Keskustelu ystäväni kanssa: Billy Elliot



Moi, cześć, 你好!
Kombinacji ciąg dalszy, a konkretniej: zapraszam Cię dziś na wpis poświęcony filmowy "Billy Elliot", który szczególnie mnie poruszył ze względu na swoją historię. Historię ukazującą walkę o swoje pasje, o swoje marzenia, a w ich osiągnięciu przeszkadza nam m.in. strach. 
Billy to jedenastoletni chłopiec uczęszczający na lekcję boksu. Jednak to nie ten sport jest dla niego fascynujący tylko balet, ale było to nie do dopuszczenia w głowie jego taty czy brata. 
W tym poście zadałam mojemu gościowi dziesięć pytań odnośnie tej produkcji. Zapraszam na Instagrama mojej przyjaciółki, gdzie zaczyna dodawać posty, w których poleca filmy. Bardzo dobra opcja dla koneserów kina! A i ja gdzieś tam się wtrynię, ot co!


Będą spoilery!

Co najbardziej dotknęło Cię w tym filmie? 

Okiem i sercem: W tym filmie najbardziej wzruszyła mnie pogoń Elliota za marzeniami i jego relacje z ojcem.
Panda: Mnie także dotknęła relacja z ojcem i bratem. Ciągle nie mogłam pozbyć się myśli, że przez zamknięty umysł tych członków rodziny Billy cierpi, bo nie może rozwijać wyjątkowego talentu i tego, co sprawiało mu najwięcej radości. 

Czego można nauczyć się od Billy'ego? 

Okiem i sercem: Chłopak nie dawał za wygraną i jest cudownym dowodem na to, abyśmy w życiu podążali podobną ścieżką: byli upartymi w tym, co kochamy i nie zrażać się nieprzyjaznymi spojrzeniami innych. Odnośnie kontaktów ojca z Billym to z początku wysuwa się natrętna myśl: ,,Dlaczego on mu zabrania baletu, skoro widzi, ile to dla dziecka znaczy?”, jednak z późniejszymi wydarzeniami wrócił mi do niego szacunek i sympatia, a nawet po części rozumiem jego zachowanie. Tak naprawdę chciał jak najlepiej dla swojego syna. W boksie widział przyszłościową karierę, dzięki której Billy mógłby się utrzymać, zamiast pracować w kopalniach. Cieszyłam się, gdy wreszcie pozwolił chłopcu wybrać własną życiową drogę.
Panda: Dokładnie. To piękne, że mimo tak ciężkiej drogi, jaką przeszedł Billy, po wszystkich kłótniach, upokorzeniach, w końcu dostał swoją wielką szansę i przede wszystkim - wsparcie ojca, który był dla niego autorytetem. 

W jaki sposób film wpłynął na Ciebie?

Okiem i sercem: Film odcisnął na mnie pozytywne wrażenie. Nie tylko z powodu pouczającego przesłania, ale także bardzo przypadło mi do gustu świetne wpasowanie muzyki do niektórych sytuacji. Kieruję oklaski za scenę z uciekającym bratem Billiego, a w tle piosenka, zresztą mojego ulubionego zespołu, The Clash ,,London Calling”. Na samą myśli ciarki aż przechodzą. Po prostu mistrzostwo, nic więcej, nic mniej.

Utożsamiasz się z głównym bohaterem? 

Okiem i sercem: Nie, nie utożsamiam się z głównym bohaterem. Bardziej postrzegam go jako wzór do naśladowania i motywującą postać.
Panda: To pytanie było dla mnie ważne! Sama utożsamiam się z głównym bohaterem. Wiadomo, nie ćwiczę baletu ani rodzice nie zmuszają mnie do boksu, ale widzę w nim tę determinację do rozwijania pasji, która czasem i w mojej głowie tli się. Co do motywującej postaci, jak najbardziej się zgadzam. Daje kopa do działania. 

Jak oceniasz postawę rodziny?

Okiem i sercem: Moim zdaniem w ,,Billy Elliot” nikt tak naprawdę nie był negatywnym charakterem. Wszyscy w poszczególny sposób mieli cząstkę dobra i zła, nawet nasz Billy. Rozumiem, że był młody i obudził się w nim bunt, ale postawił ojca w bardzo niezręcznej i nieprzyjemnej sytuacji. Brnął przed siebie nie zważając na konsekwencje. Nasuwa mi się na myśl Ikar, który podobnie jak Billy podążał za marzeniem, żeby wzbić się jak najwyżej i spojrzeć na świat z innej perspektywy, aby ubarwić swoje życie. Na szczęście nasz główny bohater nie skończył tak jak Ikar i osiągnął swój cel, chociaż szkoła niezbyt go usatysfakcjonowała. W związku z rodziną to muszę przyznać, że postąpili słusznie. Szczególnie chcę tutaj wyróżnić ojca, który ostrożnie rozważył decyzję chłopaka. Zgodził się na balet, jedynie gdy ujrzał, ile chłopak jest w stanie poświęcić dla swojego hobby. Ojciec z początku obawiał się o opinię innych osób. Bał się, że jego ,,dziewczęce” zainteresowanie zostanie mu zapamiętane do końca życia i będzie powodem do późniejszego wyśmiewania przez kolegów. Ludzie niestety różnie się odnoszą do ,,odmieńców”.


Ulubiona scena? Jedna jedyna, która zapadła Ci w pamięci?

Okiem i sercem: Moją ulubioną sceną był wcześniej wspomniany pościg za bratem Billiego. Wywołał u mnie wielkie emocje i nie potrafiłam oderwać wzroku, jednocześnie kibicując chłopakowi. Mimo tego myślę, że ponadto warto przywołać wydarzenie, gdy Billy prezentował ojcu swój talent. Było to symboliczne potwierdzenie mu, że balet to coś więcej niż młodociane widzimisię.
Panda: Podpisuję się pod scenę z "występem" Billy'ego przed tatą. Zapiera dech w piersiach, oczekuje się na reakcję mężczyzny i momentalnie nasuwa się myśl: "W końcu Billy, w końcu!" 

Jesteś w stanie znaleźć wadę tego filmu?

Okiem i sercem: Ciężko mi było w tym filmie odnaleźć wady. Jako, że mam niezbyt trwałą pamięć, a film obejrzałam już dobry rok temu to niewiele w tej kwestii pamiętam, bo przymrużyłam na nie oko. Jednakże utkwił mi w głowie brak rozwinięcia wątku z babcią i matką Billego. Moja ciekawość nie została niestety zaspokojona całkowicie. Pragnę jeszcze wspomnieć o wielu opiniach, w których niektórzy twierdzili, że zakończenie nie było satysfakcjonujące. Z początku też tak uważałam. Byłam w szoku, bo w końcu kto nie czekał na pokazanie najbardziej oczekiwanego momentu w tym filmie? Chciałam zobaczyć końcowy efekt ciężkiej pracy głównego bohatera, a tutaj dostałam wyłącznie wbiegającego na scenę dorosłego Billiego, po czym reakcję rodziny. Jednakże dzień po dniu dziękowałam za taki koniec. Jestem zadowolona, że ten występ pozostawili naszej wyobraźni.

A jak z grą aktorską? 

Okiem i sercem: Mogę spokojnie przyznać, że gra aktorka była na wysokim poziomie. Niekiedy ruchy Jamiego Bella, który zagrał Billiego, sprawiały wrażenie sztucznych. Później uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mają one w sobie urok. Jak na tak młodego wtedy Jamiego, to śmiało mogę pogratulować niezwykłego początku kariery aktorskiej.

Co należy zapewnić osobie, która bardzo czegoś pragnie, dąży do tego, aby spełnić swoje największe marzenie? 

Okiem i sercem: W takich okolicznościach myślę, że powinniśmy najpierw poznać opinię tej osoby.
Warto pamiętać o tych słowach: ,,Kto pyta, nie błądzi”, ponieważ może ona wcale nie chce pomocy, woli zajmować się swoimi marzeniami samodzielnie, bo tylko wtedy osiągnie pełnię poczucia zadowolenia. Ludzie bywają bardzo różnorodni. I przede wszystkim nie zniechęcajmy nikogo do jego pasji, a wręcz przeciwnie. Nie każdy ma w sobie taką upartość i silną wolę jak nasz Billy.  Jak potrzebuje tej chwili rozmowy o tym, to gdy chociaż wcale nas to nie interesuje, poświęćmy tej osobie chociaż minutę uwagi. 

Komu polecasz ten film?

Okiem i sercem: Osobiście każdemu polecam ten film, a w głównej mierze młodym osobom i rodzicom. Chciałabym, aby ludzie starali się zrozumieć, że w życiu to my mamy wybór, w jaki sposób będziemy postępować. Nie możemy ulegać wpływom innych osób, chyba że przyznajemy im rację, ale to też świadczy o naszej decyzji.  Teraz przypomniały mi się słowa wujka Bena ze Spider-mana: ,,Wielka siła to wielka odpowiedzialność”. My, tak jak pajęczany bohater, możemy wykorzystać naszą moc, ale musimy liczyć się z późniejszymi konsekwencjami. Pamiętajmy, abyśmy przebudzili w sobie wyrozumiałość, że tak jak i my chcemy, żeby nami nie manipulowano, co działa również w odwrotną stronę: uszanujmy wolę drugiej osoby. Nic nie jest złe, póki nie krzywdzimy innych. Jednak łatwo powiedzieć, trudno zrobić, ponieważ niekiedy sytuacja wychodzi spod kontroli. Ciężko słusznie postępować.
Panda: Ale najważniejsze to mieć dobre intencje i rozmawiać. Dużo, dużo rozmawiać z drugą osobą. Nieważne, w jakim wieku jest i może wydawać się, że to dziecinne fanaberie. Otwórzmy się na ludzi, po prostu!


Daj koniecznie znać, czy oglądąłeś/aś ten film, czy w ogóle obił Ci się o uszy? Bo muszę przyznać, że choć powstał w 2000 roku, to jednak usłyszałam o nim dopiero około miesiąc temu.
Podsumowując, jest to piękna opowieść o tym, że czasem trzeba wylać trochę łez, potu, nasłuchać się obelg, ale tylko po to, żeby koniec końców, dosięgnąć najzłocistszych marzeń.  I obyś Ty też trzymał/a to złoto w rękach! 

Keskustelu ystäväni kanssa:
Rozmowa z moim przyjacielem
我和朋友谈话 (Wǒ hé péngyǒu tánhuà) dosł. rozmawiam z moim przyjacielem

"Jak dobrze się trzyma w naszym stuleciu: nienawiść"


Wisława Szymborska

Nienawiść 

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.


"Jest mistrzynią kontrastu"

  Może nigdy nie zaczytywałam się szczególnie w poezji pani Szymborskiej, ale od pewnego czasu wiersz "Nienawiść" chodzi mi po głowie, a patrząc na to, co się ostatnio dzieje, to jest to zrozumiałe, dlaczego słowa o nienawiści nie mogą wyjść z moich myśli. 
Zdjęcia zrobiłam podczas niedzielnego, popołudniowego spaceru u babci. Spokojnego, uspokajającego i zapierającego dech w piersiach - spaceru. Gdy widzisz jak piękna i inspirująca jest zima, drzewa, śnieg. Jak niebo fantazjuje kolorami, jakby próbowało Cię rozweselić. A piesek babci merda ogonem, kiedy Cię zauważa i głaszczesz jego niezwykle gęstą, białą sierść. Wydaje Ci się on pasować do błyszczącego śniegu, który Cię otacza. Stoisz między jednym lasem a drugim. Do tego słońce wychodzi zza gałęzi i ciepłem dotyka Twoich policzków, co jest tak pięknie kojące.
Tylko w tym wszystkim ludzie są jacyś dziwni. 

Miłość:
Rakkaus
(ài)

5 chińskich filmów, które uwielbiam


Cześć, moi, a przede wszystkim: 你好!
Kocham kino, dlatego gdy zaczynam fascynować się danym krajem, to prędzej czy później zaczynam wielką eksplorację kinematografii tego narodu. Chiny to jedna z moich największych, obecnych miłości. Szybko okazało się, że i chińskie filmy są zdecydowanie dla mnie. Jest to kino inne, nietuzinkowe i wciągające. W dodatku bardzo często zakrapiane chińską operą, co stanowi wisienkę na torcie. 
Dlatego wysyłam Ci moją miłość do filmów z tego kraju. Mam nadzieję, że któryś z podanych przeze mnie tytułów zainteresuje Cię. A jeśli sam znasz dobrą chińską albo ogólnie azjatycką, albo z jakiegokolwiek kraju produkcję, to koniecznie proszę o tę szczyptę miłości do filmu od Ciebie! 


Żegnaj moja konkubino 

Klasyk! Z tym filmem wiążę szczególne emocje. Nie tylko ze względu na to, że jest to tytuł, który w ogóle wprowadził mnie w chińskie szeregi, ale również na litry łez, jakie wylałam podczas seansu, na zachwyty nad kostiumami, na grę aktorską, a przede wszystkim - na historię. Niezwykłą, przejmującą historię.
Akcja dzieje się w Pekinie, w latach 1924-77, a wszystko krąży wokół opery i przyjaźni między dwoma mężczyznami, którzy razem wychowywali się w niezwykle surowej, przerażającej szkole aktorskiej. Poddawani są wycieńczającym treningom, które mają sprawić, że chłopcy staną się idealnymi śpiewakami operowymi. Cheng Dieyi jest postacią bardzo oddaną swojej pracy, uważa ją za sens życia i odnoszę wrażenie, że to sprawia, iż zaczyna ograniczać jego scenicznego partnera - Xiaolou. 
Mamy tu parę historycznych wydarzeń; m.in. rewolucję kulturalną. Poza tym, jest to produkcja, która rozkochała mnie w chińskiej operze, jakże osobliwej, pięknej, symbolicznej! Dużo psychologii, dużo refleksji, a bohaterowie skomplikowani w swoich czynach, a w szczególności zagubiony Dieyi, który nie widzi świata poza teatrem i swoim kocham Xiaolou - mężczyzną chcącym żyć normalnie ze sympatią Juxian. 
Całość jest niejednoznaczna, momentami brutalna, ale w tym wszystkim jednak piękna i przeraźliwa. Pokazująca, ile człowiek jest w stanie zrobić, aby osiągnąć swój cel i zatrzymać przy sobie osobę, która wcale nie chce z nim być "na wieczność." 
No i kurczę, Leslie Cheung w swojej roli jako Dieyi niezastąpiony. Warto zobaczyć nawet tylko dla niego i pozachwycać się osobliwością tego filmu.


Zawieście czerwone latarnie

 Jest 1920 rok. Akcja dzieje się w północnych Chinach. Młoda Song Lian po śmierci ojca wie, że nie ma szans, aby udać się na studia, dlatego zostaje zmuszona wyjść za bogatego, starszego mężczyznę. Jej przyszły mąż Chen - ma już trzy inne żony, które mieszkają w jednym zamku i konkurują ze sobą o względy małżonka. Wiedzą, że dzięki jego sympatii są silniejsze niż reszta.
Kolejna produkcja z lat 90. Film pełen czerwieni i przesiąknięty smutkiem, a do tego wszystkiego znajdziemy tam elementy opery. Niejednobarwne postacie, wiele zwrotów akcji i niezwykła scenografia szczególnie w ostatnich scenach, które sprawiają, że człowiek oniemieje na ich widok. Straszne życie kobiet uzależnionych od jednego mężczyzny. Cierpienie, które poruszy każdego z oglądających. Bo jak można obojętnie wpatrywać się w człowieka siedzącego w "więzieniu", kiedy wcale nie zrobił niczego złego?
Wszystko utrzymane w kolorach czerwieni, co wydawałoby się błahostką, a jednak ta głęboka czerwień dodaje klimatu. Klimatu do przerażających, frustrujących scen. Nie ma w tym filmie miejsca na ludzką godność.
Polecam również soundtrack. Mnie zachwyca za każdym razem. Otula mocnym, pięknym głosem i motywuje do robienia wyjątkowych rzeczy.


Wszyscy albo nikt 

To z kolei produkcja bardziej familijna, która wpadła mi w ręce przez przypadek, a mianowicie: słuchając soundtracku na YouTube i zakochałam się w nim momentalnie. Ta melodia może jest znacznie inna od tej z "Zawieście czerwone latarnie", ale równie emocjonalna i brzmiąca raczej przygodnie. A po seansie staje się jeszcze bardziej wyjątkowa. 
Akcja dzieje się w biednej wsi położonej w górach, gdzie funkcjonuje niewielka szkoła. Jednak pewnego dnia nauczyciel musi wyjechać do swojej chorującej matki, a sołtys podejmuje decyzję, aby zastąpiła go nastoletnia Wei Minzhi. Zostaje jej postawiony warunek: jeśli do powrotu nauczyciela, żaden uczeń nie wypisze się ze szkoły - dostanie zapłatę. Jak możesz się domyślić, jeden z jej podopiecznych ze względu na biedę, musi wyjechać, aby pomóc swojej rodzinie. Dziewczyna rusza za nim do wielkiego miasta. 
Produkcja, która uczy pokory, a przynajmniej mi poszerzyła horyzonty myślowe, a na kredę do tablicy patrzę w nieco inny sposób. Kiedy nauczyciel wyrzuca niewielki fragment kredy do kosza, od razu przypominam sobie ten film. Idealny na sobotni albo niedzielny, leniwy wieczór. Nie trzeba nad nim dużo myśleć, a wywołuje wiele uśmiechu na twarzy, a sama nawet płakałam na koniec. Dobra rzecz na rozluźnienie, nieważne, w jakim humorze się jest.


Happy Together

A to już nie jest film dla wszystkich. Raczej dla osób, które wolą nieco bardziej psychologiczne rzeczy. Dużo symboliki. Przygnębiający obraz rzeczywistości, gdzie barwy wszystkiemu nadaje drugi, ważny dla nas człowiek. I właśnie kolory: na nie warto zwrócić uwagę w tym filmie. Na samym początku dostajemy czarno-biały ekran, później zaczyna nabierać barw, żywych, pięknych barw, a z jakiego powodu, to zachęcam do przekonania się! I niech Cię nie zniechęcą pierwsze sceny. Produkcja wyjątkowa na swój oryginalny sposób.
"Happy Together" opowiada o relacji między dwoma mężczyznami. Akcja dzieje się w Ameryce Południowej, gdzie Lai Yiu-fai rozpoczyna pracę w barze. Nie posiada ekskluzywnego mieszkania, nie inwestuje w swoją przyszłość w Argentynie; zbiera pieniądze na to, aby wrócić do Chin. Jednak jego były partner Ho Po-Wing krzyżuje jego plany.
Ciężki, surowy film. Z genialnymi aktorami (znowuż Leslie Cheung!) i z przygnębiającą atmosferą, która zostawia w pamięci ślad po sobie.


Żyć!

Ciężko mi napisać o tym, o czym był ten film. Działo się w nim wiele rzeczy, wiele istotnych kwestii, które poruszały moje pożarte szkołą serduszko. Jednak z czystym sumieniem mogę napisać, że jest to jeden z przedstawicieli porządnego, chińskiego kina.
Mamy ukazaną rodzinę. Bogatą rodzinę, która jednak przez jednego z jej członków traci cały dobytek. Znowu pojawia się tutaj motyw rewolucji kulturalnej, hazardu i walki, aby wyjść cało, aby przetrwać. Do tego dochodzi rola matki i ojca i ich poczynania, gdy okazuje się, że jedno z dzieci tej pary cierpi i nie jest do końca sprawne. Film uczy szacunku do pieniędzy i ludzi, którzy szczerze się o nas martwią.
Genialna Li Gong, która, jak w przypadku "Zawieście czerwone latarnie" czy "Żegnaj moja konkubino" hipnotyzowała, oddała się tej roli w sposób niezwykle emocjonalny i piękny. Dlatego mogę przyznać, że jestem zakochana w jej talencie. Oglądanie sztuki, jaką daje nam Li Gong na ekranie to sama przyjemność.
Sam film jest na bardzo dobrym poziomie, akcja dzieje się na przestrzeni wielu lat, przez co dla mnie związanie się z bohaterami było jeszcze łatwiejsze - poznałam większość ich ciężkiego życia, przez które szli imponująco odważnie.


Koniec końców 

Wyszło na to, że każdy film, który tu podałam pochodzi z lat 90. Z całego serca polecam wszystkie tytuły, ale dodam, że jednak dla mnie najpiękniejszą i najważniejszą produkcją jest "Żegnaj moja konkubino", bo jest to niepowtarzalna sztuka, wyjątkowa, potężny wyciskacz łez i w ogóle pełen emocji i to takich, z którymi nie mogłam sobie poradzić. 
Podkreślam, że kino chińskie jest inne niż to, do którego większość z nas została przyzwyczajona. Niektóre rzeczy są nietypowe, czasem nawet podchodzące pod te komiczne w naszej świadomości, mimo że wcale nie powinny takie być, ale da się do tego przyzwyczaić, a wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że atrakcyjniejsze pod wieloma względami wydaje mi się to kino. Warto przekonać się samemu i proszę daj mi znać, jeśli obejrzałeś/aś jedną z wymienionych produkcji albo podziel się ze mną innym tytułem, który szczególnie Cię poruszył. 
Trzymaj się ciepło!
Ps. pierwsze i ostatnie zdjęcie to kadry z filmu "Żegnaj moja konkubino"
Zdjęcia z google grafika
Kino: 
Elokuvateatteri
电影院 (diànyĭngyuàn)

Wywiad: "Najlepiej od razu aparat w rękę i do roboty." | Fotografia


Cześć, moi, 你好!
  Dziś wyjątkowy post. Zakładając bloga, wiedziałam, że jedną z rzeczy, którą chcę tutaj zamieszczać to zdecydowanie: wywiady. Nieważne, czy to z ludźmi z mojego otoczenia, czy z tymi osobami znalezionymi w Internecie. Ważne, żeby był to człowiek utalentowany i z pasją, bo zawsze są oni dla mnie kopalnią inspiracji i mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto także poczuje się chociaż odrobinę zmotywowany.
 Poznaj dziś proszę – Kacpra, 16-letniego chłopaka, którego zdjęcia kupiły mnie od razu. Widzę w nich ogrom pracy, samodyscypliny i przede wszystkim miłości do swojego hobby. Tym chętniej zapraszam Cię do tego, co naskrobał Kacper. Było mi niezwykle miło móc zadać parę pytań tak zdolnej osobie.
 Dodatkowo warto zobaczyć jego Instagrama. Nie dość, że możemy tam zawiesić oko na pięknych, nietuzinkowych fotografiach, to także przeczytać opisy, które ewidentnie były napisane prosto z serca. I to jest niesamowite.


  • Zacznijmy od tych podstawowych rzeczy, czyli kwestia sprzętu. Czego używasz obecnie, gdy wybierasz się na zdjęcia? Co jest dla Ciebie niezbędne?
Obecnie używam dwóch obiektywów: 50mm i 17-50mm, ze światłem odpowiednio f/1.8 i f/2.8. Moje dwa najbardziej ulubione, bo... jedyne, jakie mam. Niezbędny jest pomysł na zdjęcie, przynajmniej zamysł tego, co chce osiągnąć.

  • Ile lat już "siedzisz" w fotografii? Jak to się zaczęło?
 Zaczęło się tak nietuzinkowo to wszystko: Nie dalej jak trzy lata temu dostaliśmy projekt szkolny o zanieczyszczeniu środowiska naszej okolicy i mieliśmy wykonać zdjęcia... śmieci? Tak. Śmieci. Nie pamiętam, co mnie tak w tym zafascynowało....

  • Bardzo podoba mi się jedna z Twoich rad na Instagramie, a konkretniej: "kombinuj!". Od początku przygody ze zdjęciami miałeś tę myśl w głowie?
Lubiłem i lubię kombinować. Staram się pracować nad kombinowaniem. Kombinowanie to pasja. Od początku mi to hasło w głowie siedziało. Zauważyłem że nieświadomie wybierałem rzeczy, które wymagają kombinowania. Uzależnić się od kombinowania - to jest coś...

  • Cierpliwość jest ważna podczas fotografowania. Czasem brakuje Ci jej czy raczej nie masz z nią problemu?
Myślę, że każdemu brakuje cierpliwości jak coś nie idzie po jego myśli, a ja do wyjątków nie należę. Brakuje jej przeważnie wtedy jak chcę zwierzęta uchwycić, w skrócie: "coś co ma nogi i swój świat". Trzeba w ten świat zanurzyć, zrozumieć go... Ale można też nie zrozumieć i co wyjdzie to wyjdzie, często nawet lepsze od tego co się chciało. 

  • Wyobrażam sobie, ile wrażliwości mają w sobie fotografowie. Ile osobliwości dostrzegają każdego dnia. Jak myślisz, jaka cecha powinna jeszcze towarzyszyć fotografom?
Trzeba mieć to "coś", nie chodzi o talent, który jest efektem ciężkiej pracy, ale o kreatywność, pokorę, otwartość i chęć samodoskonalenia się. Musisz być twórczy, mieć świadomość, że zawsze znajdą się lepsi od Ciebie, i dążyć do bycia doskonalszym. I to tyczy się wszystkiego, nie tylko fotografii.

  • Wrażliwa natura to niełatwy orzech do zgryzienia. Co z krytyką? Jak sobie z nią radzisz? 
 Jak wiadomo początki bywają, a wręcz zawsze są trudne. Najwięcej krytyki dostawałem w internecie, a mimo to nie bałem się publikować moich kolejnych prac. Oczywiście krytyki nie możemy wrzucać do jednego worka: jest konstruktywna i ta druga z "emocjami". Konstruktywne zawsze powinny być miłe widziane, jeśli chodzi o tą drugą to wszyscy mówią: "Omijać, nie słuchać, nie odpowiadać", ja łamałem tę zasadę, odpowiadając na takie komentarze, przyznając im rację i samego siebie jeszcze "pogrążając". Uważam, że w takich chwilach dystans do samego siebie pozwala "eliminować" takie osoby i zachowania. 

  • A co w sytuacjach, gdy dostrzegasz piękną rzecz, miejsce lub zwierzę do uwiecznienia? Masz w głowie jak idealnie wyglądałaby on na zdjęciu, ale nie masz aparatu przy sobie. Przydarzyło Ci się to kiedyś? Co wtedy?
Przydarzyło się mi to wiele razy i z pewnością przydarzy się jeszcze. Co wtedy? Jest żal do samego siebie, że mogłem jednak ten aparat zabrać, przecież nie zaszkodziło by mi to. Mówią iż człowiek uczy się na błędach, to nie jest tak do końca prawda... Błędy błędami: sztuką jest je naprawić.


  • Oprócz fotografii, czym jeszcze się zajmujesz? Stawiasz zdjęcia na pierwszym miejscu, czy coś jest ponad nimi?
Oprócz fotografii gram na pianinie, tworzę melodie, grafiki, animacje, programuję... Nie stawiam niczego na pierwszym miejscu, każde z tych zajęć po równo traktuję, każde stawia jakieś wyzwanie, każde w pewnym sensie relaksuje.

  • Czy zdjęcia są czasem odzwierciedleniem Twojego humoru, samopoczucia? Czy raczej nie są one uzależnione od tego?
Czy są odzwierciedleniem samopoczucia? Na pewno tak. Humoru? Nie zawsze, ale nadrabiam to w opisach.

  • W kim odnajdujesz największe wsparcie, jeśli chodzi o fotografię?
Może nie w "kim", a w "czym". Nie mam autorytetów, ale mam wielu fotografów, których właśnie zdjęcia, pojedyncze fotografie mi się podobają i w pewnym stopniu takimi pracami się inspiruję.

  • Jest zdjęcie, z którego jesteś szczególnie dumny? Dlaczego?
Mam kilka takich zdjęć... Trudno mi wskazać faworyta.

  • Po Instagramie widać, że jesteś zafascynowany niebem, zachodami słońca. Skąd ta fascynacja w Tobie?
 Nie nazywajmy tego fascynacją. To jest tak mniej więcej jakby do piekarza powiedzieć: "Po wypiekach widać, że jesteś zafascynowany mąką, drożdżami". Robiąc ujęcia na dworze, gdziekolwiek jestem narażony, że niebo, jego skrawek wkradnie się do obiektywu... A tym bardziej przy krajobrazach, którym najprościej zdjęcie zrobić (pomijam fakt kombinowania).

  • Jest coś, co nie podoba Ci się w Twoim hobby? Czego żałujesz, robiąc zdjęcia?
Gdyby mi się coś nie podobało w moim hobby, to raczej by ono nim nie było (no może ceny sprzętu, ale to inna bajka). Czego żałuję robiąc  robiąc zdjęcia? Że ogranicza mnie moja wyobraźnia... 

  • Oczywiście jeszcze jedno, standardowe pytanie, ale jest ono tym, na co najbardziej wyczekuje podczas wywiadów. Niejednokrotnie zdarzyło się tak, że odpowiedź na nie, zmotywowała mnie do działania: Co doradziłbyś osobom, które chcą zacząć zabawę z fotografią? Czego, Twoim zdaniem, mają się wystrzegać? 
 Najlepiej od razu aparat w rękę i do roboty: otoczyć się fotografią, inspirować się, być aktywnym, interesować się. Teorię odłożyć na później. Nie będziesz genial­nym pro­gra­mi­stą, tylko dla­tego, że przez 10 lat przy­cho­dzisz do pracy. Nawet trzy kie­runki stu­diów nie pomogą, jeśli prze­śpisz je pod ławką itd. Mu­sisz zda­wać sobie sprawę z tego, CO CHCESZ osią­gnąć, a to, JAK to zrobisz, przyjdzie samo z czasem. Im bar­dziej pre­cy­zyjna będzie to wizja, tym łatwiej będzie Ci wery­fi­ko­wać postępy, patrzeć wstecz i wycią­gać wnio­ski z błę­dów. Musisz fotografować. Świadomie fotografować.

Zdjęcie:
Kuva
照片 (zhàopiàn)