Hurt & Comfort | Weronika Łodyga


Wstęp

 Xin chào!

Dziś krótko, ale konkretnie. 

Śledzę sporo kanałów na Youtube związanych z książkami, co pozwala mi być w miarę na bieżąco z nowymi tytułami na polskim rynku. Mimo to, o "Hurt & Comfort" dowiedziałam się, przeglądając jeden z Instagramów. Od razu w oczy rzuciła mi się okładka, która jest bardzo minimalistyczna, a przy tym przepiękna w swojej kolorystyce. Nic więc dziwnego, że chciałam wiedzieć o niej więcej, dlatego też poczytałam, dowiedziałam się, o czym jest, jednak w tamtym momencie stwierdziłam, że jeszcze nie, nie zamawiam tego. Poczekam. 
Dosłownie dzień później zobaczyłam ją na zaufanym dla mnie Instagramie (tzn. jeśli ta osoba poleci dany tytuł, to w 90% spodoba mi się) i w tejże recenzji debiut Weroniki Łodygi był niezwykle zachwalany. Ba! Poleciało tyle superlatywów, że więcej nie trzeba było, abym złożyła książkowe zamówienie. Żadnego czekania! 

Przeczytałam. W ciągu dwóch dni. I czuję, że mam jedną misję w moim życiu - napisać o "Hurt & Comfort", bo jestem święcie przekonana, że ten tytuł wymaga większej uwagi, większego rozgłosu, większego wszystkiego. Dlatego zapraszam do recenzji! 
"Czuł się nieco spokojniejszy ze świadomością, że chłopaka nie przestraszy pierwsze lepsze dziwactwo i powoli, małymi kroczkami, zaczynał zachowywać się coraz swobodniej, mówić bardziej otwarcie, mniej kluczyć i kombinować, wypatrując, czy przypadkiem nie zrobił czegoś złego. To było miłe - mieć znowu kogoś, kogo dopiero się poznaje, choć jednocześnie wydaje się już dziwnie bliski. Kiedy wszystko jest nowe i ciekawe i nie towarzyszy temu żaden strach przed nieznanym. " str. 72

O książce słów kilka 

Fabuła: Artur i Janek chodzą do klasy maturalnej. Jeden z nich marzy o tym, aby nie oblać matury z polskiego, drugi za to - z matematyki. Jeden z nich łatwo nawiązuje kontakty, drugi za to - stara się ich unikać, np. udając głuchego w miejskiej komunikacji. Jeden z nich tęskni za mamą, drugi za to - za bratem. W każdym razie obaj nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo siebie potrzebują. 

Wyjątkowo także tekst z blurba: Artur ma osiemnaście lat i nie wie jeszcze wielu rzeczy. Nie wie, jak zacząć rozmowę z własnym ojcem, gdzie przebywa obecnie jego matka, jakie oczekiwania ma wobec niego koleżanka z klasy i dlaczego Magda, jego przyjaciółka, na siłę próbuje go swatać. Nie wie też, jakim cudem uda mu się zdać maturę z polskiego, skoro nadal myli romantyzm z oświeceniem, a parabola to dla niego wyłącznie wykres funkcji kwadratowej. Za to świetnie wychodzi mu udawanie głuchego, gdy w autobusie zaczepi go ktoś obcy, a to już dobry początek.
Janek wie, czego chce od życia. I nie jest to zaliczenie matury z matematyki, chociaż z pewnością by nie zaszkodziło. Chce brata, który nie ignoruje jego istnienia, mniej żenujących rodziców, a także youtuberów, którzy wrzucają filmiki regularnie i zawsze na czas. I mniej zmechaconych swetrów, tak przy okazji. Przede wszystkim chciałby jednak zwrócić na siebie uwagę jakiegoś miłego chłopaka. Najlepiej takiego, który w autobusie udaje głuchego i wcale nie wydaje się miły.

Moja opinia: Dzień, w którym przeczytałam tę książkę, jest dniem wartym odnotowania w moim zielonym kalendarzu. Ileż ja się na tym blogu napsioczyłam na młodzieżówki! A to mi nie odpowiadało, a bohaterowie jacyś denni, a w ogóle to głupie i bezsensu. W pewnym momencie już myślałam, że to ze mną jest jakiś problem, że to może ja mam przesadne uprzedzenia do tego gatunku literackiego. 
Zatem, jak się pewnie domyślacie, przyszedł dzień, piękny, kolorowy, prawie-jesienny dzień, kiedy przyznać muszę i robię to z wielką przyjemnością - że przychodzę do Was z bardzo dobrą (i polską!) młodzieżówką. 

Zacznijmy od postaci, bo to w szczególności z nimi zwykło było mi nie po drodze. Na zakładce książki jest napisane, że autorka chciała przedstawić młodzież w lepszym świetle, aniżeli robią to media. Moim zdaniem, jak najbardziej się udało. Bohaterowie są wyraźni, ja rozumiem dlaczego coś robią, po co, skąd się wzięły ich problemy i etc. Bywają także nieprzewidywalni, zaciekawiając tym czytelnika po całości. Janek rozczula swoim podejściem do świata. Artur daje przede wszystkim do myślenia, a dzięki Magdzie (przyjaciółka Artura) płakałam ze śmiechu. Zdecydowanie są to osoby, z którymi mogłabym się zaprzyjaźnić, ale, co najważniejsze, uwierzyłam w nich. Uważam, że jest to coś, co wyróżnia tę książkę na tle innych, przeczytanych przeze mnie młodzieżówek. 

Ciężko mi też nie wspomnieć o samym stylu pisania pani Weroniki. Nie jest on taki prosty, jakby się wydawało. Owszem, lekturę czyta się przyjemnie i szybko, jednak trudne tematy, jak np. ataki paniki czy wszelakiego rodzaju traumy, problemy bohaterów autorka rozkłada na czynniki pierwsze. My jako czytelnicy zagłębiamy się w psychikę głównych postaci, co czasem naturalnie nie jest łatwe. W końcu mamy do czynienia z osobą, która sobą gardzi i uważa się za największe zło świata. 
Stąd też biorą się obszerne opisy, a ich pani Łodyga nie żałowała i, w moim mniemaniu, słusznie. Widziałam wiele opinii na forach typu goodreads lub lubimyczytać, że wszystko spoko, ale za dużo wcześniej wspominanych opisów, przez co tempo zwalnia, a jeśli zwalnia, to robi się nudno. Ja się z tym nie zgadzam, a może to wynikać z tego, iż jestem tym typem czytelnika, dla którego nie musi się wiele dziać. Grunt, aby było nad czym pomyśleć. 
Z drugiej strony, wydaje mi się, że w "Hurt & Comfort" nie brakuje akcji, bo jest mnóstwo wątków pobocznych, dzięki którym książka staje się ciekawsza. 
Wnioskując, nie miałam wrażenia, że w tym tytule jest czegoś za mało albo za dużo. Wszystko dla mnie było wyważone w sam raz i podane w pięknym "garnku", ponieważ okładka jest przecudowna. W ogóle, wydawnictwo Young zrobiło dobrą robotę, bo wydanie robi wrażenie, chociażby tęczowym środkiem! 

 Moi Drodzy, ta recenzja nie będzie zawierać żadnych negatywów, bo nawet, jeśli ta książka je posiada, to są one minimalne. Nie chcę o nich pisać, zamiast tego wolę delektować się samymi pozytywami, co proszę odebrać jako najlepszą rekomendację. Polecam BARDZO!  


"Hurt & Comfort" autorstwa Weroniki Łodygi to świeżutkie dzieło na polskim rynku, bowiem premierę miało 2 września. Co prawda, jesień nie zdążyła się jeszcze rozgościć, ale ja już ogłaszam wszem i wobec, że dla mnie to fioletowe cudo jest książkowym ulubieńcem kolorowej pory roku. 

Pozdrawiam Was ciepło 
Panda Fińsko-Chińska (i wietnamska!)
PS jeśli ktoś ma do polecenia młodzieżówkę, to byłabym wdzięczna!  

15 komentarzy:

  1. Nie planowałam czytać tej książki, ale skusiłaś mnie. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie odnalazłabym się w tej treści, wybacz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po takiej rekomendacji jestem skuszona! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i mną lekko "zakręciłaś"; niezbyt lubię młodzieżówki ,ale z drugiej strony ,Twoja recenzja bardzo zachęca do przeczytania tej książki ☺
    Szczególnie styl pisania autorki (traumy ,napady paniki ) czy pokazanie "innej młodzieży " bo ta grupa w takich książkach , rzeczywiście jest przedstawiana tak jak to piszesz
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaka entuzjastyczna recenzja. Muszę poszukać tej ksiązki. Też chcę się pozachwycać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam o tej książce i nawet na nią czekałam, ale jakimś sposobem nie zauważyłam, że miała premierę! Byłam pewna, że jeszcze nie jest dostępna! Bardzo chcę ją przeczytać, ale jeszcze nie wiem, kiedy będę miała okazję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja kocham młodzieżówki więc mam nadzieje, że będę miała okazje przeczytać także i tą. Dla mnie też w książce nie musi się wiele dziać, lubię też pomyśleć podczas czytania. Powiem Ci, że jeszcze nie spotkałam dobrej, polskiej młodzieżówki także świetnie, że napisałaś tego posta. Ja z całego serca polecam Ci "Twojego Simona", "Do zobaczenia nigdy","13 powodów", "Ponad wszystko" :D

    Pozdrawiam,

    weruczyta

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaah! Dlaczego jest tyle świetnych tytułów do przeczytania. Jak już ogarnę wszystko ze studiami na pewno wezmę się za tę książkę, bo naprawdę mnie zachęciłaś! Tak ją wychwaliłaś, że nie mogę się doczekać!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro takie cudo, to faktycznie nic, tylko sięgać. Chętnie czytam młodzieżówki, więc myślę, że się z książką polubimy. Tym bardziej jeśli jest taka oryginalna, jak wspominasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudny ten kotałek ze zdjęcia :)

    Książkę, szczerze mówiąc, pewnie bym zignorowała, gdybym zobaczyła ją na półce w księgarni. I widzę, że byłby to spory błąd. Też jestem czytelnikiem, który lubi pomyśleć nad tekstem. Opisy mnie nie odstraszają ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam o niej wiele dobrego, mam w planach ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo upływu lat lubię sięgać dla relaksu po młodzieżówki ( zwłaszcza dobre młodzieżówki), a widzę po recenzji pełnej zachwytów, że ta pozycja jest zdecydowanie warta bliższego zapoznania się z nią . BArdzo dziękuję za tak pozytywną recenzję :-)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

"Niech pan oczyści swój umysł. Niech pan będzie bezkształtny jak woda. Gdy wleje pan wodę do filiżanki, staje się filiżanką; gdy wleje ją pan do butelki, staje się butelką; gdy wleje ją pan do imbryka, staje się imbrykiem. Otóż woda może płynąć albo może niszczyć. Bądź jak woda, przyjacielu."