Japonia: "Córki" | pogadanka

Wstęp

Xin chào! 
Dziś miała pojawić się recenzja jednego z wietnamskich tytułów, jednak musi on jeszcze chwilkę poczekać, bowiem w sobotni poranek, kiedy posprzątałam w kuchni, stwierdziłam, że w ramach odpoczynku od nauki, obowiązków domowych i własnych myśli - włączę sobie pewien japoński tytuł. A zwrócił on moją uwagę na festiwalu przez zdjęcie okładkowe (poniżej). Jest przepiękne i na tle pozostałych filmów wyróżnia się. 
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. 

Hongkong: "Suk suk" | pogadanka


Wstęp: 

23.11.2020r. 
Xin chào! 
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku! Wracam dziś z wyjątkową wiadomością. Biorę udział w festiwalu Pięciu Smaków (trwa od 25 listopada do 6 grudnia), czyli azjatyckiego kina! Trafiłem na to wydarzenie całkowicie przypadkowo - szukając wietnamskich filmów. Na samym festiwalu są dwa tytuły wyreżyserowane właśnie przez wietnamskich reżyserów ("Ròm" i "Kulinarne historie: On podaje rybę, ona woli kwiaty"). Później zacząłem przeglądać inne produkcje i grzechem byłoby nie wykupić karnetu! 

Dlatego zdecydowałem się na recenzowanie obejrzanych przeze mnie tytułów, a przynajmniej części z nich. Tak, będę nadrabiać zaległości. Oczywiście, w ramach recenzowanych filmów, opowiem także o moich studiach (spoiler: filologia wietnamska okazała się przeznaczeniem i miłością). 
Chcę wrócić do recenzowania i takowy festiwal spadł mi wręcz z nieba! 

Zapraszam do zapoznania się z pierwszą opinią i widzimy się na dniach!


Trochę o samym filmie i fabule: 

Niesamowite na samym festiwalu są również wywiady z reżyserami. Jeden z nich przeprowadzono właśnie z reżyserem "Suk suk", czyli Ray'em Yeungiem. Chcę napisać o dwóch rzeczach, o których powiedział. Po pierwsze: szukanie aktorów do tego filmu zajęło prawie rok, ponieważ ciężko o starszych mężczyzn (ci, którzy finalnie zagrali mają po 65-70 lat) chętnych do zagrania gejów. Ray wspomina, że jeśli już ktoś się zgodził zagrać, to odmawiał np. pocałowania drugiego mężczyzny albo trzymania się za rękę. Dlatego też poszukiwania zajęły, ile zajęły. Po drugie: reżyser miał spotkanie w jednym z liceów w Hongkongu odnośnie najnowszego filmu i wydało mi się to genialne (z jednej strony - niestety), że mógł wziąć udział w czymś takim, bo niewyobrażalnym jest dla mnie, aby coś takiego wydarzyło się w polskiej szkole. 

Dodam jeszcze, że "Suk suk" oznacza wujka, ale tym słowem zwraca się również do obcych mężczyzn, którym chce się okazać w pewien sposób szacunek. 

Fabuła: Hoi wychował samotnie syna, odszedł na emeryturę. Pak nadal jest taksówkarzem, prowadzi spokojne życie u boku żony i dwójki dzieci, i ukochanej wnuczki. Wydawałoby się, że już są spełnionymi osobami, niczego więcej do szczęścia im nie trzeba - tylko odpoczywać i cieszyć się rodziną. Jednak okazuje się, że ich spotkanie wywróci tę monotonną codzienność o 180 stopni. 

UWAGA, SPOILERY. Myślę: 

Nie będę ukrywać, że na ten tytuł szczególnie czekałam, dlatego nic dziwnego, ze festiwal zaczęłam właśnie od "Suk suk". Zaintrygowało mnie to, że mało jest (a przynajmniej ja nie obejrzałam wiele) filmów o miłości, a może samej potrzebie bycia kochanym, starszych ludzi. Poza tym - sam fakt, że akcja rozgrywa się w Hongkongu było niezwykle kuszące. 

Ten film jest oksymoronem, ponieważ moją pierwszą myślą po zakończeniu seansu było - "spokojny chaos". Spokojny, bo chemia między głównymi bohaterami, czułostki, delikatności dawały mi pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa i sielankowości,  a z drugiej strony - ta konieczność ukrywania siebie, swojej miłości przed całym światem była dla mnie dewastująca. "Suk suk" to historia opowiedziana drobnostkami, które widz musi wyłapywać, aby seans wzbudził emocje. Jest lekcją wyrozumiałości dla drugiego człowieka. Dlatego szczerze zazdroszczę licealistom z Hongkongu, którzy mieli okazje spotkać się z reżyserem, a moim marzeniem jest, aby i Ci polscy mieli któregoś dnia okazję na tego typu wydarzenia we własnych szkołach. 

Poza tym film obrazuje również stosunek tradycji i rodziców (swoją drogą, nie tylko azjatyckich!) do małżeństw, pozycji kobiety i mężczyzny w rodzinie, co jest przerażające i przede wszystkim - przeraźliwie smutne. Córka głównego bohatera - Paka, wychodzi za mąż. Przyprowadza rodzicom swojego przyszłego męża, z czego jej mama się cieszy, no bo w końcu córka już do najmłodszych nie należy, zatem "wypadałoby" jej wziąć ślub. Niestety, okazuje się, że takowy wybranek jest młodszy od narzeczonej, ale w dodatku nie ma pieniędzy na to, aby zorganizować wielkie wesele. Co zdaniem matki, jest bulwersujące i nie do pomyślenia. 
I właśnie - są to postaci poboczne, ale jakże dobrze budują one tło głównego bohatera! Pokazują nieszczęśliwą żonę czy problemy córki, która myśli, że tata woli jej brata niż ją. A w tym całym garnku emocjonalnych dewastacji - on, nasz bohater. Ja, jako widz, miałem ochotę ich zmusić do szczerej, otwartej rozmowy, aby mogli siebie nawzajem wysłuchać i wyrzucić to, co im leżało na sercu. Tego ewidentnie brakowało, ale da się to także wyczuć po drugiej stronie skrytego i subtelnego romansu. 

Hoi sam wychował syna, który jest bardzo religijny i chrześcijańskie tradycje chce przekazać córce, a wnuczce Hoi'a. Razem z żoną chodzą regularnie na msze. Zachęca do tego również swojego ojca. Powiedział on (syn) coś, co utkwiło mi w pamięci: "chciałbym cię odnaleźć po śmierci." - w ten sposób pragnął tatę przekonać do nawrócenia. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o tę relację, to była ona pełna, znowuż!, niedomówień. Z drugiej strony, zastanawiając się nad tym po seansie, to niesamowite, ile emocji, myśli i wszystkiego kryjemy przed innymi ludźmi, a właściwie - najbliższymi. 
Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze jest to łatwe zadanie. Tak, jak w przypadku bohaterów pięknego "Suk, suk". 


Na koniec: jeśli kogoś nie przekonuje strona psychologiczna i społeczna w filmie, to może skusi się na przepiękne zdjęcia i jedynego w swoim rodzaju urok Hongkongu? 
Wiem, że mogłem zdradzić sporo z fabuły, ale uwierzcie mi, ten film porusza mnóstwo problemów, z którymi muszą się borykać postacie na ekranie, jednak także, i miejmy to z tyłu głowy, prawdziwi, realni ludzie. Otóż właśnie, inspiracją dla reżysera do tego filmu była  książka "Oral Histories of Older Gay Men in HongKong". Jest to właściwie zbiór wywiadów, którego nie miałem okazji przeczytać (jeszcze!), jednak "Suk suk" z całą pewnością zachęcił mnie do tej lektury. 

O przyszłych recenzjach: bardzo chcę zalać Pandzię festiwalowymi recenzjami, dlatego proszę, trzymajcie za mnie kciuki, aby się udało! 
Dużo dobrego Wam życzę! 

Aktualizacja: Na dziś, 27.11.2020, trzy dni od rozpoczęcia festiwalu obejrzałem: 
1) "Suk suk" (Hongkong) 
2) "Kulinarne historie: on podaje rybę, ona woli kwiaty" (Wietnam) 
3) "Czasami, czasami" (Malezja) 
4) "Wioska Ohong" (Tajwan) 
5) "Smak phở" (Polska) 
6) "Ròm" (Wietnam) 
7) "Słodko-gorzki" (Japonia) 

    źródła zdjęć: MediumNewbloommag