My i oni (后来的我们)


Cześć, moi, 你好!

Oryginalny tytuł /  pinyin: 后来的我们 / "Hou lai de wo men"
Angielski / polski: "Us and them" / "My i oni"

Tytułem wstępu

 Są słowa, które zdecydowanie nadużywam na tym blogu. I tym razem posłużę się jednym z nich, aby określić tę chińską produkcję.
ROZCZULAJĄCY.
Nawet teraz, kiedy jestem prawie po tygodniu od obejrzenia tego tytułu czuję, najprościej rzecz ujmując, smutek. Patrzę na te wszystkie kadry dodane w poście i nadal odczuwam wiele emocji związanych z główną parą bohaterów; Jianqing i Xiaoxiao, których będę wychwalać pod niebiosa.
  Wykorzystując sytuację, pochwalę się, że w końcu mam Netflixa i takim sposobem trafiłam na opisywaną produkcję. Zaraz po zakupie rzuciłam się na chińską twórczość. "My i oni" był moim pierwszym filmem, dlatego stwierdzam, że swoją filmową przygodę na tej stronie zaczęłam z impetem.
Przed seansem obejrzałam urywki i poczułam w nich coś w rodzaju, kurczę, chyba tak muszę napisać: sentymentu. Trochę się bałam z początku, bo zaczęło zalatywać komedią romantyczną, ale jak szybko przyszedł ten strach, tak szybko sobie poszedł.


Fabuła

Przejdźmy do fabuły, bo czuję, że zaczynam mieszać. Jianqing i Xiaoxiao to młodzi ludzie, zaczynający swoje odpowiedzialne, dorosłe życie. Przez przypadek spotykają się w pociągu i od razu zaprzyjaźniają. Chłopak zauważa, że jest ona inna od dziewczyn, które już zna, a Xiaoxiao znajduje w nim przede wszystkim wsparcie. Jesteśmy świadkami ich rozwijającej się relacji. I wcale nie jest ona nudna; różnica charakterów postaci dostarcza nam wiele przygód, problemów i starań zrozumienia drugiej strony. Co jak co, ale tworzą nietuzinkową całość.
Po latach spotykają się ze sobą, a te chwile wypełnione są górami, rzekami i nizinami emocji.

Moje, pandzie zdanie

Słucham muzyki Ludovico Einaudi i myślę o tym filmie, co samoczynnie przyprawia mnie o łzy. Nie przypuszczałam, że takie będą konsekwencje obejrzenia romansu. (Jak się okazało potem, to jednak melodramat.) Ale! Już się tłumaczę. Nie jest to byle jaki romans czy melodramat. Nie jest to nawet romans z serii romantycznych i ckliwych. Ani melodramat zrobiony na siłę, byleby płakać z błahych powodów co drugą scenę. Co to, to nie. To prawda, że produkcja przesiąknięta smutkiem, ale tym z rodzaju wyjątkowo dokuczliwych i dotykających. Na początku jest fajnie, jest sielankowo, bo dostajemy na tacy cały szereg wesołych, radosnych, a nawet szczęśliwych chwil, które produkują przywiązani do siebie przyjaciele. A potem, wyjątkowo wyjątkowa historia zmierzająca do permanentnej samotności.
To, co szczególnie zostało mi w pamięci to fakt, że Xiaoxiao była jedną z osób marzących o spokojnym życiu wypełnionym rodziną, stabilną pracą i codzienną, kolorową rutyną. Dlatego nieustannie szukała chłopaka i miała ich sporo, jednak jej związki nie były trwałe. A Jianqing na odwrót. On chciał osiągnąć sukces, chciał wielkich pieniędzy, chciał być szanowanym informatykiem i pójść w kierunku gier komputerowych. Wierzył mocno w to, że jeśli teraz klepie biedę, to dzięki jego celom, godzinom poświęconym wielu grom uda mu się zdobyć fortunę.

Stukam w tę klawiaturę i mam wrażenie, że zdania opisujące ten film brzmią tak prosto, jakbyśmy mieli do czynienia z filmem dla nastolatek i to tym z niższych półek, z oklepaną fabułą. I przyznam się bez bicia, że i ja tak myślałam przez chwilę. Nie do końca kusił mnie opis, bardziej obraz, muzyka, emocje wypisane na twarzach (i język mandaryński, chińskie ulice, wszystko chińskie!). A wcale nie dostajemy papki! Zaserwowano nam porządne kino, w którym możemy się wypłakać, pośmiać, przywiązać do bohaterów, bo trzeba uwzględnić to, że nie są oni irytujący. Są naturalni i naturalna jest relacja między nimi. 

Niesamowite i klimatyczne są też kadry. Podoba mi się zabieg kolorystyczny zastosowany przez reżysera Rene Liu. Podobnie wyglądało to w filmie Kar Wai Wonga "Happy Together", gdzie w tych szczęśliwych momentach ekran aż ociekał barwami, tętnił kolorami, a kiedy obserwowaliśmy przygnębiające, samotne okresy z życia postaci, to kadry stawały czarno-białe. Uwielbiam to, bo mam wrażenie, że reżyser jeszcze mocniej pozwala mi wgłębić się w myśli, stan przedstawionych ludzi. 


 Absolutnie subiektywne powody, dla których warto zobaczyć "My i oni": 

  1. Cudowne kadry oddające szczególność pokazanej historii.  
  2. Naturalnie przedstawieni bohaterowie. Przeurocza Dongyu Zhou. Należą się oklaski dla aktorów. 
  3. Emocjonalna relacja między dwiema młodymi osobami. Nie jest ani płytka, ani wyjałowiona. Raczej taka, która zostaje w głowie na długo i którą czuje się nawet po tygodniu od obejrzenia.
  4. Język mandaryński i wszystko powinno być jasne!!
  5. Łatwo dostępny: jest na Netflixie. 
  6. Muzyka, która przyśpiesza bicie serca. 
  7. Chińskie kino to zdecydowanie nie tylko sztuki walki. 
  8. Jeśli masz ochotę popłakać, to proszę bardzo!
  9. Mimo że, fabuła nie jest zawiła, to wciąga. 

Koniec

Tak ładny film zasługuje na ładny koniec recenzji, dlatego posunę się do tego, czego zwykle nie robię, czyli do cytatu niewyciągniętego bezpośrednio z produkcji.
"Mało kocha ten, kto potrafi słowami wyrazić, jak bardzo kocha."
 Dante Alighieri
Czuję, że jeszcze wrócę kiedyś do "My i oni". Urzekła mnie historia  Jianqing i Xiaoxiao. Oboje byli charyzmatyczni i na swój uroczy sposób się dopełniali. Nie jest to lekki film, jakby się wydawało przy pierwszych minutach. Złamał mi serce, a chyba najgorsze i najbardziej dotkliwe są sytuacje, kiedy dochodzi do tych złamań, chociaż wcale się ich nie spodziewamy. Gorąco polecam!

Ja wiem, znowu coś dla wrażliwców, ale obiecuję, że Netflix zobowiązuje mnie do obejrzenia paru filmów, w których jest więcej akcji, niech będą sztuki walki i w ogóle wybuchów. Mam w planach sporo wpisów związanych z Chinami, ale co z tego wyjdzie - nie wiem, zobaczymy. Czytam m.in. "Chiny bez makijażu" Marcina Jacoby'ego i jestem zachwycona także, jeśli nie pojawi się tutaj recenzja tej lektury - to też polecam, a co!
Wszystkiego dobrego

Recenzja:
Arvostelu
影评 (yǐngpíng) tylko odnośnie recenzji filmowych! 

Temat: ludzie i osobowości


Hej, terve, 你好
Dziś coś wyjątkowego. Coś specjalnego, coś mądrego, coś innego i inne cosie z pozytywną cechą. 
Zacznę od tego, że jestem naprawdę wielkim szczęściarzem. Otacza mnie wiele niezwykle inteligentnych ludzi, którzy noszą w głowie najbarwniejsze informacje z przeróżnych dziedzin i to jest piękne. Słuchać innych, uświadamiać sobie coraz więcej rzeczy za pomocą "bazy danych" drugiego człowieka. I tego życzę wszystkim; osób, którzy będą Was rozwijać i inspirować, a przy okazji wspierać. A i samemu nie zapominać o dawaniu tego.

Wstęp

Ale dobra, do czego właściwie dążę? Ano, jest w moim otoczeniu człowiek idealnie pasujący do wcześniejszego opisu. Jednostka, która od x lat szalenie imponuje mi swoją wiedzą, swoim postrzeganiem świata, bo chociaż są kwestie, w których nie zgadzamy się ze sobą, co jest jak najbardziej normalne, to rozmawiając z nią, czuję się otoczona pięknymi słowami. Niejednokrotnie doprowadziła mnie do tego, że po naszej rozmowie wracałam do domu strasznie główkując nad czymś, bo np. podała mi inne spojrzenie na taką i taką sprawę.
Bardzo, bardzo to sobie cenię i z całego serduszka dziękuję Ci za to!!
Dlatego z największą przyjemnością zapraszam do przeczytania paru odpowiedzi tej osoby. Głównie o typach osobowości, którymi - przyznaję - zainteresowała mnie już jakiś czas temu. Co prawda, nigdy nie zagłębiałam się w tę tematykę na tyle, aby pochwalić się mniejszą, większą wiedzą, ale bardzo chętnie oddam pałeczkę mojemu Mistrzowi Słów.


1) O czym tak właściwie mówią typy osobowości? Podstawy podstaw:)

 Jak wiadomo, osobowość to wszystkie zachowania danej osoby, które wykazuje ona przez kontakt z otoczeniem, wlicza się w to także emocje i myśli. Typ osobowości określa sposób wymiany informacji danego człowieka z otaczającym go środowiskiem. 

 2) Dlaczego w takim razie ja i osoba mieszkająca np. w Somalii możemy mieć ten sam typ osobowości? Jak Ty to widzisz? 

(Istnieją różne podziały co do tego: MBTI, Enneagram, Socjonika, różnego rodzaju funkcje poznawcze, niektórzy nawet posługują się Astrologią.) Przede wszystkim typ osobowości mówi o tym, w jaki sposób dana osoba czerpie energię, o tym jakie ma preferencje, jak się komunikuje, co może być przyczyną stresu dla takiej osoby, na czym się ona skupia. Jest to raczej coś, na co nie zwracamy uwagi w czasie rozmowy z kimś, prawda? Typy osobowości nie określają cudzych umiejętności, nie mówią o poziomie inteligencji, nie opisują jakim człowiekiem się jest, podają czasem z jakimi typami możesz się dogadać, ale jest to stereotypowe podejście, o którym jeszcze wspomnę. Możesz mieć ten sam typ osobowości co kilkanaście tysięcy innych ludzi na świecie, a i tak możecie się ze sobą nie zgadzać, bo wychowujecie się w innej kulturze, religii, spędzacie czas z innymi ludźmi. To naprawdę niesamowite, że mając ten sam typ możecie być całkowicie innymi osobami, bo ludzie nie są stereotypami wpisującymi się w schemat, każdy stanowi niepowtarzalną mieszankę wielu elementów. 

 3) W czym może nam pomóc świadomość tego, jakim typem jesteśmy? 

 W nieco lepszym zrozumieniu siebie, naszego otoczenia, także w organizacji zwykłego dnia. Ważne jest jednak to, że trzeba poświęcić trochę czasu, by naprawdę rozpoznać, jakim typem się jest, a nie zmieniać się, by dopasować się do któregoś z nich, biorąc pod uwagę, że niektóre testy bywają bardzo stereotypowe i nasze wyniki mogą być błędne. Lepiej nie polegać całkowicie na jednym teście i jednym wyniku, bo nasze odpowiedzi w testach internetowych często zależą od naszego dnia, jednego możemy być zmotywowani i pełni energii, a drugiego nie chce nam się wyjść spod koca, dlatego radzę zebrać większą ilość informacji w celu odpowiedniego rozpoznania i podchodzić to tego nieco sceptycznie.

 4) Na jakim poziomie musisz znać człowieka, aby stwierdzić, jaki typ posiada? Po czym to w szczególności widać? 

Czasem wydaje się to być oczywiste, ale żaden typ nie jest oczywisty, może nasunąć się nam dość stereotypowe myślenie. Trzeba obserwować bardzo wiele elementów; postawę, sposób mówienia, właściwie da się wysnuć wnioski nawet na podstawie tego, w jaki sposób ktoś się uśmiecha albo porusza gałkami ocznymi. Ogólnie, przy dobrym rozpoznaniu po jednorazowej rozmowie udaje się rozpoznać dwie funkcje (W Myers-Briggs Type Indicator), a bez głębszego zastanowienia jedną na pewno udaje się odgadnąć prawidłowo (chyba, że ktoś podaje losowe funkcje, bo używa tylko liter do określenia typu, czyli: E/I N/S T/F J/P) 

 5) Odnosząc się jeszcze do czwartego pytania; jak myślisz, jaka cecha pozwala Ci na rozpoznanie typu? 

Sceptycyzm, może zdolność odpowiedniej obserwacji i analizy. Prawdopodobnie także zwracanie uwagi na szczegóły. 

 6) Który z typów najczęściej Cię otacza, który najczęściej spotykasz? Da się to określić? I jak myślisz, z czego to wynika? 

 Około 75% ludzi na całym świecie stanowią sensorzy (Pod naszymi uwielbianymi literkami jest to litera S), więc trudno jest ich nie spotkać. Widzę ich na co dzień, nie da się ich uniknąć, absolutnie nie skarżę się tutaj na nich, uwielbiam wszystkie typy. Jednak sensorzy są dla mnie bardzo ”prostolinijni”, przyziemni i skupieni na rzeczywistości (Przepraszam za te określenia), nie zawsze widzą oni sens zastanawiania się nad czymś, co jest nierealne i czasem rozmowy z nimi bywają nieco nudne. W moim najbliższym otoczeniu znajdują się głównie osoby z funkcją „NF”. ENFP, INFP, ENFJ oraz INFJ z nimi dogaduję się najlepiej i właściwie tylko z nimi mam jakąkolwiek bliższą relację, póki co tylko z nimi się trzymałam. Ale myślę, że można zaprzyjaźnić się z każdym typem i raczej nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Na ten moment nie jestem w stanie udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi, dlaczego niektórych typów jest więcej. Mam pewną myśl, ale obawiam się, że mogłaby ona niektórych urazić, dlatego powstrzymam się przed jakimikolwiek refleksjami na ten temat, nie posiadam wystarczająco dobrych argumentów, którymi mogłabym się podzielić. 


 7) Erazm z Rotterdamu uważał, że człowiek rodzi się dobry i ja, będąc w podstawówce, zachwyciłam się tymi słowami i mogłabym przybić piątkę z Holendrem. Teraz mam mieszane uczucia i bardziej zgadzam się z drugą częścią tego zdania, że zło pochodzi od niewiedzy. Co Ty myślisz o słowach tego niderlandzkiego filozofa? Jak to z tą dobrocią jest? I czy typ osobowości może mieć na to jakikolwiek wpływ? 

Sądzę, że ludzie są dobrzy z natury albo przynajmniej byli. Jednak jest to dość względne pojęcie, bo człowiek nigdy nie jest naprawdę dobry. Ocena tego, czy ktoś jest dobry czy nie, zależy od nas. Myślimy: „Ta osoba jest miła”, ale uważamy tak, bo jest miła dla nas, jaka jest dla innych? Ludzie nie mogą być zawsze dobrzy. Przede wszystkim żadnego człowieka nie należy definiować, bo odbiera mu to możliwość zmiany. Właściwie typy osobowości nie mają na to wpływu, istnieje stereotypowe myślenie, że niektóre typy powinny być milsze od innych, ale szczerze mówiąc, małe jest odzwierciedlenie tego w rzeczywistości. Gdyby się zastanowić, to z każdego typu można znaleźć antagonistę i protagonistę z książki, filmu czy jakiegokolwiek innego źródła. Oczywiście istnieje stereotypowy szereg moralny który uporządkowuje typy, jednak to raczej sprawa autonomicznej jednostki, a nie całej grupy. Jedno jest pewne, nie ma złego typu, są „toksyczni ludzie”, których osobowość jest nierozwinięta lub niezrównoważona. 

 8) Wygląd. Wyglądem wiele osób pokazuje swoją osobowość. To prawda? I czy to ma związek z typem osobowości w takim razie? Jak myślisz? Zauważasz coś takiego w ludziach? 

 Nie sądzę żeby było to prawdą. To także dość stereotypowe podejście, by powiedzieć komuś: „Nie wyglądasz na taki typ”. Czasem niektóre typy przedstawia się w okularach, a przecież Twoja wada wzroku nie zależy od osobowości, prawda? Niekiedy przypisuje się konkretny typ tylko do jednej płci, a to też nie jest poprawne. Wygląd zależy od indywidualnych preferencji, profesji, nawet od pogody, od poczucia estetyki. Osoba o Twoim typie może ubierać się całkiem na czarno, gdy Ty nosisz tęczę w sercu i na koszuli. 

 9) Niedawno przeczytałam w Charakterach artykuł o osobowości narcystycznej i narcystycznych zaburzeniach osobowości i pan, z którym przeprowadzano wywiad na ten temat, uznał, że teraz stopień tej osobowości i zaburzenia wzrósł. Co o tym sądzisz? Skąd się to może brać i dlaczego ludzie dawniej byli mniej "żonkilami"? 

 Myślę, że ludzie mają ze sobą coraz gorsze relacje. Próbują zbudować sobie świat, w którym nikt ich nie odrzuci, gdzie tylko oni mogą odrzucić innych, chcą dać sobie władzę nad czymś, czego nie mogą kontrolować. Na zasadzie ”ja uwielbiam siebie i Ty też mnie uwielbiaj. Uwielbiajmy mnie razem”, nikt nie chce żyć w takiej relacji i dlatego zjawisko się pogłębia, a jego zasięg poszerza. To chyba wynik braku reakcji i powszechnej ignorancji społeczeństwa. Niszczymy siebie, a społeczeństwo nie reaguje, bo my jesteśmy społeczeństwem. Ludzie robią się coraz bardziej skupieni na sobie, nie okazują sobie zrozumienia, a gdy to robią zapętlają się tylko w kręgu narzekania chcąc udowodnić, że mam tak samo źle, a nawet gorzej. 

 10) Czy tak dogłębna znajomość osobowości pomaga w rozmowach z ludźmi?

 Osobiście dla mnie, niezaprzeczalnie. To bardzo przydatne i przede wszystkim fascynujące jak wiele punktów widzenia można mieć. Czasem trudno nam zrozumieć, że ludzie którzy mają inne zdanie od nas nie zawsze się mylą, są po prostu inni i patrzą z innej perspektywy. Chociaż jak wiadomo: „Każdy ma zdanie, ale nie każdy ma odpowiednie informacje” 

 11) Na zakończenie; Gdybyś miała wyjść przed tłum, niczym prezydent, jest coś, co szczególnie chciałabyś przekazać innym?

 Może nie jako prezydent, ale jako swego rodzaju mentor, miałabym bardzo wiele do powiedzenia, ale taka krótka myśl na dziś. Myślę, że ważne jest to, aby nie definiować wagi cudzych problemów i zastanowić się nad udzielaniem komuś rady w stylu: „Ja na Twoim miejscu…”. Gdy stawiasz się na czyimś miejscu, nadal jesteś sobą, ale w tej sytuacji, ciągle myślisz jak Ty, ta osoba myśli inaczej i czuje inaczej. Musimy pamiętać, że jesteśmy różni od siebie i traktowanie ludzi sprawiedliwie oznacza traktowanie ich inaczej.
 Equity > Equality


Dziękuję

...wszystkim za przeczytanie. Myślę, że największy i najpiękniejszy bukiet wypełniony bzami, najjaskrawszymi gałązkami pigwy i innymi pięknościami należy się w szczególności Tobie za udzielenie odpowiedzi. I to wyjątkowych odpowiedzi. Za podkreślenie stereotypów, które, niestety, nierzadko przesiąkają nasze spostrzeganie ludzi, sytuacji, spraw.
I na koniec podzielę się swoim typem osobowości: INFP.
Wszystkiego dobrego na ten tydzień!
Człowiek:
(rén) 人
 Henkilö

Podniebny | Kerstin Gier


Hej, terve, 你好
Odkładam na bok recenzję filmu, której pisanie idzie mi wolno jak ślimak, po to, aby przedstawić Ci uroczy twór wyczarowany przez Kerstin Gier. 
Opis na odwrocie książki absolutnie nie jest tak zachęcający jak sama okładka. I teraz mogłabym napisać milion superlatyw odnośnie samego wydania "Podniebnego", ale swój wielki zachwyt umieszczę w tych dwóch zdaniach: "Matko jedyna, jakie to jest piękne i eleganckie!! A do tego takie idealne do zdjęć!!" A teraz co nieco o samej historii praktykantki w luksusowym hotelu Château Janvier.

"Natura zaczyna się tutaj już na parapecie. I wyobraź sobie, mamo: te ptaki nie mają matury, a mimo to są szczęśliwe."

Fabuła: Z czym to się je? 

Tytułowy Podniebny - to hotel. I to nie byle jaki hotel, bo ten z półki luksusowych, z klimatem, w wyjątkowym miejscu z pięknymi, alpejskimi krajobrazami. A do tego ze szczególnymi gośćmi, takimi jak: światowej sławy pisarz thrillerów czy rosyjscy oligarchowie.
Po środku tego szaleństwa; cudownego wystroju, śnieżycy, obrzydliwie bogatych ludzi, stoi ona - siedemnastoletnia Fanny Fuke, która, jako praktykantka, pierwszy raz spędzi swoje Boże Narodzenie poza domem i bez rodziny. Za to zamiast rodziców i braci będzie towarzyszył jej nie tylko Ben, czyli syn właściciela hotelu, ale również Tristan, który według bohaterki posiada najpiękniejszą twarz na całym świecie i przy okazji nocami wspina się po fasadach budynku.
Jest także Pavel i nie ukrywam, że stanowi on jednego z moich ulubionych postaci w tej książce, mimo że nie odgrywa ważnej roli w historii. Osiłek pochodzący z Bułgarii, śpiewający opery i zajmujący posadę w pralni, uwielbiający szarlotkę z cynamonem. Hotel ma też do zaoferowania wiele, wiele więcej barwnych i nietuzinkowych ludzi.
Jednak to, co najważniejsze; Fanny staje naprzeciw czarnym charakterom i robi wszystko, aby nie zawieść gości jako osoba z personelu hotelowego. Chociaż czasem jest naprawdę ciężko. W końcu jak nastoletnia praktykantka ma sobie poradzić z takimi szychami, jakie goszczą w "Podniebnym"? I czy reszta personelu będzie skłonna pomóc jej w zmierzeniu się ze złymi osobami?
Autorka dodaje do swojego eliksiru odrobinę humoru, miłości, kryminału i uroku.


Daje radę? 

Daje. Nawet w bardzo porządny i przede wszystkim wciągający sposób. Bo to właśnie ciekawość dominowała we mnie podczas czytania. Rozdziały kończyły się w takich momentach, że czasem ciężko było sobie powiedzieć, że nadszedł czas na przerwę od hotelowego świata. A nawet jeśli udało się oderwać, to i tak historia Fanny nie opuszczała moich myśli, a wręcz przeciwnie; ta chwila przerwy jeszcze bardziej podsycała moją ciekawość i ochotę dokończenia książki. 
Mam jedynie dwie uwagi. Autorka wyraźnie próbowała narzucić czytelnikowi, które postacie ma lubić, a które nie. Działało to na zasadzie; ten jest spoko, a ten - nie i dlatego pewne wydarzenia, zachowania były przerysowane. Ale! To kwestia szczególnie pierwszej połowy, gdzie to faktycznie mnie raziło, powodowało pewien niesmak. W drugiej połowie autorka odrobinę to zredukowała, ale za to - tu pojawia się druga uwaga - główna bohaterka zaczęła niesamowicie irytować. W momentach, w których, mam wrażenie, pani Gier chciała pokazać jej heroizm, silny charakter czy zrobić z niej "Mistrzynię Ciętej Riposty" zrobiła z siedemnastolatki raczej zołzę. Daję słowo, jak w pierwszych rozdziałach Fanny była zabawna, wzbudzała pozytywne emocje, zaskakiwała swoimi decyzjami, tak na ostatnich stronach jej zachowanie, wypowiadane słowa bardziej denerwowały niż imponowały. Właśnie dlatego często niechętnie patrzę na książki młodzieżowe (chyba, że są autorstwa Rainbow Rowell!!). 
 Ale nie spałabym z czystym sumieniem, gdybym oskarżyła tę pozycję o beznadziejne przedstawienie bohaterów, bo, pomimo Fanny i wcześniej wspomnianego, wyraźnego podziału na dobrych i złych, to jednak postacie wykreowane przez panią Gier mają w sobie "to coś." No bo kurczę! Jak zagorzały katolik posiadający tatuaże z motywami pogańskimi, śpiewający opery, a do tego obdarzony niezwykłą wrażliwością może nie urzec? Albo "azjatycki książę"?
Swoją drogą, przytoczę Ci opis tego bohatera:
 "Tristan Brown, 19, piękny jak z obrazka, ale ma też inne talenty." 
I to nie jest wysokiego lotu humor, ale mnie to szczerze rozbawiło po całej lekturze.
To, co muszę też przyznać pani Kerstin to fakt, że nie dopuści do zanudzenia swojego czytelnika. Tam ciągle coś się działo! Jak nie były to uciekające dzieci, to chłopak chodzący w środku nocy po balkonach innych gości.
Opisy wywoływały mnóstwo uczuć i zresztą, pani Gier uruchamiała całą paletę emocji. Do tego zgrabnie wprowadzała elementy kryminalistyczne. A zakończenie wprawiło mnie w prawdziwy szok. Co prawda, nie jestem dobra w przewidywaniu tego, jak może zakończyć się fabuła, ale w tym przypadku przebieg zdarzeń wyjątkowo zaskoczył. A nie był to też koniec wyciągnięty z randomowego worka odbiegającego od książki. Właśnie nie! Gdy zaczęłam analizować zakończenie i to, co stało się na moich oczach, to docierały do mnie zdarzenia z poprzednich rozdziałów i wtedy zaczęło mi się to układać w spójną całość, a myśli krzyczały: "Aaaa, faktycznie!" Krótko pisząc, fabuła do końca trzyma czytelnika w napięciu, a niektóre plot twisty były szczególnie udane.


Koniec końców

Szczerze pisząc, prawdopodobnie gdyby nie okładka i recenzja tejże książki u Weroniki, to nie chwyciłabym po nią przez moją niechęć do młodzieżówek. A napisać muszę, że dobrze się bawiłam podczas czytania i co najważniejsze - bardzo chciało mi się czytać, odkrywać kolejne intrygi gości hotelu oraz personelu, nawet wtedy, gdy zegar wybijał północ, a oczy odmawiały posłuszeństwa.
To się genialnie czyta, bo pani Gier ma lekkie pióro wypełnione emocjami i akcją, a przy okazji wprowadziła wątek miłosny opierający się na "Kogo ona wybierze??", który, trochę ze wstydem przyznaję, że zaciekawił mnie, bo obu kandydatów polubiłam.
Jeśli kogoś nie chwyci zawarta w książce historia, to przynajmniej wielką przyjemnością jest samo patrzenie na magiczną okładkę. Nie przesadzam! Gdyby trafiła mi się okazja do wydania czegoś, to zaopatrzyłabym tę rzecz w podobną szatę graficzną.
Czy wyniosłam coś konkretnego z tej produkcji pani Kerstin? Chyba nie. Ale to był przemiło spędzony czas, podczas którego odcięłam się stuprocentowo od otoczenia, miałam swoich postaciowych ulubieńców jak Pavel czy pan Wiktor Smirnow, dlatego, mimo wszystko, nie ma na co narzekać.
Ja polecam i sympatycznie będzie mi się kojarzył ten tytuł.
Wiem, że przesadziłam z kolorami na ostatnim zdjęciu, ale podoba mi się, jak to wygląda! Wszystkiego dobrego na weekend.
Hotel:
 Hotelli
 酒店 (jiǔ diàn)