Taide: Zacznijmy od prehistorii


Moja przygoda z historią sztuki na Pandzi

Hej, terve, 大家好!
Moje założenie prezentuje się obiecująco. Będę publikować tutaj wpisy z historii sztuki, aby: a) utrwalić sobie lekcje b) urozmaicić bloga c) może uda mi się przekazać trochę wiedzy (byłoby to niezwykle satysfakcjonujące!) d) najprościej na świecie; umilić sobie czas. 

"Wszelka sztuka jest naśladowaniem natury." Seneka

Muszę się do czegoś przyznać. Historia sztuki jest przedmiotem, który zdaję w tym roku szkolnym na maturze i, co prawda, naukę zaczęłam dopiero we wrześniu tego roku, ale sam proces czytania, interesowania się tym jest zdecydowanie dla mnie. Nawet odważę się napisać, że zawsze gdzieś tam chowała się w mojej głowie chęć edukowania się w kierunku sztuki. Chociaż talenty w tych dziedzinach to ja mam mizerne, ale nie o to tu chodzi! 
Swoją drogą, podoba mi się wizja prowadzenia takiej, a nie innej serii. Tytuł wziął się od fińskiego słowa "taide" oznaczającego "sztukę." Jedyne, o co siebie proszę, to o regularność, bo niestety w kratkę z nią u mnie. W każdym razie, jeśli to czytasz, to już jest dobrze! 
Dziś zapraszam do samiuteńkiego początku, czyli do prehistorii, która wydaje mi się najmniej obszernym działem w podręczniku i materiałach dodatkowych. Mimo to, na pewno nie jest okresem, który można zlekceważyć. W końcu to tutaj wszystko się zaczęło. 
Źródła podam na końcu! 

"Gdzie jest człowiek, tam jest i sztuka." Stanisław Witkiewicz 


Początki nigdy nie są łatwe

Człowiek od zawsze, gdy tylko zapewnił sobie bezpieczeństwo, zaczynał dbać o estetykę swojego otoczenia. Świadomie zaczął tworzyć narzędzia około 500 tysięcy lat temu, a za jaką taką sztukę wziął się w epoce kamienia (40 tysięcy lat p.n.e. - 8 tysięcy lat p.n.e.) 
Ale dobra, co tak naprawdę nasi przodkowie wymyślali? Ano, malowidła, ryty czy płaskorzeźby w jaskiniach lub schroniskach skalnych. Nie zapomnieli również o statuetkach rzeźbionych w kamieniu lub kości. Najczęściej przedstawiały one bóstwa, jednak z formą ludzką czy zwierzęcą miały one niewiele wspólnego. Przyczyną był brak umiejętności obserwacji, inspiracji przyrodą, przez co zyskiwały mocno uogólnioną formę. 
Nie można także pominąć dekoracji ornamentalnych na broni i narzędziach. Już wyjaśniam, co to ornament. Służy on przede wszystkim do podkreślania naturalnych kształtów przedmiotów, przy czym wyodrębniały charakterystyczne miejsca dla danej rzeczy. Obiega w postaci pasów naczynia, pokrywając powierzchnię przedmiotów. Jej podstawą jest motyw, czyli element powtarzalny. Dodatkowo ornament zawsze jest kompozycją rytmiczną, otwartą. A z angielskiego to po prostu "ozdoba."

Jaskinie, w których możemy odnaleźć malowidła, to m.in. Altamira w Hiszpanii i Lascaux we Francji. W tej drugiej główna część oferuje "Salę Byków" (byki często pojawiały się na rysunkach w prehistorii czy później w Mezopotamii, gdzie wykorzystywano je do tworzenia Lamassu, czyli opiekuńczych duchów), a największe wizerunki mierzą prawie 5 metrów długości. Co ciekawe, jaskinia została odkryta przez chłopców zamieszkujących pobliskie miasteczko, a działo się to w 1940 roku, więc stosunkowo niedawno. 

Teraz powstaje pytanie: ale po co im to było? Wcześniej wspomniane kwestie estetyczne - pewnie tak, jednak miało to również związek z ich obrzędami. Wierzyli, że przedstawienie zwierzyny z przeszytymi strzałami lub włócznią wpłynie na skuteczność wypraw łowieckich. Myśleli, że w ten sposób zdobędą władzę nad nimi. Warto też zaznaczyć, że groty wypełnione malowidłami nie pełniły funkcji mieszkalnych, a stanowiły miejsca kultu. 

"Malarstwo odnajduje styl po śmierci malarza." Pablo Picasso

W jaki sposób malowali prehistoryczni artyści? 

Jak się domyślamy, pewnie palcami. Prawda! Jednak używali także patyków lub pędzli z włosia. Za farbę służyła im ochra, czyli uwodnione tlenki żelaza, które tworzyły trwały, naturalny barwnik ziemny. Miała kolory od żółci przez czerwienie aż po fiolet. A jeśli prehistoryczny artysta (od dziś kocham ten epitet) potrzebował czarnego koloru, to zwęglał zwierzęce kości. Za to, gdy chciał wyodrębnić mięśnie, rozjaśniał barwę po prostu dodając białego koloru lub rozrzedzając farbę.


Kobieta w rzeźbie i megality

Rzadko przedstawiano mężczyzn. Były to raczej żeńskie postaci, bóstwa będące symbolem płodności, urodzaju, macierzyństwa. Zdobiły świat od Europy Zachodniej aż po Syberię. Dzieli się je na stojące oraz siedzące. Figurki miały podkreślone cechy macierzyńskie i przedstawiano je schematycznie, a chodzi tu o brak oczu, ust nosa, zaznaczenia głowy, w odróżnieniu od zwierzęcych rzeźb. Statuetkom towarzyszyły obrzędy, które miały na celu utrzymanie rytmu życia i śmierci opierających się na chociażby cyklach przyrody. 
Takim klasykiem, jeśli chodzi o ten temat, jest oczywiście Wenus z Willendorfu, którą możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu. Została odkryta 7 sierpnia 1908 roku podczas prac drogowych, a jej nazwa wzięła się z miejscowości gdzie nieopodal odnaleziono ją. Polecam bardzo ciekawy artykuł o jeszcze ciekawszym tytule: "Jak Wenus podbiła świat, zanim zrobiła to Madonna"

Grzechem byłoby nie wspomnieć o kultowym Stonehenge, czyli o kręgu megalitycznym w Anglii. Sama nazwa Stonehenge oznacza "wiszący kamień", a trzeba przyznać, że jest to wyjątkowa budowla. Jednym z argumentów, dlaczego zasługuje na takie określenie jest odkrycie prawa ciążenia. Świadczą o tym ustawione w pionowy sposób płyty kamienne, na których ułożono poziome głazy. Drugie uzasadnienie to spora wiedza astronomiczna. "Wiszący kamień" to sanktuarium słoneczne. Dzięki niemu można było określić położenie Słońca oraz Księżyca.

Jeszcze dwa słowa o sztuce scytyjskiej. Poświęcona była przede wszystkim rzeczom służącym do dekoracji aniżeli praktycznym. Są bardzo cenione przez muzea, ale nie tylko. Wcześniej na ich punkcie bzika miała Katarzyna Wielka. Zresztą, popatrzcie tylko, co się tutaj dzieje:


Zakończenie

Jestem szczęśliwa z myślą, że seria "Taide" ujrzała światło dzienne. Poświęcę na to dodatkowy zeszyt, bo po latach będzie mi się miło wracało do takich rzeczy. Tym bardziej, że są pełne kolorów!
Czuję się dobrze, mając przed sobą herbatkę, zeszyt, cienkopisy w różnych barwach, zeszyt i materiały do historii sztuki - jestem u siebie. Zawsze wolałam pisać na kartce niż na komputerze, ale mam wrażenie, że podczas tej pory roku, jest to jeszcze bardziej wyjątkowe. 
Jesieni, bądź dla nas sympatyczna! 

Takim moim pomysłem jest również dodawanie obrazów autorstwa fińskich/chińskich artystów, które wpadły mi ostatnio w oko. Nazwa zobowiązuje! Dziś chcę pokazać dwie prace Vernera Thomé.

Pozdrawiam ciepło,
Panda Fińsko-Chińska


Źródła 
Zdjęcia (w kolejności): Lascaux,  AltamiraWenus, Grzebień, Pas Informacje: Podręcznik "Sztuka i czas" Barbara Osińska, Wikipedia, "Życie świata. Dzieje i wydarzenia"

Wywiad: "Nie ma czasu na pozowanie, jest czas na działanie." | Fotografia



O kim dziś mowa? 

你好, moi, cześć!
Uwielbiam fotografię. Jestem jedną z tych osób, która mogłaby godzinami przeglądać zdjęcia czy to na Instagramie, czy na pintereście. Niejednokrotnie to one mnie inspirują do tworzenia, do działania, do pisania. Dlatego nie przesadzę, kiedy napiszę, że ciężko żyłoby mi się bez tego...i bez wyjątkowych fotografów dostarczających silnych doznań estetycznych.

Pierwszy wywiad poświęcony tejże tematyce został przeprowadzony z Kacprem, czyli osobą z moich okolic, której twórczość również podziwiam. Dziś chciałabym przedstawić niezwykle utalentowaną Paulinę wykonującą pełne wrażliwości, ciepła sesje. A one trafiają głęboko w moje serduszko. 
Bloga Fotohart poznałam jeszcze zanim założyłam Pandzie, a od tamtego czasu jestem częstym gościem jej strony, bo nie dość, że wpisy to wystawy przepięknych zdjęć, to dodatkowo obramowane są w wartościowe treści, m.in. "Warto wybrać się na profil fototechnika?" czy "Jak warto blogować?"

Poza tym, to właśnie dzięki Paulinie poznałam moją kolejną miłość fotograficzną, czyli Michała Brzegowego, o którym możecie przeczytać tutaj. I zdecydowanie obu tych artystów dzieli szczerość i emocjonalizm zdjęciowy. Dlatego chcę podkreślić to, jak bardzo cieszę się, że mogę przestawić tak zdolnego człowieka na Pandzi. 
Z wielkim bananem na twarzy zapraszam do przeczytania odpowiedzi Pauliny na kilka moich pytań. 享受!


W jaki sposób opisałabyś swoje zdjęcia? Co w nich najbardziej cenisz?

 Myślę, że przede wszystkim cenię w nich pewien luz. Każde z nich nie ma narzuconego schematu, nie podchodzę do każdej osoby tak samo. Jeśli jedna woli pozować - pozuje. Jeśli inna zaś woli zwyczajnie, bawić się kadrami - bawi się. Więc cenię w nich również indywidualne podejście do kadrów :)
 Jak opisałabym swoje zdjęcia? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, lecz na pewno mają w sobie cząstkę ciepła mieszaną z charakterem danej osoby, która znajduje się na zdjęciu :) Lubię nadawać również im lekkie przydymienie, by stworzyć swój klimat, który mi się podoba.

Jaki sprzęt zwykle zabierasz ze sobą na sesje?

Głównie mojego Canona 70d z dwoma obiektywami: 50 mm 1.8 oraz 85 mm 1.8 

 Czy masz w głowie sesje, która byłaby Twoim marzeniem jesiennym? Jak wyglądałaby? A może już zrealizowałaś taką?

Oj mam sporo! I co "najgorsze" - ostatnio przez nie nie mogłam spać :D Mam w planach sesje jesienne, które będą konkretne, krótkie, lecz z osobami, które znam i chcę stworzyć proste, ale z klimatem - kadry. Dla mnie najważniejszym czynnikiem jest to, aby z daną osobą się znać bądź wiedzieć jak obydwie współpracujemy ze sobą :) Jeszcze takiej wymarzonej - nie zrealizowałam, ale jest blisko, by to zrobić.

Jak najlepiej uchwycić miłość, tę chemię między zakochanymi? Takie wyzwania fotograficzne są dla Ciebie łatwiejsze niż z jedną modelką/modelem czy wręcz przeciwnie?

Szczerze? Ciągle się uczę, by tę miłość odpowiednio uchwycić. Nie jest to proste, gdyż każdy pewnie wolałby zostawiać uczucia dla siebie nawzajem. I będąc z fotografem na sesji nagle się trzeba otworzyć, by stworzyć piękną sesję, która nie będzie tylko ładnymi kadrami. Myślę, że z czasem nabiorę jeszcze większej pewności w fotografowaniu par. Kocham to uczucie, gdy odbierają zdjęcia i są szczęśliwi z takiej pamiątki, a ja że mogłam takie mocne uczucie zapisać w zdjęciach :) Dużo łatwiej mi się pracuje z jedną modelką. Łatwiej załapać kontakt, gdy jest się tylko we dwójkę. Lecz obydwa rodzaje sesji uwielbiam!

 Kto lub jakie miejsce jest najcięższe do sfotografowania według Ciebie?

Jeśli chodzi o kogoś, to na pewno tutaj wspomniałabym o osobach, które nie traktują zdjęć jako miłą pamiątkę czy coś ważnego, tylko jak zwykłe pstrykanie. Z takimi osobami tworzy się najgorzej. Co do miejsc - nie jestem mocną fanką miast, aczkolwiek też zależy których i o jakich porach. Dużo bardziej mnie ciągnie do wody, natury i gór!

 Książki/filmy związane w jakikolwiek sposób z fotografią, które możesz polecić? Albo poradnik, albo fabularyzowane, co Ci przyjdzie do głowy!

Jeśli chodzi o książki to o fotografii cyfrowej na pewno dużo mi dały - sprawy techniczne bardziej mi się rozjaśniły :D Lecz mam w zanadrzu by podczas zimniejszego sezonu znaleźć więcej super książek o fotografii, bo przyznam że nie wiele ich czytałam. Co do filmów polecam filmiki Michała Brzegowego, FotoBłysk, Dawid Skoczylas, Jessicę Kobeissi, Irene Rudnyk, JacekWPhoto :) 


Gdyby ktoś zlecił Ci spędzenie dwóch miesięcy w obcym kraju i fotografować go przez ten okres, którą nację wybrałabyś?

Pojechałabym, lecz tylko z bliskimi. Ciężko mi obecnie wyobrazić sobie opuszczenie kraju bez ukochanych osób. 


Ulubiona pora dnia/pora roku na zdjęcia?

Zdecydowanie jesień i zima. Jestem typową osobą, która dużo bardziej woli chłodniejsze klimaty i wyróżniające się pory roku :)

Po przeczytaniu "Profil Fototechnika - Tak czy nie" zastanawiam się, jakim Ty chciałabyś być nauczycielem? Jak marzyłoby Ci się, aby zaplanować zajęcia dla takich pierwszoklasistów, którzy mają w sobie dużo zapału do tworzenia? 

Przede wszystkim chciałabym na pewno bardziej nastawiona na praktykę niż teorię. Owszem, teoria to podstawa i nie obejdzie się bez niej, lecz chciałabym ją przedstawiać na większości przykładów niż tylko o niej mówić. Dodatkowo na pewno bym poruszyła również temat pracy jako samotnego fotografa, który prowadzi samodzielną firmę i jak się do tego zabrać od podstaw. Większość fotografów na rynku to wolni strzelcy i ogrom z nich, uczy się na własnym doświadczeniu. W tym również fotografowie z papierka, którym nie powiedziano jak zacząć, co zrobić by wyszło dobrze. I na pewno nie traktowałabym swoich uczniów jak rosnącą na ich oczach konkurencję. Szkoda, że czasami twórcy są dla siebie wilkami niż pomagają w dążeniu do celów. Jeśli chodzi o pierwszoklasistów to pozwalałabym im na lekcjach tworzyć sesje czy to w studiu, czy w plenerze, które będą ich takimi "muszę ją zrobić!". Gdy jest najwięcej zapału, trzeba to kreatywnie wykorzystać.

Które kwiaty są dla Ciebie najpiękniejszymi modelami?

Zdecydowanie białe róże bądź herbaciane, aczkolwiek ubóstwiam również konwalie, piwonie, lilie oraz magnolie czy też kwitnące wiśnie :)

Dlaczego akurat fotografia ślubna jest Twoim celem? Od razu samego początku przygody ze zdjęciami, wiedziałaś, że właśnie do tego chcesz brnąć?

Kiedyś fotografia ślubna totalnie mi nie podpadała, to mogę się przyznać. Cholernie się bałam, że przecież to ogromne wydarzenie! I w sumie - nadal za każdym razem mam stresa, ale takiego pomieszanego z przyjemnymi emocjami oraz ekscytacją. Jednocześnie też zawsze właśnie ten stres jest, czy aby na pewno podołam bo od początku poszłam na głęboką wodę - sama oraz bez lampy. Gdy realizowałam pierwszy cały reportaż, bardzo to polubiłam. Swobodę wykonywania tych wszystkich momentów. Nie ma czasu na pozowanie, jest czas na działanie. Wspaniale być niczym taki trochę duch, który dba o to, aby dany dzień zapamiętano jak najpiękniej. Ja od początku drogi z fotografią miałam w głowie, aby zostać ogólnie fotografem tylko portretowym, lecz z czasem wyszło inaczej i dążę do zostania fotografem ślubnym :) 

  I ostatnie, klasyczne pytanie, które zadałam poprzednikom: co doradziłabyś osobie zaczynającej swoją zabawę z fotografią? Czego ma się wystrzegać, unikać, a czym kierować?

Na pewno bym nie słuchała rad od osób, które robią zdjęcia tylko dla kasy. Drugie co bym doradziła to to, aby nie przestawać. A jeśli przyjdzie chwila zwątpienia to na chwilę przestać bądź robić to dla siebie. Fotografia wbrew pozorom może być świetna, ale ma swoje czarne strony. Trzeba być w tym wytrwałym i zawsze pamiętać, że to od nas zależy jak dane zdjęcie będzie wyglądać i z kim mamy okazję tworzyć :)


A na koniec

Jak zawsze chciałabym Wam bardzo gorąco podziękować za przeczytanie i mam nadzieję, że również poczuliście "to coś" w zdjęciach autorki Fotohart. Jestem przekonana, że ten wpis w dużym stopniu ubogacił Pandzie. W każdym razie na pewno mnie uszczęśliwił! 
A ten wywiad zawierałby wielką dziurę, gdybym nie podziękowała przede wszystkim Paulinie za to, że zgodziła się, że miała ochotę, że poświeciła czas i mogłam podzielić się moim jednym ze skarbów wśród blogów.
Na samiuteńki finał chciałabym jeszcze polecić kwiatowe sesje. 
Przesyłam dużo dobrej energii na ten tydzień!
Panda Fińsko-Chińska

"享受" (xiǎng shòu), które pojawiło się na początku, jest mandaryńskim odpowiednikiem angielskiego słowa "Enjoy!"

Źródła zdjęć: 

Koreański klasyk filmowy


"Czy będziesz ziarnkiem piasku, czy kamyczkiem, w wodzie utoniesz tak samo."

 Jak do tego doszło? 


Hej, terve, 大家好!
Ja naprawdę miałam dziś ominąć temat filmów i Azji, żeby powiało trochę świeżością na Pandzi (a mam pomysł na pewną serię!) Jednak musi tu paść takie wielkie, głośne: ALE. 
Ale wzięło mnie na film, a pech chciał, żebym przypomniała sobie o przepięknej melodii "The last Waltz" z "Oldboy'a" 
Ale włączyłam go sobie na telewizorze, wsuwając przy okazji czekoladę i popijając herbatkę z domowych, jesiennych zestawów. 
Ale mnie wciągnął. Ale mnie wzruszył. Ale się popłakałam podczas ostatnich scen. 
Taka dygresja: dużo łez ostatnio tutaj. Ogłaszam nadmiar "łzopędnych" rzeczy. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie większość z Was kojarzy tę produkcję, ALE nie jestem w stanie powstrzymać uzewnętrznienia wczorajszych przeżyć; muszę podzielić się moją kolejną, emocjonalną historią. Zachęcić wszystkich do jesiennego seansu w akompaniamencie cudownego, koreańskiego języka z przerażającą fabuła, po której podobnie jak po filmie "Her" z 2013 roku, czujesz się niezwykle samotnie. 


"Podobno boimy się i pocimy, bo pracuje nam wyobraźnia. Jeśli więc wyłączysz wyobraźnię, staniesz się piekielnie odważny."

O czym w ogóle jest "Oldboy"? 

Dae-su pewnego dnia zaginął. Kiedy odzyskał przytomność, znajdował się w zamkniętym pomieszczeniu. Nie wiedział, że spędzi w tych czterech ścianach 15 lat. Po tym czasie zostaje wypuszczony na wolność ("do większego więzienia", jak to zostało określone w filmie), tak po prostu. Bez żadnych wyjaśnień. 
Mężczyzna próbuje odkryć prawdę. Kto, po co, dlaczego odebrał mu wiele lat życia? A dzieło zostało wypełnione chwytającym za serce soundtrackiem, cierpieniem z powodu utraty bliskiej osoby, BRUTALNOŚCIĄ, która była tutaj potrzebna, ale w połączeniu z przenikliwą tęsknotą i świetnymi, mądrze napisanymi dialogami - sceny pełne przemocy stają się nieodłącznym elementem palety filmowych przeżyć. 

"Śmiej się, a cały świat będzie śmiał się z tobą. Płacz, a będziesz płakać w samotności." 

Powyższy cytat to idealna kwintesencja "Oldboy'a", a szczególnie drugie zdanie jest adekwatne; widz siedzi przed ekranem i płacze. Wylewa z siebie każdą złą emocję, wszystko, co w nim siedziało, dlatego to dobra produkcja na gorsze dni. Ja co prawda, musiałam po tym seansie zafundować sobie śmieszną, luźną, chińską dramę, bo nie mogłam przestać myśleć o tragedii Dae-su, ale przypominam, że jestem nadwrażliwym odbiorcą. Mimo wszystko, film "odkurza głowę" z innych zmartwień, z całego zła, dobra, które siedzi w nas, a coś takiego było mi ostatnio wręcz wskazane. 

Pełno pięknych, surowych, ale po części także artystycznych kadrów. Gra aktorska na naprawdę wysokim poziomie, a tutaj, pandziowe brawa szczególnie zyskuje pan Min-sik Choi za perfekcyjne odegranie tak niebanalnej postaci, jaką był główny bohater. 
I po raz trzeci wspomnę o sentymentalnej muzyce. Co jak co, ale soundtrack dużo robi i słuchając czasem filmowych utworów, które gdzieś tam na Youtube przypadkowo spotkam, aż czuć, że ten i ten tytuł będzie wszczepieniem w siebie potężnych doznań. Zresztą, podobnie było ze "Spragnionymi miłości" i fenomenalnym "Yumeji's Theme" w wykonaniu Shigeru Umebayashiego. Tak dobrze jest i w tym muzycznym przypadku! 

Kłaniam się nisko również przed scenarzystami, którzy wpadli na zwalający z nóg plot twist, za pokazanie samotności w najbardziej dotkliwy sposób, w jaki mogli zrobić, za wiele, niesamowitych metafor, za nie lada łamigłówkę. Poza tym, zastosowano ciekawe zabiegi do pokazania retrospekcji. Można się w nich pogubić, jeśli ktoś ogląda film nieco pobieżnie, a to zdecydowanie nie jest wskazane, oj nie! 
I jeśli miałabym teraz podać chociaż jedną wadę tej produkcji, to jestem zmuszona napisać wprost, że pod wpływem emocji i "The last waltz" ja przepraszam, ale nie potrafię. Dobra, może to, że podczas brutalnych scen musiałam czasem zamykać oczy na ułamki sekund, ale interpretacja tego, czy to dobrze, czy źle jest indywidualna. 


Na koniec

To film pełen dziwnych, momentami obrzydzających obrazów, ale po dwóch godzinach, które minęły mi szaleńczo szybko, mogłam przyznać z czystym sumieniem, że "Oldboy" to wzruszająca historia zawierająca wiele metafor. Ogłaszam, że to jeden z lepszych tytułów, jakie widziałam w tym roku. A to bardzo odważne słowa, bo 2019 obfitował w miesiące pełne kinematografii. Zdecydowanie klasyk, który zasługuje na miano klasyka. 

Z totalnie innej beczki. Zabieram się od jakiegoś czasu do napisania recenzji mang i chciałam poczytać, jak się za to zabrać, jak przygotować, jak to ugryźć po prostu. I trafiłam na artykuł, w którym twórca stwierdził, że jeśli na blogu pojawiają się same pozytywne recenzje to wcale nie świadczy to dobrze o autorze. Nie ukrywam, że teraz tak się zastanawiam. Ja jestem jedną z tych osób, która pisze raczej o bliskich mi tworach kultury, robiących na mnie wrażenie, bo wychodzę z założenia, że lepiej coś polecać innym, a przy okazji wyrzucę z siebie to, co siedzi mi w głowie. Sprawa ma się inaczej, jeśli np. dostawałabym książki od wydawnictwa, wtedy wiadomo, że nie wszystko byłoby pochlebne. I wydaje mi się to racjonalne, ale jakoś artykuł o recenzjach dziwnie mi zbałamucił myśli. 
Żeby była jasność, ja mam ogrom radości z tego, co robię i chyba to jest najważniejsze, ale chciałabym zapytać, co Ty uważasz? 
Pozdrawiam ciepło,
Panda Fińsko-Chińska
Zdjęcia pochodzą z imdb.com