Trochę o trzech takich (książkach)


Dzień dobry, 早安, hyvää huomenta!
Mam ostatnio bardzo dużo ochoty, weny do pisania i wszystkie siły ciągną mnie do wystukania recenzji. Wspominałam już kiedyś, że od kilku tygodni czytam i oglądam na masową skalę, dlatego z tej całej mojej kolekcji, jaką uzbierałam przez ten czas, musiałam wybrać któryś tytuł. To nie było łatwe zadanie. Mam milion zaczętych recenzji filmów i jeszcze żadnego nie skończyłam. Zresztą, z książkami podobnie, więc moja głowa wpadła wczoraj na genialny pomysł, aby wybrać trzy, cztery pozycje i stworzyć sobie z nich minirecenzja, a dlaczego by nie?

Dlatego dziś napiszę o trzech zwycięzcach tejże selekcji. Są to całkowicie odrębne tematycznie od siebie książki, które udało mi się przeczytać w okresie listopad-grudzień. To, co łączy ze sobą te tytuły to fakt, iż każda z nich momentalnie zajmowała mój czas od powrotu ze szkoły. I także to, że, pomimo gorszych, lepszych wrażeń, brnęło mi się przez nie naprawdę szybko.
Zatem zapraszam do moich małych opinii! 


"A jeśli to my" Becky Albertalli & Adam Silvera 

"Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia. Los, wszechświat, wszystko. Ale nie tak, jak ci się wydaje. Nie w takim sensie, że nasza dusza została podzielona, a ty jesteś moją drugą połówką na wieczność. po prostu uważam, że naszym przeznaczeniem jest poznać pewnych ludzi. Myślę, że wszechświat popycha nas w ich stronę." 

Krótko o fabule 

Arthur przyjechał z rodziną do Nowego Jorku. Ben mieszka w tym mieście od urodzenia. Spotykają się całkowicie przypadkiem, dlatego obaj myślą, że to wszechświat skrzyżował ich drogi. Ale od początku.
Ben niedawno zerwał z chłopakiem. Długo nie czekał, aby odesłać mu rzeczy z nim związane. Załadował wszystko do kartonu i wybrał się na pocztę, a tam od razu w oczy rzucił mu się Arthur. Jednak nie wszystko poszło po ich myśli, przez co następne dni spędzą na tym, aby przeszukać cały Nowy Jork w celu odnalezienia siebie. Co z tego wyjdzie? Czy Ben da radę spotykać się z kimś, mimo że jest świeżo po zerwaniu z wydawałoby się wielką miłością? 

Moje dwa grosze

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę na Instagramie, dobrze wiedziałam, że prędzej czy później (jak się okazało - prędzej) będę ją miała na półce. Chciałam coś lekkiego, coś słodkiego, coś romantycznego po prostu miłego, żeby dodatkowo dodać lukru przedświątecznym dniom. A prawda jest taka, że ja za literaturą młodzieżową średnio przepadam. Właściwie z wszystkich młodzieżówek, które przeczytałam, do gustu przypadłby mi tytuły od Rainbow Rowell (np.“Fangirl” czy “Nie poddawaj się”) i tylko tyle przychodzi mi do głowy. Za każdym razem, gdy chwytam za ten gatunek naprawdę marzę o tym, aby akurat ta w końcu mi podeszła.
I muszę to napisać, ale zawiodłam się na “A jeśli to my”. Może przez to, że miałam naprawdę wygórowane oczekiwania, chwytając za nią, ekscytując się okładką i zakładką (którą niżej pokazuję, jest prześliczna, przeurocza i ojejku!).
Po pierwsze miałam problem z przyzwyczajeniem się do stylu pisania autorów i tutaj zaznaczę, że nic wcześniej od nich nie czytałam. Ich język był, muszę to napisać, zbyt młodzieżowy, a przez to trochę denerwujący, niestety. Może przesadzam, ale ilość słowa chociażby “wow” przekroczyła moje oczekiwania i wytrzymałość. Po drugie zarys głównych bohaterów. Jak kocham postać drugoplanową, którą jest Dylan, wyrazisty, zabawny, łatwo się do niego przywiązałam. Tak z Arthurem i Benem miałam problem. Nie potrafiłam ich sobie wyobrazić, momentami mieszały mi się historie chłopaków i dopiero jakoś w drugiej połowie byłam w stanie sobie to posegregować.
Dodatkowo przysięgam, że Arthur to prawdziwa Drama Queen. Przysięgam.

W ogóle, jeśli chodzi o tę książkę, to odnoszę wrażenie, że druga połowa była znacznie lepsza, ciekawsza i dostarczająca o wiele więcej wrażeń, a musicie wiedzieć, że podczas czytania doznałam chyba każdej możliwej emocji.
Jeśli ktoś by mnie wprost zapytał, czy uważam, że ta książka jest zła, odpowiedziałabym, że NIE. Jest w porządku, ale bez szału. Szybko się czyta, Arthur i Ben robią masę głupich rzeczy i czasem ma się ochotę wejść w tę historię, chwycić jednego i drugiego za rękę i powiedzieć, żeby się ogarnęli. Wyjdę teraz na sztywniaka, ale książki i filmy rzadko wywołują we mnie wybuchy śmiechu, a twór Albertalli i Silvera sprawił, że śmiałam się. Szczerze! Wszystko to powoduje, iż mimo paru moich zgrzytów, polecam Wam tę pozycję. Na luźniejszy wieczór jest to okej lektura. Ale niestety tylko okej.


"Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" Haruki Murakami

"Może i jestem pozbawionym treści, jałowym człowiekiem, myślał. Ale może właśnie dlatego niektórzy, choć na krótki czas, znaleźli sobie we mnie przystań. Tak samo jak ptaki aktywne nocą znajdują sobie na jakimś opuszczonym strychu bezpieczne miejsce na odpoczynek w ciągu dnia. (...) A skoro tak, być może powinienem się cieszyć, że mam w sobie próżnię." 

Krótko o fabule 

Tsukuru pracuje w Tokio. Tutaj studiował i tutaj robi to, co naprawdę kocha, czyli zajmuje się projektowaniem dworców kolejowych. Zostawił swoją rodzinę i czwórkę przyjaciół w małym miasteczku, w którym się wychowywał, Nagoi. Pewnego dnia przyjaciele przestają się odzywać, co łamie mu serce. Co sprawiło, że najbliższe mu osoby urywają z nim kontakt? I dlaczego w to wszystko wplątana jest Finlandia?

"Tego lata życie Tsukuru Tazakiego się zmieniło. Tak jak zmieniają się piętra roślinne oddzielone strefą skał."

Moje dwa grosze

To naprawdę dziwne, że o tym autorze nie wspomniałam jeszcze ani słowem na Pandzi. Książki Harukiego Murakamiego przypominają mi trochę, nie wiem, czy słusznie, tytuły od Erica-Emmanuela Schmitta. Teraz napiszę coś, co może się nie spodobać wielbicielom tego drugiego, ale myślę, że Murakami to taki azjatycki Schmitt tylko nieco lepszy. Ten japoński twórca jest dla mnie absolutnym mistrzem samotności. Samotność bowiem jest w jego dziełach wręcz namacalna, dlatego raczej nie są to lektury na spędzenie miłego wieczoru. Jeśli już, to będą to wieczory wypełnione refleksją i wcześniej wspomnianą: samotnością. Samotność, samotność, samotność. Nie ma lepszego słowa, aby opisać Tsukuru i całą jego tragiczną historię.

"- Nawet jeżeli człowiekowi udało się ukryć gdzieś wspomnienia wydarzeń, gdzieś je głęboko zakopać, nie da się wymazać historii, której częścią się stały - powiedziała Sara, patrząc mu prosto w oczy. - Lepiej o tym pamiętać. Nie można wymazać ani zmienić historii. To byłoby równoznaczne z zabiciem siebie samego." 

Mam jedno ale! To pierdoła, ale Pan Murakami nie zakończył jednego wątku, a mianowicie tego z Haidą. Pewnie było to celowym działaniem, ale mnie aż żal ściskał, że to zostało pozostawione takie otwarte, takie niewyjaśnione. Poza tym jednym szczegółem, nie ma się do czego doczepić, a nawet nie chcę, bo jest to książka, która wylała ze mnie łzy, która sprawiła, że ten czas poza szkolny był pełnym zadumy rajem dla moich szarych komórek.
To, co warto zaznaczyć, to niespodziewane zakończenie, wbijające czytelnika w krzesło. Trochę hiperbolizując, żeby pokazać, jak świetne to było; siedziałam kilka dobrych minut po lekturze i zastanawiałam się, czy naprawdę istnieję, dokąd to wszystko zmierza i jak wyglądają moje relacje z rówieśnikami. Wiem, że proces zostawiania za sobą wielu ludzi, którzy chodzili z nami do klasy, jest całkowicie normalny, ale kiedy tak się  usiądzie i nad tym pomyśli, to jest to, mimo wszystko, dziwne uczucie. Szczególnie teraz, w klasie maturalnej.

Kocham tę książkę. Nie tylko za to, że jest świetnie napisana, że opowiada niesamowitą i przeraźliwie smutną historię, ale w dodatku kojarzy mi się z pięknym czasem. Kupiłam ją w lipcu, a dokładniej w Warszawie i jest ona dla mnie symbolem pewnej osoby. Chyba nic nie muszę dodawać oprócz tego, iż chcę jeszcze więcej pozycji od pana Harukiego na swojej półce i to migusiem!
Ostatnia kwestia. Warto posłuchać muzyki, która "przewija się" przez życie Tazakiego, tutaj macie link. Ja ją męczę od dawna, a przy pisaniu tej minirecenzji była wręcz niezbędna. 


"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisa See

"Każdy wie, że ludzkie ciało jest miniaturową wersją wszechświata - oczy i uszy to słońce i księżyc, oddech to powietrze, krew to deszcz." 

Krótko o fabule

Akcja dzieje się w XIX wieku w Chinach. Główną bohaterką jest Lilia, czyli dziewczynka pochodząca z ubogiej rodziny. Jednak w jej życiu następuje wielka rewolucja, której powodem są idealne stopy Lilii. Dzięki nim bohaterka zyskuje nowe, bogate życie, staje się kimś, a w dodatku ma swoją laotang o imieniu Kwiat Śniegu, co było bardzo cenne i wręcz niemożliwe dla niezamożnej rodziny. Dziewczynki stają się sobie niezwykle bliskie. Wszystko zmierza w najlepszym kierunku, ale Lilia szybko przekonuje się, że jej życie wcale nie będzie z tego powodu usłane różami. 
Podsumowując, historia o tym, na jakie straszne życie skazane były kobiety i dziewczynki. 

Moje dwa grosze

Lisa See nie bawi się w eufemizmy. Nie daje nam odpocząć od przerażających opisów chociażby tego, jak wyglądało krępowanie stóp. Temu strasznemu procesowi autorka poświęciła nawet osobny rozdział, który chwyta za serce i wyciska łzy. Momentami musiałam zamknąć książkę i na chwilę dawałam sobie spokój, bo zaczynało mnie to przerastać, ale myślę, że trzeba wiedzieć o takich potwornych rzeczach. Co więcej, trzeba pisać o takich potwornych rzeczach. A obiecuję, że wcześniej nie spotkałam się z tak emocjonalnym opisem tejże "tradycji". Warto przeczytać "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" nawet tylko z tego powodu, chociaż jestem absolutnie pewna, że większość czytelników znajdzie w tej historii dużo więcej rozdziałów, sytuacji, które zszokują, wywołają wiele kontrowersji i przede wszystkim: uświadomią. 

Między innymi dzięki autorce dowiedziałam się, co to jest nu shu, laotang, ale również zaczęłam interesować się chińskimi zodiakami, które są szalenie intrygujące. Na pewno napiszę o tym post w dalekiej przyszłości, bo póki co zbieram informacje, doczytuję i bardzo dobrze się bawię. 
Wracając do książki, z tych trzech dzisiejszych pozycji ją najdłużej czytałam. Już pomijam fakt, że miała mniejszą czcionkę od pozostałych, ale było mi tak źle z myślą, iż miałabym ją pochłonąć w ciągu dwóch, trzech marnych dni. Dlatego rozłożyłam sobie tę czytelniczą podróż i teraz zazdroszczę wszystkim, którzy mają ten tytuł jeszcze przed sobą. Przy takich książkach dużo dałabym za wehikuł czasu! 
W każdym razie jest to ciężka lektura, bo ilość znajdujących się tam tragedii przekracza najśmielsze oczekiwania. Pokazuje, jak w tamtych czasach wyglądała chińska rzeczywistość. Jak ludzie byli okrutni wobec siebie i ile w nich było nienawiści m.in. przez siedzące w ich głowach stereotypy i chore regulaminy. 
Polecam wszystkim bez względu na to, czy interesują się Chinami czy nie. Jest to kawał dobrej literatury, który z całą pewnością pozostawi po sobie ślad w głowach czytelników.

Koniec

Na tym dziele kończę moje minirecenzje. Lubię tę formę i pisać, i czytać, dlatego mam nadzieję, że i Wy podzielacie mój entuzjazm. Tym bardziej, iż są to tytuły (szczególnie te dwa ostatnie), na które patrzę z sentymentem i miłością. Biorę się za inne książki i filmy (i "Wiedźmina" od Netflixa), a Wy trzymajcie się jak najcieplej!
Ano, jeszcze! Korzystając z okazji, życzę Wam spokojnych świąt! Oby minęły w dobrej, odpowiadającej Wam atmosferze, nieważne, czy ktoś jest ich zwolennikiem czy nie. Niech będzie miło. Po prostu! 

Zima:
Talvi
冬天 (dōng tiān)

19 komentarzy:

  1. Każdą z tych książek mam w planach przeczytać i mam nadzieję, że uda się to już niebawem. Trochę boję się czytać pierwszego tytułu, bo też mam wobec niego duże oczekiwania. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka "A jeśli to my" bardzo mocno mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadnej z tych trzech książek nie znam, nawet o nich nie słyszałam, ale chętnie nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne mini recenzje ^^ myślę że kiedyś spróbuję znaleźć te ksiażki :)
    PS polecam Pół wieku poezji później :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mi się podobają te mini recenzje u Ciebie 😃
    Liczyłam na to że "A jeśli to my " okaże się trochę bardziej interesująca, ale po Twojej mini recenzji widzę że raczej nie za bardzo
    "Kwiat Śnieg i sekretny wachlarz" przypominają mi fabułą horror "Piętno " A niestety sceny o których wspominasz są dla mnie za ostre...
    Wesołych Świąt 😘🎄
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  6. "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" przewija mi się często przez ręce w bibliotece, ale jakoś zawsze mam coś innego pilniejszego do przeczytania. Teraz myślę, że może następnym razem w końcu wypożyczę tę książkę. ;>
    I powinnam poczytać powieści Murakamiego, intrygujące to porównanie do E.-E. Schmitta kiedyś bardzo, bardzo lubiłam tego autora więc z chęcią porównam ich twórczości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię twórczość Murakamiego

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam tylko twórczość Lisy, czytałam podobała mi się.

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga Pando!
    Te Twoje mini recenzje są bardzo przyjemne :) Podobają mi się niezmiernie :)
    Z książek wyżej wymienionych słyszałam tylko o " Kwiat śniegu i sekretny wachlarz". Przewinęła mi się już gdzieś w Internecie :D Jak na razie jeszcze katuję książki świąteczne ale może w styczniu się na tę skuszę ? :)

    Życzę Ci Pando wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam tych książek ale widze,że nie są błache

    Wszystkiego dobrego droga Pando.. samych cudownych chwil, dużo miłosci, rafości, rozwoju :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana Pando,

    Ja też nie lubię rozczarowań książkowych. To jest najgorsze kiedy książka jest średniakiem, bo ani nie możemy się na niej wyżyć, bo hej nie była taka straszna oraz nie możemy się nią zachwycać, bo daleko jej do tego.

    Nie znam twórczości Murakami, jakoś nie ciągnie mnie do niego. Może to i błąd... może tracę wiele, ale kto wie, może kiedyś najdzie mnie ochota na jego twórczość ?

    I na koniec życzę Ci aby Nowy Rok przyniósł Ci same świetne filmy, książki, które wywołają palpitację sercę ;)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Papierowa Łowczyni

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozycja od Murakami bardzo mnie zainteresowała. Może i ja po nią sięgnę. Bardzo mnie zachęciłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie znam ani jednej z tych książek. Świat czytelnictwa ciągle mnie zaskakuje. Nawet, gdybym chciała przeczytać wszystko - nie jestem w stanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Murakamiego znam 3 książki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dwie pierwsze książki raczej nie dla mnie. Oczywiście nigdy nie mówię nigdy, ale póki co najbardziej zaintrygowała mnie pozycja numer trzy i tak sobie myślę, że kupię ją sobie i przeczytam, a co!

    OdpowiedzUsuń
  16. Z nowym rokiem i u mnie więcej chęci do pisania, przydałoby się pokończyć te wszystkie rozpoczęte wersje robocze :) Nie martw się, mam dokładnie tak samo, ma to też swoje plusy, jest w czym wybierać gdy zaczyna się nowy post :)
    Niestety nie znam żadnej z podanych książek, ja akurat jestem marnym czytelnikiem, najlepiej czyta mi się blogi i opowiadania na wattpadzie ale nie powiem, dobrą książką nie pogardzę i kiedy mam tylko czas, sięgam po papierowe słowa.
    Wspaniałe recenzje kochana! Naprawdę zachęcające do poznania wszystkich tytułów. Każdy w jakiś sposób mnie zainteresował.
    Moja złota myśl na dziś to to że nie ma złych książek, złych powieści, filmów czy piosenek. Są różne gusta :)
    Wszystkiego najlepszego Pandziu w tym nowym roku! Życzę Ci spełnienia marzeń i realizacji planów, samych dobroci, czułości i miłości! Wielu przyjaźni i dobrych ludzi wokoło! Jak najwięcej pasji i radości życia :)
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle fantastycznie mi się czytało to, co napisałaś :) Pierwszą książkę mam w planach, jest już na mojej półce w Legimi i chociaż trochę mnie zniechęciłaś, to pewnie i tak kiedyś ją przeczytam. Murakamiego czytałam tylko "Norwegian Wood", ale nie ulegało dla mnie wątpliwości, że to wielki pisarz, i że na tej jednej książce się nie skończy. Z Lisą See też się znam dzięki "Herbacianej Dziewczynie", która zrobiła na mnie ogromne wrażenie - dokładnie tak, jak piszesz: Lisa See nie unika trudnych tematów i mówi o nich w sposób szczery do bólu. Zapisuję sobie tytuł tej powieści do szybkiego przeczytania i dziękuję za rekomendacje :)
    PS. wszystkiego najlepszego w nowym roku dla Ciebie, więcej Twoich mini-recenzji dla nas! ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. W sumie to każda z tych książek trochę mnie zaciekawiłaś. Może i najmniej pierwszą ale w sumie lubię młodzieżówki i dla chwili relaksu możliwe, że chętnie bym i taką przeczytała ale te dwie kolejne to już po prostu konieczność. Szykuję się na sporą dawkę emocji i mam nadzieję, że się po niej pozbieram :) Trudne tematy, o których chciałabym poczytać. Mam nadzieję, że uda mi się dorwać te tytuły, bo pierwszy raz się z nimi spotykam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też nie znam tych książek. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń