Minirecenzje: 6 koreańskich filmów


Hej, terve, 你好!
  Przyznam się bez bicia, że z koreańskim kinem to ja nie byłam i nie jestem zbyt obeznana. Właściwie, kojarzyłam tylko "Lament", o którym słyszę miliony dobrych słów i obiecuję sobie, że kiedyś i przed moim ekranem pojawi się ten film. 
Już przez pewien czas chodziły za mną produkcje z tego kraju, a to za sprawką bloga; How Gee. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy włączyłam sobie jeden. Potem poszedł drugi, trzeci, czwarty i szczerze mówiąc, doszło do takiej sytuacji, że w momencie pojawienia się wolnej chwili, miałam w głowie:" No to co? Koreański film?" i zawsze kończyło się tak samo. Na koreańskim filmie.
Dlatego dziś miło mi Cię gościć w tym wpisie!

Ból | Zeruya Shalev

"Ale on już wraca do swoich szachowych żołnierzy, nie słyszy jej i może tak jest nawet lepiej, bo w ostatnim czasie coś się u nich popsuło ze słowami. Używamy ich, aby coś ukryć, a nie ujawnić, myśli Iris. Zdradziliśmy słowa i może to nawet coś gorszego niż wzajemna zdrada, zdradziliśmy słowa, a one nas ukarały." 

Hej, terve, 你好!
Dziś coś z współczesnej, izraelskiej literatury, z którą mam tyle do czynienia, co nic, ale! "Ból" to zdecydowanie dobra wizytówka. Od razu ostrzegam, że w przypadku tej recenzji; może być konieczne "małe spoilerowanie", jednak mam nadzieję, że nie zaboli!

Fabuła

Iris, która jest główną bohaterką książki. Przeżyła atak terrorystyczny i choć minęło od tego czasu dziesięć lat, to nadal wraca myślami do tego wydarzenia, zastanawia się, co mogła zrobić, aby uniknąć tego nieszczęścia. Jednak im dalej w las, tym więcej winnych znajduje; nawet zaczyna podejrzewać swojego męża o zbrodnię.
Do tego wszystkiego dochodzi jej wielka miłość z lat nastoletnich - Ejtan. Kobieta nie jest w stanie o nim zapomnieć. A nadchodzące sytuacje wcale jej tego nie ułatwią. Poza tym, Iris jest mamą dwójki dzieci; Almy, która wyjechała do Tel Awiwu i Omera, który był wyjątkowo ciężkim przypadkiem. Główna bohaterka ma na głowie jeszcze dyrektorstwo w szkole. Dlatego wątków jest sporo i każdy z nich porządnie rozwinięty i chwała autorce za to.

"(...) przypominając sobie haiku, które kiedyś cytował Miki, o poecie, który poszedł medytować do pustelni, a po powrocie na miejscu domu zastał zgliszcza. Zamiast opłakiwać stratę, napisał: "Spalił się skład rzeczy, nic nie przysłania twarzy księżyca." 

Trochę o "Bólu"; niby-romansie 

Szczerze? Byłam przekonana, że to będzie romans. Może nie z samego początku, może nie patrząc na okładkę, ale brnąc przez fabułę, z każdą kolejną stroną, miałam w głowie "oho, no to się władowałam". I nie zrozum mnie źle, akurat ja jestem typem osoby, która za romansami to tak średnio przepada i chcąc nie chcąc, mając na półce do wyboru wcześniej wspomniany gatunek, a thriller, to raczej wybiorę to drugie. Chyba że na książce widnieje nazwisko "Schmitt" to całkowicie inna sprawa. 
I właśnie; "Ból" przypominał mi nieco stylem pisania, opisami emocji, przeżyć - Schmitta. Psychika głównej bohaterki - Iris - jest tak rozbudowana, rozłożona na wiele czynników, że absolutnie nie miałam problemu z tym, aby przywiązać się do niej, zrozumieć jej poczynania, które faktycznie momentami były, lekko pisząc, szalone, ale przede wszystkim wypełnione miłością. O tak, z Iris emanowała miłością. W pierwszej połowie czułam, że chce dostać miłość, chce być kochana i uporczywie do tego dąży, a w drugiej odwrotnie. Iris dawała to uczucie pewnej, niezwykle ważnej osobie, którą wcześniej zaniedbywała. 
Zeruya, jak Schmitt, pielęgnowała emocje bohaterów. Kocha się z poetyckimi, momentami bardzo objętościowymi opisami uczuć, co mnie zawsze urzeka. Pragnienie wielkiej miłości i bycie zawiedzionym własnym małżeństwem wręcz brzydzić się partnerem - to właśnie Iris. Bohaterka, która jest zmęczona, która zaczyna zastanawiać się nad sensem wszystkiego, co robi, która ma w głowie wiele niezamkniętych spraw nie tylko związanych z rodziną, pracą szalenie ważną dla niej, ale także z odkrywaniem siebie. Dlatego jest ona dowodem na to, że możesz mieć pięćdziesiąt lat i więcej, mniej, a jednak ciągle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego. I nie ma w tym nic złego. 
Iris to ciekawa postać, nie mam wątpliwości, co do tego. Na pierwszych stronach nie do końca się polubiłyśmy, a jednak była to kwestia kolejnych rozdziałów, aby przekonywać się do tej kobiety.
"Drodzy rodzice, zachęcajcie dzieci, by prosiły o wybaczenie swych kolegów, jeśli ich zranią, i dawajcie im osobisty przykład, kiedy wy będziecie przepraszać za zranienie. Pomóżcie im się dowiedzieć, w jaki sposób zdolność wybaczenia umożliwia rozpoczęcie procesu uleczania i gojenia ran. Wasza Iris Ilam." 
Wracając jeszcze do samej kwestii romansu. Moje przeświadczenie o tym, że tę książkę należałoby położyć na półce pod tym właśnie gatunkiem, zniknęło. Teraz, kiedy myślę o "Bólu" autorstwa Zeruyi Shalev nie mam w głowie namiętnej miłości między kobietą i mężczyzną, znaczy to też, ale myślowym priorytetem jest raczej relacja między matką a córką. Dla mnie bezdyskusyjnie.
Iris chciała być dobrym rodzicem. Przecież zajmowała się dziećmi w szkole, radziła matkom, co mają zrobić z ich maleństwami, które były szczególnie ciężkie w wychowaniu. Co więcej, była w tym bardzo dobra, a jednak coś sprawiło, że między nią, a córką nie działo się najlepiej. Kiedy wyjechała pracować do Tel Awiwu, dopiero wtedy do Iris zaczęło to docierać. I teraz powstaje pytanie; czy da się zbudować most wypełniony troską i czułością między dwiema takimi osobami, skoro Alma (córka) miała już ponad dwadzieścia lat? Alma, z którą dużo lepiej dogadywał się tata i to właśnie do niego dzwoniła, jego informowała o swoich rzadkich przyjazdach do domu. Alma, która odczuwała brak zaangażowania matki w nią, jej życie, jej psychikę.
Ale znowu, czy możemy winić Iris, jeśli przeżyła atak terrorystyczny i to wydarzenie nie dość, że mocno odbiło się na niej psychicznie to także fizycznie?
Te pytania długo mi towarzyszyły podczas lektury jak również po niej i nadal ciężko jest mi wydać osąd. Bo w końcu jaki jest przepis na idealne wychowanie? I kurczę, coraz bardziej interesuje mnie ta kwestia. Chętnie poczytałabym książki o ogólnie pisząc, dobrym wychowaniu. Ciekawi mnie spostrzeżenie innych, znaczniej doświadczonych ode mnie osób na ten temat.
A koniec "Bólu" jest magiczny, dający ukojenie i to dziwne uczucie po skończeniu całości.

"- Sama nie wiem - mruczy, a Iris jej przerywa:
- No właśnie, ale ja wiem. Wszystko jest w porządku. Zgaś światło i idź spać. A swoją drogą rozmawiałam wcześniej z twoją mamą, powiedziała, że bardzo za tobą tęskni. Ucieszy się, jeśli za niedługo przyjedziesz do domu.
Noa zastyga w progu.
- Naprawdę tak powiedziała? To nie w jej stylu - powiedziała, ale Iris się upiera.
- Zdziwisz się, ale ludzie się zmieniają. Szczególnie matki."
Czy Ciebie też tak ujęła okładka? Nie wiem dlaczego, ale kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam to zachwyt momentalny. Jest nietypowa, wyróżniająca się spośród innych i niepasująca do współczesnych, estetycznych "standardów". I przede wszystkim; idealna do zdjęć!
Mogę to nazwać książką dla wrażliwców. Dla osób, które lubią psychologiczne portrety bohaterów. A w szczególności wydaje mi się, że "Ból" dotknie tych mających problemy z rodzicami, u tych, u których te relacje nie są do końca takie, jakie powinny być. Nieważne, jakiego kalibru jest to kłopot.
I na pewno tą lekturą będę się dzielić bardzo chętnie w moim środowisku. Jestem ciekawa, w jaki sposób inni ją odbiorą i czy interpretacja jej to w głównej mierze kwestia własnych przeżyć.
A oczywistym jest, że po książki tej autorki chwycę jeszcze, bo zdecydowanie nie spodziewałam się znaleźć "izraelskiego Schmitta."
Tymczasem wszystkiego dobrego!

Ból:
Kipu
(tòng)

Mity i legendy Chin | Huang Dehai, Xiang Jing, Zhang Dinghao


"Człowiek powstał jednakże głównie z gliny, a ona zawierała w sobie także błoto oraz fetor ziemi. (...) Fetor błota i ziemi pochodzący z ludzkich ciał stał się silniejszy i zaczał dominować, a dobra wola, którą ludzie otrzymali wraz z pierwotną esencją, została zduszona."
Hej, terve, ale przede wszystkim 你好!
  A dziś będzie dużo cytatów, ciepłych słów i krótka historia o pewnym altruiście. 
"Mity i legendy Chin - Epoka chaosu i bohaterów" to książka, na którą trafiłam całkowicie przypadkiem, będąc w Krakowie. Ale niewątpliwie była to miłość od pierwszego zobaczenia obrazów w środku. A zacznę właśnie od tego, od rzeczy dla mnie najpiękniejszej, czyli od wydania. Od ilości malarstwa, ceramiki, porcelany, płaskorzeźb i innych piękności pokazanych w "Mitach i legendach Chin". Do każdego z tych dzieł dodano opis - skąd, kto, czym, co opowiada, jaka legenda. Dlatego na początku podziwiałam, przeglądałam i czułam się jak w muzeum z zafascynowanym przewodnikiem. A potem zaczęłam czytać okryta kocykiem w kaktusy, wygrzewając się w słońcu. I nie wyobrażam sobie lepszego odpoczynku! 

"Tak oto z rozpadającego się ciała Pangu stopniowo powstała ziemia: każdy jej element zawierał część jego pierwotnej istoty, energicznie powiększając się jak sam Pangu, wtedy kiedy stał pomiędzy niebem a ziemią i doświadczał narodzin, starzenia się, choroby i śmierci." 

Z czym to się je? 

  Jako osoba, która wcześniej nie miała styczności z mitami Chin - stwierdzam, że jest to dobra pozycja na początek. Opisane zostały nawet takie podstawy jak chociażby yin (ciemność) i yang (światło). Dlatego ze spokojem można po nią chwycić, mając zerową wiedzę.
Dowiadujemy się, w jaki sposób Nüwa stworzyła człowieka i o tym, jak potem troszczyła się o niego:
"Nüwa stworzyła człowieka i dała mu życie, a potem pokazała, jak się mnożyć i zaludniać ziemię. Nauczyła go [człowieka] uprawy roli i innych prac. Wtedy poczuła, że może odpocząć." 
"Dzieci Nüwy znajdowały się w potrzasku. Wycieńczona bogini zebrała resztki sił, zanurkowała w największym z jezior, schwytała olbrzymiego żółwia i z jego czterech nóg wykonała filary podtrzymujące niebiosa."
  Poza tym, co doprowadziło do stworzenia instrumentów i po co one służyły. Kim był Wielki Yu czy Żółty Cesarz. Jak odkryto jedwab, a raczej która kobieta tego dokonała (z tym wiąże się szczególnie piękna legenda!). Pojawia się także historia związana z powstaniem chińskiego pisma. Raj dla osób lubujących się w mitologiach, sztuką, historią i przede wszystkim - w azjatyckim kraju, o którym mowa. 
Innymi słowy, mamy szansę dostać odrobinę wiedzy o Chinach i to przy udziale wyjątkowych obrazów, ale to nie wszystko; zdania są otoczone wyjątkową aurą. Nie brakuje kwiatów czy miłości. Wydaje się to być niczym szczególny, bo w końcu, pełno jest tego w literaturze. Ale! Tutaj dochodzi chiński, nietuzinkowy klimat, który miażdży czytelnika w ten pozytywny sposób. Rozmarza. Uwodzi. I aż chce się włączyć do tego wszystkiego tradycyjną muzykę z tegoż kraju. Miód na serce i zmysły! 
Jeden z obrazów znajdujących się w książce, a na nim pałac Pengdao Yaotai: 


  A powyżej znajduje się obraz Li Sixuna (651-716), który został wspomniany na jednej ze stron. 
Teraz niewielki fragment, aby pokazać jak piękne mogą być zawarte legendy, a w tym przypadku ta o Chang'e, która poleciała na księżyc:
"Dzień i noc tłukli słodki osmantus na księżycu, by otrzymać czarodziejskie lekarstwo, i kiedy aromat kwiatów osmantusa rozchodził się w powietrzu, nasiona spadły na ziemię. Wtedy księżyc świecił jasno, a zapach wypełniał ziemię jak cień śladów miłości." 
Ckliwe? Nawet bardzo! I w moim stylu. Oczywiście, nie brakuje brutalniejszych momentów, bo to w końcu mitologia, ale ta delikatność jakoś szczególnie nie gryzła się z tą, momentami wręcz, surowością podczas czytania. Powiedziałabym nawet, że przeciwnie. 

Parę ciekawostek mniej lub bardziej znanych:

  • "W kulturze chińskiej smok jest najwyższym symbolem."
  • "Ludzie z ludu Oroqen chowają swoich zmarłych w drzewach, wierząc, że są one medium za pomocą którego człowiek może wejść po śmierci do nieba."
  • "Starożytni Chińczycy wierzyli, że żuraw jest świętym ptakiem nieśmiertelności." (W ogóle dużo myśleli o nieśmiertelności.) 
  • "Bóg, zwany Sapiącym (Xu), oddychał w pewien szczególny sposób. Często robił wydechy, wdechy natomiast znacznie rzadziej. Kiedy wydychał powietrze, bogowie mogli zstąpić na ziemię przez bramę, a gdy robił wdech, ludzie - ci, którzy zasłużyli na to swoimi uczynkami - wchodzili przez nią do nieba." 
  • "Począwszy od czasów Zachodniej Dynastii Han (206 p.n.e. - 25 p.n.e.), jedwab był eksportowany w wielkich ilościach i stał się produktem dobrze znanym na całym świecie. Droga z Chin na zachód nazwana była przez Europejczyków jedwabnym szlakiem, a same Chiny Krajem Jedwabiu."
  • "Podczas  świąt i w czasie wolnym ludzie lubili spędzać ze sobą czas, dmuchając w zwinięte liście drzew lub bambusowe rurki i bębniąc w gliniane naczynia. Żółty Cesarz czuł, że muzyka jest nie tylko miła sercu, ale stanowi też część czegoś ważniejszego."
  • "W historii rozwoju kultury chińskiej wszystko, co związane z początkami rolnictwa lub z roślinami przypisuje się Shennongowi.


Bóg medycyny

  Teraz będzie trochę o Shennongu, bo jest to postać, która szczególnie zapadła mi w pamięć i to nie tylko dlatego, że zajmował się roślinkami, ale również ze względu na jego dobroć i chęć poświęcenia się.
Nazwano go "bogiem medycyny", ale cóż on takiego wielkiego dokonał? Ano, dokonał! Umarł po zażyciu trucizny i to dosyć boleśnie, bo książka przedstawia to tak: "jego wnętrzności rozpadły się na kawałki, a z nosa i ust trysnęła krew". Shennong wraz ze swoimi przyjaciółmi zapragnęli znaleźć sposób na wykorzystanie trucizn, a musimy wiedzieć, że choroby dziesiątkowały wtedy setki ludzi. Zmuszeni byli więc zidentyfikować trucizny, jakie znajdowały się w roślinach. I bohater tej historii postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Robił za królika doświadczalnego, co, jak możemy się domyślić, spowodowało mocny uszczerbek na jego zdrowiu. 

Wracając jeszcze do jego śmierci. Na górze Yanling odkryto dziwną roślinę i jeden z młodych ludzi, pełen zadowolenia, wpadł na pomysł, że roślina mogłaby wyleczyć Shennonga z zatrucia. I my już niestety wiemy, jak się to skończyło.
Czytając o tym, w głowie miałam drugiego wielkiego wielbiciela roślin - Alexandra von Humboldta. 

"Gdy Shennong nauczył już innych, jak sadzić i zbierać plony, zapragnął zbadać trującą zawartość roślin, aby ustrzec ludzi przed otruciem, gdy przez pomyłkę zjedzą coś, czego nie powinni. W tym celu osobiście kosztował różnych ziół, bylin i kłączy i w ciągu całego swojego życia określił właściwości prawie wszystkich znanych roślin świata. Odtąd ludzie wiedzieli, których powinni się wystrzegać, i dzięki temu nie umierali z ich powodu."

Warto? 

  Nie zastanawiałabym się drugi raz, oj nie! Zresztą, tak, jak na początku napisałam, samo wydanie jest sztuką. Widać dbałość autorów o każdy szczegół, a pasjonatów cenię sobie bardzo.
 Moim zdaniem, książka jest warta i czasu, i pieniędzy. Miło było zamknąć się na chwilkę w tym fantastycznym świecie razem z np. niesamowitym Houyi, który pokonał cztery złe potwory, pożerające ludzi, aby chwilkę potem przejść do jego miłości, opisanej w dość lakoniczny sposób, ale  wciąż wielkiej miłości, a ona wcale nie potrzebowała wielu słów. 
Poza tym, ta książka jeszcze mocniej uświadomiła mi, dlaczego właśnie Chiny. Historia tego kraju jest tak rozległa, bogata i inna, że wręcz automatycznym nazwałabym chwytanie przeze mnie literatury z Kraju Jedwabiu i tym samym mnożeniem wiedzy. A co! Na swój rozwój trzeba wydawać pieniądze.
No, a jaka mitologia posiada w swoim asortymencie kobietę, którą do ciąży trwającej trzynaście lat, doprowadziło odbicie wielkiej stopy?
Wszystkiego dobrego!

Chiny: 
Kiina
(zhōngguó) 中国

Wywiad: "Kreujcie swojego bloga tak, by odzwierciedlał was." | Blogowanie


你好, moi, cześć!
Kocham wywiady i jeśli chodzi o blog - uwielbiam współpracę z innymi, bo wychodzę z założenia, że w dwie osoby dużo łatwiej jest stworzyć coś wyjątkowego. Nie wszystko potrafię i dobrze! 
Dlatego dziś chcę się podzielić z Tobą jedną z bardzo inspirujących mnie osób. 

Ayuna Chan, czyli Klaudia 

Kreatywność Klaudii, jej optymizm i po prostu ciepło, które bije z każdego wpisu na blogu, sprawia, że wracam tam z negatywnymi myślami, a wychodzę z głową pełną miłych słów. A takich ludzi nie spotykam często, dlatego moja częstotliwość wchodzenia na bloga Ayuny  jest, nie ukrywam, duża. 
I chociaż z modą i kosmetykami mi nie po drodze, to jednak Klaudia splata wszystkie treści w ten sposób, że nie odczuwam znużenia żadną poruszaną przez nią tematyką. 
Wielka kinomaniczka i pomysłodawczyni akcji "Blogowy kalendarz adwentowy", co szczególnie mi się spodobało. Chodziło o polecanie swoich ulubionych blogów przez cały miesiąc, dodając każdego dnia inny. (Za rok wezmę udział, obiecuję!) Akcja, podobnie jak Share Week, niosąca przede wszystkim szacunek do drugiego twórcy i dziś ja - poprzez ten wywiad chcę wykazać ogrom szacunku dla pracy Ayuny. Czuję się niesamowicie i jestem pełna dumy, że taka osoba jak Klaudia pojawi się tutaj, na mojej Pandzie.


  • Kochana, zacznę od pytań standardowych, ale zastanawia mnie kwestia pomysłu na bloga. Kiedy podjęłaś decyzję, że chcesz założyć swoje miejsce w Internecie? Jest to Twój pierwszy blog? I jak wyglądały u Ciebie początki? 
Decyzja o moim miejscu w internecie zapadła dawno temu, kiedy to chodziłam do podstawówki. Wtedy okazało się, że pisanie jest moją pasją, choć tak naprawdę nie zdawałam sobie z tego sprawy. Moim pierwszym blogiem był "kotyblog" założony na nieistniejącej już platformie bloog.pl. Wiadomo, kociara. Do dziś pamiętam szczegółowo jak wyglądał. Mimo lat. Czarny design. Biały tekst. W nagłówku widniało zdjęcie kociej głowy na tle księżyca, a w tle były ślady kocich łap. Pisałam tam autorskie opowiadanie. Łatwo można się domyśleć o czym :) Miałam po dziesięć komentarzy do posta, ale wszystkie były autentyczne i szczere. Jeden z czytelników, który prowadził bloga z rysunkami mangi, narysował większość postaci z mojego opowiadania. To było niesamowite. Blogowało się przede wszystkim dla siebie, dla swojej przyjemności. Wtedy nawet bym nie pomyślała, że blogowanie tak się poszerzy, że będzie to niemalże zawód na porządku dziennym, na którym będzie można zarobić. W tych czasach polskie blogi raczkowały. Kiedy to skończyłam z opowiadaniem, założyłam blog o nazwie „Miku Hatsune” i śmiało mogę powiedzieć, że w tamtych czasach był to największy amatorski blog o kulturze otaku. Ten blog zupełnie różnił się od poprzednika. Byłam już wtedy w gimnazjum, miałam trochę wprawy, mój tekst bardziej się kleił, potrafiłam zrobić w miarę fajny wygląd bloga, w prosty sposób zareklamować się i zbierać czytelników. Pod postami było od pięćdziesięciu do stu komentarzy, w większości spamu, ale poszczególne komentarze w dalszym ciągu były wartościowe. Miałam swoje własne banery, pełno nagród i dyplomów, a także długą listę „informowanych o nn” na którą zapisywali się inni blogerzy. Ciekawa jestem, czy ktokolwiek jeszcze takie listy pamięta. Następnym blogiem był „W dole” ale był to blog nieprzemyślany i bardzo szybko go porzuciłam. Zostawiłam Miku na rzecz założenia lifestylowego bloga, gdzie pisałabym o sobie. Tak narodziła się Ayuna. Mimo lat, mimo różnych blogów jedno się nie zmienia. Zawsze czuję się czytana, doceniania, a to sprawia że wierzę, że powinnam robić to, co właśnie robię.

  •  Czym dla Ciebie jest wyjątkowy blog? Jak wyróżnić się spośród innych? A co za tym idzie - jakie Ty strony sobie cenisz? 
Dla mnie każdy blog jest wyjątkowy, można mi nie uwierzyć, ale pewna jestem, że jeżeli ktoś pisze z serca, kocha to, co robi i lubi dzielić się słowem z innymi to ten blog, prowadzony z pasją, musi być wyjątkowy. Jednak wyjątkowość bloga zależy od wyjątkowości Blogera. Bardzo nie lubię, gdy ktoś mówi, że blog ma być taki czy taki. Obecnie panuje moda na blogi minimalistyczne, super, dopóki blogi różnych ludzi nie zaczynają wyglądać tak samo. Dobrze jest się wyróżniać. Jak to zrobić? Chyba każdy z nas musi wypracować swój własny sposób, by pokazać siebie. Tego nie da się tak podpowiedzieć. Jakie blogi ja lubię? Czytam ich naprawdę wiele i w każdym mogłabym wskazać „to coś”.

  •  Jaki masz stosunek do swoich starszych postów? Raczej patrzysz na nie z zażenowaniem czy to dobry powrót do przeszłości, przy którym się uśmiechasz?
Niestety przez rezygnację platformy bloog nie mogę już wracać do swoich starych postów, jednak kiedyś bardzo to lubiłam. Często pisałam zakładkę „co u mnie” i chodź pisałam o głupotach np. co działo się w szkole, to uśmiechałam się, bo czytanie starych wpisów pozwalało mi wspominać. Chodź z drugiej strony niektóre posty były żenujące. Moje „elo”, „rejczel” czy „XD” z perspektywy czasu nie wyglądają, wcale. Człowiek się zmienia, zmienia się jego język i sposób opisywania myśli wraz z wiekiem. Niezaprzeczalnie każdy mój opublikowany wpis dodawał mi umiejętności w doborze słów i w prawidłowej pisowni.

  • Zawsze wchodzę na polecane przez Ciebie blogi na koniec postów, ale zastanawiam się, w jaki sposób wybierasz ten najciekawszy komentarz? Masz jakieś ustalone kryteria? I w jak komentarz może przykuć Twoją uwagę? 
Nie wiem czy mogę otwarcie na to pytanie odpowiedzieć. Myślę, że ciekawsze jest to, że do końca nie wiadomo, kto znajdzie się w polecanych niż „to na pewno będzie ten blog, bo komentarz jest taki jak Ayu lubi”. Czasem mam problem z wybraniem tego jedynego komentarza. Zazwyczaj dwa czy trzy ze sobą konkurują. Powiem tyle,  komentarz musi być szczery a ja przez lata pisania potrafię to rozpoznać oraz musi być dłuższy niż „fajny blog ale wpadnij na mój.”

  •   Masz swoje tajniki na mobilizację siebie do pisania od czasu do czasu? Czy jesteś jedną z tych osób, które nie potrzebują takich rzeczy? 
Nigdy nie potrzebowałam mobilizacji. Nie cierpię na brak weny. Od lat piszę w każdej  wolnej chwili. To, że moje wpisy pojawiają się jak chcą, czyniąc mnie w ten sposób mistrzynią nieregularności, nie znaczy, że gdy nic nie piszę- to nie mam nastroju. Wszystko związane jest z czasem, a w zasadzie z jego brakiem. Nie mam go już tak dużo jak kiedyś. Faktem jest, że napisanie jednego wpisu zajmuje mi kilka dni. Nie da się wszystkiego zrobić na raz i często muszę odstawić bloga na rzecz codziennych obowiązków. Jednak jestem dumna z tego, że mimo „zwariowanego” życia, jakie obecnie prowadzę, nadal znajduję czas na bloga.

  •  Jak rodzina lub znajomi reagują na wieść, że prowadzisz bloga? 
Wszyscy moi bliscy znajomi, a także rodzina wiedzą, że bloguję. Wiedzą, odkąd opublikowałam pierwszy wpis na pierwszym blogu. Nigdy nie miałam oporów przed pokazaniem, kim jestem, bo jestem taka jak mój blog. Niektórzy czytają mnie regularnie, inni zaglądają od czasu do czasu. Słyszę od nich same pochlebne opinie. Jednak czasem czuję, że nie traktują tego zajęcia poważnie. Nikt nie wie ile bloger musi włożyć czasu i pracy w swojego bloga, dopóki sam nie zacznie blogować.



  •  Podobnie jak ja - jesteś kinomaniaczką i wręcz nie mogę nie zadać tego pytania! Jakie filmy ostatnio obejrzałaś? Co polecasz zobaczyć?
Tak bardzo lubię filmy, moja specjalizacja to horrory, ale oglądam tytuły z różnych gatunków filmowych. Ostatnio obejrzałam serię Niezgodna, bo akurat emitowana była w telewizji, a ja jestem fanką oglądania filmów w tv. Do kina chodzę bardzo rzadko, okazyjnie. Nie wiem, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale ja po prostu nie lubię kina. 
Wracając do trylogii, polecam ją fanom fantasy, fanom walk dobra i zła, fanom postapokalipsy i młodzieży. Co polecam obejrzeć? Tak od serca: Truman show (dramat), Carrie (horror z 1976), Requiem dla snu (dramat), Dzień świra (komediodramat), Smętarz dla zwierzaków (horror), Millerowie (komedia), Kakurenbo (horror), Dom w głębi lasu (horror), Iluzja (kryminał), Sinister (horror), Zwierzogród (animowany), Mulan (animowany)… może na tym zakończymy, bo jak się rozpiszę to się już nie zatrzymam :)

  •  Jest wpis, z którego jesteś szczególnie dumna? 
Nie. Każdy mój opublikowany wpis uważam za dobry i mocno wierzę w to, że każdy kolejny będzie coraz lepszy.

  •  Dla mnie i pewnie dla wielu innych czytelników Twojego bloga - jesteś osobą wyjątkową, inspirującą i ciepłą. Twój blog ma ogromne zasięgi. Masz wiele komentarzy pod każdym wpisem - sporo z nich to dłuższe wypowiedzi, wypełnione szacunkiem do Twojej pracy. Czy sama czujesz, że odnosisz sukces albo że jest to faktycznie "grubsza" sprawa? 
Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Komentarze to coś, z czego jestem naprawdę dumna. Nie każdy bloger może pochwalić się tak cudownymi czytelnikami. Te szczere, miłe, długie komentarze są niesamowite. Chciałabym każdemu komentującemu gorąco podziękować, odwdzięczyć się, w jakiś sposób go wynagrodzić, dlatego między innymi pojawiły się polecane na dole wpisu. Chciałabym, aby każdy wiedział, że doceniam jego komentarz, że wiele on dla mnie znaczy i publikując go przyczynia się do tego, że pomimo pracy, pomimo obowiązków, pomimo problemów ja wciąż bloguję. To, że mój blog to grubsza sprawa czuję od lat. Spełniam się w tym, jest to naprawdę coś, w czym jestem dobra, coś, co lubię robić, coś, co sprawia mi wiele przyjemności i ludzie zapewne to czują. Dodają mi odwagi, dodają mi weny, dodają mi sił. Mój blog jest moim sukcesem. Od pierwszego dnia, kiedy zaczęłam go prowadzić.

  •  Jako osoba uwielbiająca języki, opowiesz, jak to było kiedyś z Twoim japońskim? Co sprawiło, że przestałaś się go uczyć? 
Japoński pokochałam, kiedy to pokochałam Japonię. Nie raz wspominałam o tym, że moim największym marzeniem jest ją odwiedzić. Dawniej oglądałam anime i to właśnie dzięki temu co nie co łykałam z języka. Były to głównie słówka, ale potrafiłam poprawnie je wypowiedzieć, niejednokrotnie zapisać. Troszeczkę się go uczyłam, poprzez książki i internet, ale raczej hobbistycznie, a nie by rozmówić się z rodowitym Japończykiem. Bardzo miło było popisać się przed znajomymi, choć małą, to jednak znajomością takiego języka. Przestałam się go uczyć z braku czasu, priorytetem obecnie jest dla mnie angielski.

  •  Ayuno! Ostatnie pytanie, które zdałam również Kacprowi odnośnie fotografii: Co doradziłabyś osobom, które chcą zacząć zabawę z blogowaniem? Jest coś, czego powinni się wystrzegać, a czegoś trzymać?

Blogować każdy może, ale aby blog naprawdę żył, autor musi to pokochać. Blog naprawdę sporo wymaga; czasu, pracy i kreatywności, ale równie dużo daje w zamian. Plusów jest mnóstwo. Radość, satysfakcja, spełnienie, poprawa pisowni, ciągła nauka i poszerzanie wiedzy, poznawanie nowych blogów, nowych tematów, nowych ciekawostek, nowi ludzie, cudowne osoby, przyjaźnie na lata, spotkania blogerów, eventy, współprace. Warto spróbować. Nie bać się, nie wahać. Pisać można przecież o wszystkim. Zachęcam was do tego. Być może, tak jak ja, odnajdziecie swoją największą pasję. Wystrzegajcie się wszelakich poradników o idealnych blogach. Bądźcie nowym wyznacznikiem ideału. Kreujcie swojego bloga tak, by odzwierciedlał was, a nie pasował do reszty. Nie przejmujcie się negatywnymi komentarzami, to świetny nawóz dla sukcesu.
Na koniec podzielę się z wami cytatem, który jest myślą przewodnią mojego bloga. Może i was zmotywuje do tego, by otworzyć się, spróbować nowego i nie wahać dłużej.
Rzeczywistość to opcja, nie wyrok.

Na koniec

Z całego serduszka dziękuję Ayunie za wyjątkowe odpowiedzi i Tobie - za przeczytanie tego wywiadu. I dodam tylko, że pod cytatem powyżej podpisuję się rękoma i nogami.
Wszystkiego dobrego!
Zdjęcia: Wykonał Rafał Zuberski i pochodzą z bloga Ayuny. Na którego gorąco zapraszam!

Blog:
Blogi
(wǎng zhì) 网志