godziny, bo listopad i grudzień to była dziura, jeśli chodzi o ten język. A szkoda, bo uwielbiam go i uspokaja mnie siedzenie nad nim. Kocham rysować znaki, nawet jeśli nie są one idealne. 

Laponia. Wszystkie imiona śniegu | Marta i Adam Biernat


Na lądzie stały tłumy ludzi, ale Lapończyk w porównaniu z pozostałymi członkami wyprawy nie wydawał się cieszyć z tego. Dietrichson zapytał go więc: "Czy widok tych wszystkich ludzi nie jest miły twemu sercu?". Na to Ravna odpowiedział: "Owszem, to wspaniały widok, naprawdę wspaniały, ale...Ach! - westchnął. - Gdyby tylko były to renifery. 
 Cześć, moi, 你好! 
  Będę się zachwycać w tej recenzji i pewnie przeczytasz tutaj mnóstwo powtórzonych fraz, ale wiedz, że to wszystko z powodu tego, że dawno nie miałam w rękach tak pięknie wydanej, ciekawej i wciągającej lektury.
Zacznijmy od przybliżenia Ci, o czym właściwie jest "Laponia. Wszystkie imiona śniegu." 
Jaka jest Twoja pierwsza myśl? U mnie, czytając sam tytuł i patrząc na okładkę, stwierdziłam, że o tak! Mikołaj, Laponia, mnóstwo reniferów, jeszcze więcej Finlandii, to zdecydowanie książka, którą chcę mieć szybko w rękach. Trochę nie wyglądało to w ten sposób. Może miałam tę pozycję za parę dni w domu, ale zaczynając czytać, wiedziałam, że to nie będzie do końca tak, jak sobie to moja głowa poszufladkowała. 
Od razu okazało się, że w Laponii natura ci nie ustąpi, więc i ty ani na moment nie możesz się ugiąć.
  Książka opowiada o historii Saamów, innymi słowy: o Lapończykach. Co prawda, występuje tam motyw ze Świętym Mikołajem, ale w niewielkim fragmencie jednego z rozdziałów. Okazuje się, że Saamowie mają o niebo więcej do zaoferowania niż nam się wydaje. Ich legendy, tradycje czy niezwykły spryt połączony z odwagą jest niewiarygodnie ciekawym tematem, który pochłonął mnie na dobre. Poza tym, autorzy książki zadbali o to, aby nie tylko miło i przyjemnie się czytało z herbatą w dłoniach, ale żeby również nacieszyć oczy. Wcale nie chodzi mi tu o okładkę, ale także o zdjęcia zamieszczone na paru stronach. Są to zapierające dech w piersiach, mroźne widoki, które sprawiły, że całym duchem byłam w Laponii. Miałam wrażenie, że stoję pośród tych dzikich, czasem brutalnych ludzi i poznaję ich historię naocznie.
W tak surowej przestrzeni lepiej być ze swymi myślami za pan brat, bo nieszczęśliwy człowiek w tych warunkach szybko słabnie. (...) Ci, którzy wygrali potyczki z naturą: z wiatrem uwielbiającym robić psikusy czy z lepkością mgieł i pustką, mówią, że nic nie jest w stanie dać im większej przyjemności niż podziwianie lapońskich pejzaży, które zdają się nie mieć końca. 

Laponia: Imperium owadów, niedźwiedzi i reniferów 

Co takiego interesującego jest w ludziach mieszkających na północy? Ano, okazuje się, że sporo! Jest coś hipnotyzującego w tej książce; od pierwszych stron czujesz się jak podróżnik, który odkrył coś nowego, coś fascynującego, o czym musi zagłębiać swoją wiedzę. 
Przyznam szczerze, że w Finlandii zawsze intrygowała mnie ich jedność z naturą. A u Lapończyków jest to na jeszcze wyższym poziomie. (Musimy wiedzieć, że Laponia to nie tylko Finlandia; to również tereny Szwecji, Norwegii i Rosji. Ta informacja zostaje podana na początku książki.) Sam proces ich polowań, wydawał mi się obłędny. Lapończycy nie zabijali niedźwiedzia i zjadali go, znaczy robili to, ale mam wrażenie, że spłycenie tego do tych paru słów nie jest dobre. Wiązali oni cały proces z niedźwiedziem. Musieli go traktować z godnością tak, aby jego duch nie był dla nich nieprzychylny, delikatnie pisząc. Żaden fragment nie został zmarnowany. Po śmierci, wciąż traktowano go z niemałą czcią, a jego pamięć nie znikała na kolejnym poranku. Zdecydowanie nie. 
Na terenie Finlandii, a także w jej lapońskich rewirach, zwykło się nawet mówić, że "jeśli alkohol, dziegieć i sauna ci nie pomogą, to choroba jest nieśmiertelna." (Jos ei sauna ja viina, ja terva auta niin se tauti on kuolemaksi). 
Wracając jeszcze do niedźwiedzia, Lapończycy obchodzili święto tegoż zwierzęcia. A nie było ono byle jakie, bo przez pewien czas uznawano je za jedno z najważniejszych świąt w ciągu roku, a przygotowania długo trwały. Umacniały one więzi między ludźmi a właśnie tymi zwierzętami.
Ale to nie wszystko! Krążyły opowieści o niezwykłej mocy kobiet, które to miały porozumiewać się z niedźwiedziami, czasem nawet wiązać się z nimi. O jednej z takich historii możemy przeczytać w tej książce. Jeśli ta informacja Cię zszokowała, to zapewniam, że nie ona jedyna wprawi w osłupienie podczas czytania. Kończąc temat niedźwiedzi: w samej Finlandii jest ponad 200 przydomków dla tego wielkiego przyjaciela, np. metsän kuningas - "król lasów" czy suuri herra - "wielki dżentelmen".
Nie inaczej jest też ze śniegiem. Co prawda, może nie mają na ten biały puch, aż 400 określeń, co Eskimosi, ale biorąc pod uwagę liczbę naszych słów na to, to 200 również jest szokującym wynikiem.
Już na początku można stwierdzić jedno: śnieg, czyli muohta, to w Laponii nie tylko zwykłe, przyjemne dla oka zjawisko. To coś, co przez całe stulecia naznaczało ludzką egzystencję.
Myślę, że cytat powyżej jest odpowiedzią na to, dlaczego "śnieg" można określić w aż 200 słowach.
A żeby tego jeszcze było mało, to i na renifery mają dosyć sporą liczbę wyrażeń. Mamy tutaj na myśli indywidualne określenia, jakim można nazwać rena, dlatego jest ich, uwaga, prawie 1000, chociaż znajdą się tacy, co powiedzą, iż jest to zaledwie baza.
Poza tym, taka ciekawostka: Renifery w wieku 5 lat zostają przydzielone do konkretnej funkcji, jaką będą pełnić w stadzie. Żyją około 15, 20 lat.
Gabba to uznawany za najpiękniejszego ren śnieżnobiały, albinos, jak mniemano - ulubieniec bogów.


Podobno wielu Norwegów niczego nie obawia się tak bardzo jak własnie lapońskich klątw nazwanych tu gand (a także ganne bądź ganding, a w języku Saamów - gannja lub bijat_, gdyż jak twierdzą - żartów z nimi nie ma. 

Podsumowanie i jeszcze więcej cytatów 

  Przedstawiłam Ci tylko niewielką, naprawdę takie ziarenko wiedzy, którą można wynieść z tej książki. Możesz się też m.in. dowiedzieć: Czy lemingi naprawdę masowo popełniają samobójstwa i skąd się to wzięło? Jakie jest najbardziej znienawidzone zwierzę w Laponii? Jak wyglądało narzucanie religii w tamtych rejonach? Albo: Dlaczego Lapończykom wypada pamiętać imiona każdej osoby, która należy do rodziny, nawet jeśli jest to niezwykle daleka rodzina? Dlaczego Linneusz uwielbiał to miejsce? (i nie tylko on!)  Aż w końcu: Jakim cudem Laponia jest w stanie rozkochać w sobie na zabój niejedną osobę? 
A naleśniki z dodatkiem zwierzęcej krwi czy ser w kawie to pikuś. 
Przez wieki panował w Laponii pogląd, że człowiek nie jest właścicielem tutejszych gruntów, a jedynie dzierżawi je od wspaniałomyślnej natury. 
  Kończąc ten post obfity w cytaty post (ale nie mogłam się bez nich obejść, miałam ich tak wiele zaznaczonych i każdy wydawał mi się wyjątkowy, idealny do przekazania!), chciałabym dodać, że jest to jedna z tych książek, która daje Ci wiedzę bez żadnego wcześniejszego zagłębiania się w dany temat, czyli dobry, a wręcz wyśmienity początek na zabawę z Lapończykami. Czyta się to wyjątkowo szybko, 300 stron wydaje się zastraszająco krótką chwilą, a po niej masz głowę pełną nowych informacji i w dodatku bardzo szczęśliwą. Gorąco polecam w te chłodne dni. Klimat jest wyjątkowy szczególnie w tym okresie.
Dla uściślenia: każda ciekawostka, która tutaj podałam, znajduje się w "Laponia. Wszystkie imiona śniegu." Poza tym, zapraszam Cię na bloga autorów tej świetnej pozycji: Bite of Iceland.
Trzymaj się ciepło!

Książka:
Kirja
书 (shū)

Czasem w kwietniu


Cześć, moi, 你好!
  Jako osoba, która bierze udział w konkursie Wiedzy o Afryce, stwierdziłam, że trzeba się zmotywować do uczenia się i wlać coś dodatkowego do mózgu. Padło na filmy i w pierwszej kolejności miałam obejrzeć "Króla Lwa", a potem w czeluściach Internetu znalazłam coś, co mnie wyjątkowo zainteresowało. Zwerbowałam siostrę i tak, nieświadoma tego, ile przeżyję podczas seansu, zrobiłam sobie kawę i zaczęłyśmy oglądać.


Milion żegnających się ludzi 

 "Czasem w kwietniu" nie zwróciło mojej uwagi, tylko dzięki pięknemu tytułowi ani nawet przez plakat filmowy, ale głównie zawdzięczam to krótkiemu opisowi fabuły na filmweb.
Film opowiada o jednym z największym ludobójstw na świecie, które działo się właśnie w kwietniu 1994 roku w Rwandzie. Lud Hutu zabijał lud Tutsi na oczach całego świata. Horror tamtejszych mieszkańców trwał przez prawie 100 dni. Dziennie zabijano około 10 tysięcy ludzi. 10 tysięcy! Co daje milion paskudnie zabitych historii. Uważa się, że to jedna z większych klęsk ONZ.
Tę masakrę rozpoczął zestrzelony samolot prezydencki i chociaż nie wiadomo, kto tego dokonał, to w tamtym czasie wina spadła właśnie na lud Tutsi.
Dobrze, może ktoś pomyśleć, że ten film nie jest dla niego, że go nie zainteresuje i z jednej strony - rozumiem to, ale z drugiej, kurczę, mam ochotę chwycić tę osobę za rękę i wręcz zacząć prosić, aby to kiedyś obejrzała. Nie musi teraz, nie musi jutro, bo do tego trzeba się przygotować, czego ja niestety nie zrobiłam. A potem ciężko było mi zasnąć w nocy, bo myśli wirowały mi w głowie, jakby były liśćmi. Smutnymi liśćmi.

A po wszystkim: rozmowa 

Idealnym przykładem na to, że "Czasem w kwietniu" jest emocjonalne dla każdego stanowi moja siostra. Ona nie przepada za rzeczami politycznymi. Prosto pisząc; nudzi ją to i chociaż na początku nie była zaaferowana sytuacją, tak z rozwojem akcji również zaczęła się angażować, a po prawie 140 minutach przeraźliwych widoków, rozmawiałyśmy. Rozmawiałyśmy naprawdę długo; o tym, ile jest zła na świecie, o tym, jak wiele krzywdy człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi i o tym, że obojętność jest grzechem. To przerażające, że w ludziach może drzemać tyle nienawiści i przemocy.
Przejdę do swoich emocji, bo buzują we mnie, gdy pomyślę o tych okrucieństwach. Wiedziałam, że to będzie mocny film, ale w życiu nie przypuszczałam, że aż tak sytuacja Rwandy mnie przejmie. Zawsze głupio jest mi się przyznać do płaczu, ale tym razem muszę jasno napisać; płakałam jak bóbr i nie potrafiłam uspokoić fali gniewu, który tlił się we mnie aż do samego końca seansu.
Okropne jest też to, że mordercami byli sąsiedzi, a czasem nawet osoby z rodziny. Kobiety, które miały dzieci z mężczyznami z plemienia Tutsi, były zmuszone do zabicia swoich pociech. A osoba, którą znasz, biega z maczetą w ręku, morduje innych Twoich znajomych i giną dlatego, że nie są z tego ludu, co trzeba.


Emocje, emocje, kilogramy emocji 

  Reżyserem filmu jest Raoul Pack, którego niektórzy mogą kojarzyć z filmu "Nie jestem twoim murzynem." Odwalił kawał dobrej roboty, bo to zdecydowanie jedna z tych produkcji niedających o sobie zapomnieć. I dobrze, musimy być świadomi tego typu tragedii na świecie, aby móc im w przyszłości zapobiegać.
Do gry aktorskiej również nie mogę się przyczepić; wszystko było tak emocjonalne, że miało się wrażenie, jakby ktoś cofnął się w czasie i nagrywał wszystko w 1994 roku. Niesamowita kreacja postaci, obfita w uczucia.
Film w pewnym momencie nabiera tempa i nie zatrzymuje się. Nie daje odpocząć z tego, co widziało się przed paroma sekundami. Pokazuje za to kolejną mrożącą krew w żyłach sytuację, która tej nocy, kiedy oglądałam "Czasem w kwietniu" będzie krążyć mi w głowie przed snem.

Komu polecam?

Każdemu. Bez wyjątku. Nieważne, jaką masz wiedzę o Afryce czy polityczną, jestem prawie przekonana, że mimo wszystko, film i tak Tobą wstrząśnie. Uświadomi Ci parę rzeczy tak, jak mi uświadomił. Do tej pory ciężko mi się myśli o tej pozycji. Nie może do mnie dotrzeć, że ludzie są w stanie wyłonić z siebie tyle bestialstwa. I rozumiem, że istnieją różnice kulturowe, mają inne priorytety, ale nie mogę. Nie mogę przeżyć myśli, że człowiek był w stanie doprowadzić do tak makabrycznej zagłady. 
Bardzo często, podczas oglądania podobnych filmów, zastanawiam się, czy ja znalazłabym w sobie tyle siły, odwagi, aby żyć, walczyć i patrzeć na tyle cierpiących ludzi. Uciekać przed maczetami, postrzałami, ukrywać się w bagnach. 
Nie unikajmy niewygodnych tematów. Nie zapominajmy o okrucieństwach, które zgotował człowiek drugiemu człowiekowi na taką skalę. I staramy się reagować na każdy przejaw przemocy. 
Dzień po wstrząsającym seansie, szukałam na Internecie tego filmu do kupienia i zamówiłam go za naprawdę śmieszne pieniądze, bo za całe 5 zł. Wiadomo, plus dostawa, ale całość nie kosztowała mnie więcej niż 15 zł. No to ludzie! Niesamowita okazja mieć w rękach płytę tejże produkcji, która nosi w sobie pamięć setek tysięcy poległych.
Trzymaj się.

Afryka:
Afrikka
非洲 (fēi zhōu)

Fińskie słownictwo: Jedzenie | Ruoka


Moi, hei, terve! 
  Witam Cię w tym poście, a nie ukrywam, że bardzo cieszę się z niego. Zajmiemy się dziś stricte językami, a konkretnie moim ukochanym - językiem fińskim.

Rudolf w Finlandii

Razem z moją głową 

W listopadzie minął dokładnie rok odkąd zaczęłam się go uczyć. Chęć do tego kraju tliła się we mnie już od paru lat. Jako osoba, która chodziła do podstawówki, a nie miała jeszcze przyrody, myślałam, że renifery, podobnie jak Mikołaj, to kolejny wymysł wyobraźni moich rodziców czy twórców bajek. Nie pamiętam, w jaki sposób dowiedziałam się o tym, że te niezwykłe stworzenia naprawdę istnieją i mają się dobrze w Finlandii, ale do tej pory czuję tę ekscytację, jaka mi wtedy towarzyszyła. Czytałam multum artykułów o tych stworzeniach, bo nie mogło dotrzeć do mojej niewielkiej głowy, że renifery chodzą po naszym świecie. Wtedy po raz pierwszy Finlandia zebrała ode mnie wielkiego plusa.
Rok temu zaczęłam liceum i wiedziałam, że to nie będzie najłatwiejszy okres w moim życiu. Chciałam się czymś zająć poza tą szkolną nauką, żeby móc chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości, która nieszczególnie podobała mi się.
Trafiając na jedną z fińskich, świątecznych piosenek, stwierdziłam:

  • Ile ja wiem o Finlandii? Praktycznie nic. Chcę wiedzieć więcej o kraju Muminków! 
  • Ale język fiński brzmi pięknie, dostojnie, nietypowo.

 Pobrałam parę aplikacji na komórkę, aby poznać chociaż kilka najprostszych słów. Coraz częściej słuchałam fińskiej muzyki, na ścianach miałam kartki z fińskimi słówkami i gdzie się nie obróciłam widziałam Finlandię. Sprawiało mi to niemałą radość (nadal sprawia!) i miałam okazję na to, aby nie zamykać się tylko w tym szkolnym świecie, który, prosto rzecz ujmując, nie wpływał na mnie pozytywnie. Finlandia uratowała moją głowę.
Dlatego dziś z całą przyjemnością przedstawiam Ci listę fińskich słówek związanych z jedzeniem.

Słówka: 

Hedelmät | Owoce

Mustikka - jagoda
Mansikka - truskawka
Mustaherukka - czarna porzeczka (musta - czarny, herukka - porzeczka)
Kirsikka - wiśnia
Persikka - brzoskwinia
Luumu - śliwka
Viinirypäle - winogrono
Appelsiini - pomarańcza
Päärynä - gruszka (mój ulubieniec, jeśli chodzi o ten język!) 
Omena - jabłko
Vadelma - malina
Kurkku - ogórek
Banaani - banan
Sitruuna - cytryna
Kiivi - kiwi
Tomaatti - pomidor

Vihannekset | Warzywa 

Porkkana - marchewka 
Herne - groszek
Maissi - kukurydza
Sipuli - cebula
Valkosipuli (valko - biały, sipuli - cebula) 
Peruna - ziemniak 
Pinaatti - szpinak
Kukkakali - kalafior 
Punajuuri - burak
Kesäkurpitsä - cukinia 
Palsternakka - pietruszka 
Munakoiso - bakłażan 
Vesimeloni - arbuz
Parsakaali - brokuł 
Kaali - kapusta 
Salaatti - sałata
Papu - fasola 

Kaikki | Wszystko

Hyvää ruokahalua! - Smacznego!
Ateria - posiłek
Aamiainen - śniadanie
Lounas - obiad
Välipala - podwieczorek
Illallinen - kolacja
Jälkiruoka - deser
Jäätelö - lody
Ohukainen - naleśnik
Piirakka - ciasto
Munakas - omlet (muna - jajko)
Munakokkeli - jajecznica
Voileipä - kanapka (leipä - chleb)
Keitto - zupa
Lihaliemi - rosół
Tomaattikeitto - zupa pomidorowa
Kalakeitto - zupa rybna (kala - ryba)
Kasviskeitto - zupa jarzynowa
Sipulikeitto - zupa cebulowa
Liha - mięso
Sianliha - wieprzowina
Naudanliha - wołowina
Vasikanliha - cielęcina
Lampaanliha - baranina
Karitsanliha - jagnięcina
Nakki - parówka
Ranskalaiset perunat - frytki
Riisi - ryż
Sämpylä - bułka
Ketsuppi - keczup
Majoneesi - majonez
Sinappi - musztarda
Höyste - przyprawa

Juomat | Napoje 

Vesi - woda
Tee- herbata
Musta tee - czarna herbata
Vihreä tee - zielona herbata
Tee sitruunalla - herbata z cytryną
Olut - piwo
Viini - wino
Valkoviini - białe wino
Punaviini - czerwone wino
Tuoremehu - sok
Appelsiinimehu - sok pomarańczowy
Omenamehu - sok jabłkowy
Limonadi - lemoniada
Maito - mleko
Kahvi - kawa
Jääkahvi - kawa mrożona (jää - lód)
Kaakao - kakao

Ruokailuvälineet | Sztućce 

Haarukka - widelec 
Lusikka - łyżka 
Teelusikka - łyżeczka do herbaty 
Veitsi - nóż 
Lasi - szklanka 
Lautanen - talerz 
Pöytäliinä - obrus (pöytä - stół, liina - chust(k)a, płótno)


Paljon kiitoksia! Dziękuję bardzo!
Jeśli komuś się przyda ten wpis, to bardzo się cieszę! Dla mnie był to dobry sposób na odświeżenie sobie pamięci. Korzystałam z rozmówek od wydawnictwa Lingea, słownika fińsko-polskiego Stanisława Wałęgi oraz własnych notatek sprzed kliku miesięcy.
Opowiem Ci jeszcze genezę tego pierwszego zdjęcia w poście; ogólnie zrobiłam cztery "sesje" tym materiałom do nauki fińskiego i za każdym razem coś mi nie pasowało, aż w końcu przerobiłam jednego delikwenta całkowicie losowo; wydawał mi się tak brzydki i paskudny, że mnie urzekł. Trzymaj się ciepło

Finlandia:
Suomi
芬兰 (fēn lán)