Minirecenzje: 6 koreańskich filmów


Hej, terve, 你好!
  Przyznam się bez bicia, że z koreańskim kinem to ja nie byłam i nie jestem zbyt obeznana. Właściwie, kojarzyłam tylko "Lament", o którym słyszę miliony dobrych słów i obiecuję sobie, że kiedyś i przed moim ekranem pojawi się ten film. 
Już przez pewien czas chodziły za mną produkcje z tego kraju, a to za sprawką bloga; How Gee. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy włączyłam sobie jeden. Potem poszedł drugi, trzeci, czwarty i szczerze mówiąc, doszło do takiej sytuacji, że w momencie pojawienia się wolnej chwili, miałam w głowie:" No to co? Koreański film?" i zawsze kończyło się tak samo. Na koreańskim filmie.
Dlatego dziś miło mi Cię gościć w tym wpisie!


Sa-do / The Throne 

Nastawiłam się, że nie będzie to nic szczególnego, bo ot, wpadłam na jakąś koreańską produkcję, to sobie obejrzę. A dwugodzinny seans skończyłam nie dość, że z policzkami mokrymi od łez to jeszcze z tym nieznośnym "filmowym kacem", o którym może niezbyt pochlebnie się wypowiadam, ale nie da się zaprzeczyć, że świadczy o emocjonalności produkcji i o tym, jakie piętno odbija na naszej psychice. I nie pozwala o sobie zapomnieć, a to jest ważne. 

Fabuła

Ale przejdźmy do tego, o czym w ogóle jest "Sa-do". A opowiada o królu Yeongjo, który uważał naukę i wiedzę za najważniejszą na świecie. Dążył do tego, aby stać się władcą idealnym i opierał to przede wszystkim na wcześniej wspomnianej - wiedzy. Jego życie absolutnie nie można nazwać bajką; nie dość, że pochodził z nizin społecznych (co jest istotne w tym filmie), a wokół niego krążyło wiele okrutnych plotek, to do tego doszły jeszcze problemy z synem - tytułowym Sa-do. Delikatnie pisząc, nie spełniał on oczekiwań ojca. 

Moje odczucia

Nie oglądam zbyt wiele historycznych filmów, ale słysząc "Sa-do" nie widzę dynastii królów, dat i innych tego typu rzeczy. Ja przede wszystkim mam przed oczami tragiczną relację między ojcem, a synem i zakładam, że o to własnie między innymi chodziło: o pokazanie tego, jak wielki wpływ mają na nas, na naszą przyszłość rodzice. Dlatego jestem wręcz przekonana, że ten film w największej mierze dotknie osoby mające jakiekolwiek problemy w relacjach z tymi najbliższymi ludźmi. (Znowu to powtarzam!)
Podczas oglądania można się trochę zgubić z powodu mieszania czasów. Najpierw obserwujemy obecną sytuację Sa-do, a zarazem etapy jego rozwoju pod pieczą surowego, nieczułego ojca. A potem mamy do czynienia z kolejnymi problemami między tatą, a dzieckiem. Tylko w tej kwestii tytułowy bohater robi za tę pierwszą osobę. 
Bardzo dobra gra aktorska (szczególnie wymiata na ekranie Ah In Yoo!), wzruszająca muzyka, piękne ujęcia, język koreański i psychologia - to połączenie nie mogło się nie udać. 
I chyba właśnie ten film sprawił, że chwyciłam za kolejne z koreańskiego kina.


Gi-eok-ui bam / Porwana pamięć

Kolejny szok szoków, bo ten film także włączyłam od niechcenia, "a bo po szkole, to coś pasuje odpocząć." I faktycznie, może i ciałem odpoczęłam, ale głową średnio. Nie mogłam ani na chwilę "wyłączyć się" z oglądania. Tylko ze skupieniem patrzyłam na ekran, aby wyciągnąć jak najwięcej z tej produkcji, bo nie jest ona łatwa, absolutnie nie jest.

Fabuła

To jedna z tych sytuacji, kiedy nie możesz zbyt wiele napisać odnośnie fabuły, bo zwyczajnie w świecie, zepsułoby to zabawę. Ujmę to tak: wszystko zaczyna się od przeprowadzki pewnej rodziny. Poznajemy Jin-seoka, który jest głównym bohaterem, jego wybitnie zdolnego brata i rodziców. Jin-seok musi brać leki uspokajające, a mimo wszystko, nie potrafi zasnąć w nocy. Słyszy dziwne dźwięki w nowym domu i wydaje mu się on dziwnie znajomy. Z czasem odkrywa, że nie tylko z posiadłością jest coś nie tak, ale również z członkami rodziny. Więcej nie zdradzam! 

Moje odczucia

Ja podeszłam do niego bez jakiejkolwiek świadomości, o czym jest. Swoją drogą, po filmie "Zjawa" z DiCaprio nie oglądam raczej trailerów, bo często zdradzają dla mnie zbyt wiele. 
Wiedziałam tylko, że "Porwana pamięć" to thriller wyprodukowany przez Netflixa, chociaż na początku zakrawa trochę o horror i to jeden z tych polegających na dość tanich zagrywkach. To potem dostajemy faktyczny thriller z takim niepokojem, że momentami ciężko mi było wytrzymać, dlatego też przyprowadziłam sobie do seansu siostrę. W dwójkę lepiej oglądać, a ja jednak jestem osobą, która boi się naprawdę drobiazgowych rzeczy. 
Razem z siostrą spekulowałyśmy przez cały film, co, jak, dlaczego. W naszych głowach pojawiało się coraz więcej pytań, na które produkcja odpowiada dopiero na samym końcu. Do ostatnich minut, dosłownie, do praktycznie ostatniej minuty, nie dostajemy wszystkich odpowiedzi. Przeczytałam, że to taka koreańska wersja "Wyspy Tajemnic" i jak najbardziej się z tym zgadzam, tylko że bardziej skomplikowana. Trzeba przygotować się na wytężenie szarych komórek. Co jest genialne. 
I umówmy się, zdjęcia w tym filmie to cudo!


Ssang-hwa-jeom / A frozen flower

...czyli dla mnie przede wszystkim historia o obsesyjnej, destrukcyjnej miłości za panowania dynastii Yuan. 

Fabuła:

Król (zagrany przez Jim-mo Ju) nie ma jeszcze swojego dziedzica. Podejmuje decyzję, aby Królowa zaszła w ciążę, ale nie z nim. Do zrealizowania tego planu musi znaleźć mężczyznę, któremu ufałby bezgranicznie. A może to być ktoś inny niż osoba, którą masz pod swoją pieczą od wielu lat i w dodatku - jest twoim kochankiem? 

Moje odczucia

Mam mętlik w głowie, bo z jednej strony - fabuła jest bardzo interesująca wręcz wciągająca, a jednak czegoś mi w tym wszystkim brakowało. 
Film nie należy do najkrótszych, bo trwa 2,5 godziny i przyznaję z ręką na sercu, że pomimo tylu minut wcale nie nudziłam się podczas seansu. Ciągle wychodziły nowe intrygi, momentami uderzałam się w czoło, błagając o rozsądek dla bohaterów (ale jak widać zauroczenie głównych postaci było niszczycielskie dla rozsądku i w sumie - jak mieć im to za złe?) 
Nie przywiązałam się do żadnego z przedstawionych charakterów. Nie płakałam, a nawet łez nie miałam w tej kluczowej, wydawałoby się, że w najbardziej emocjonalnej scenie. Wszystko przyjęłam na moją łatwo-wzruszającą się głowę, bacznie obserwując bohaterów przez cały seans, ale po filmie stwierdziłam "ciekawie było, zaskoczyły mnie w dwie, drastyczne decyzje króla, ale poza tym szału nie ma." 
Podobnie jak w "Sa-do" są piękne kostiumy, przy zdjęciach też ktoś spędził niemało czasu i włożył w to odrobinę serca. Ale nie mogę pozbyć się myśli, że gdzieś w tej zadbanej całości znajduje się pustka. Jakby brakowało paru elementów w puzzlach z pięknym krajobrazem. Na pewno wiesz, o co mi chodzi. Koniec końców, myślę, że można spróbować. Tym bardziej, że pomimo mojej ambiwalentnej recenzji - film zbiera sporo pozytywnych opinii.


Missing: Sarajin Yeoja

Jak to napisała How Gee na swoim blogu: film o kobietach dla kobiet. Chociaż te słowa wzbudziły we mnie mieszane uczucia, to po seansie wiem, dlaczego w taki sposób podsumowała tę produkcję. 

Fabuła

Film zaczyna się od przedstawienia nam sytuacji Ji-Sun - samotnej matki, wychowującej małą Da-Eun, jednak kobieta większość dnia spędza w pracy, a dziewczynką zajmuje się opiekunka chińskiego pochodzenia; Han-Mae.
Han-Mae niezwykle przywiązuje się do dziecka i właśnie od tego zaczyna się cała akcja "Missing." Mała Da-Eun zostaje uprowadzona. A Ji-Sun robi wszystko, aby ją odnaleźć, poznając przy tym tragiczne życie opiekunki. 

Moje odczucia

Obejrzałam ten film około tydzień temu. Podczas seansu byłam pochłonięta akcją dziejącą się w "Missing". Ileż tam było emocji, zwrotów i przede wszystkim; cierpienia. Moje uczucia do postaci zmieniały się drastycznie, a w szczególności do jednej. Ciągle się coś działo. Ciągle! Na bieżąco wychodziły nowe fakty i to te najtragiczniejsze. Mamy szansę obserwować nie tylko sprawę kryminalną, ale również zagłębić się w psychologie rodziców. Dwóch matek, które stanęły przeciwko sobie i między nimi stoi mała Da-Eun. 
Ale przyznam szczerze, że po tych około siedmiu dniach nie czuję już "tego czegoś". Wiadomo, ochłonęłam trochę, ale i tak brakuje mi pewnego "przywiązania". 
W każdym razie została mi jedna myśl przewodnia. Zło do nas wraca. Prosta rzecz. Ale warto pamiętać, że wszystko, co robimy ma swoje konsekwencje w przyszłości. Te słowa przypisuję w głównej mierze scenie, która mną, może nie najbardziej, ale bardzo wstrząsnęła. 
Poza tym, Uhm Ji-Won (Ji-Sun) i Kong Hyo-Jin (Han-Mae) to dla mnie mistrzynie. Brak mi słów, jeśli chodzi o grę aktorską tych dwóch pań.
Nawiasem mówiąc; polecam.


Banghwanghaneun Kalnal / Broken

Myślę, że to najcięższa produkcja w tym wpisie. Często robię tak, że nawet nie czytam opisu fabuły filmu, tylko od razu go włączam. Tak było i w tym przypadku, co sprawiło, że nie przygotowałam się mentalnie na coś takiego. Może to i dobrze? Bo "Broken" przeżyłam dwukrotnie mocniej. 

Fabuła

Znowu pojawia się tutaj motyw samotnego rodzica, ale tym razem jest to mężczyzna; Lee Sang-Hyun, który wychowuje nastoletnią  Lee Soo-Jin. Sang-Hyun ciężko pracuje. Chce zapewnić swojej córce jak najlepsze życie, jednak przez to często zapomina o wspólnych wyjściach i wraca do domu późnymi wieczorami. Niestety, pewnego dnia nastolatka znika. A niedługo później mężczyzna odbiera telefon od policji, aby zgłosił się do zidentyfikowania zwłok swojej córki. Soo-Jin została brutalnie zamordowana przez trzech chłopaków w jej wieku.
A Sang-Hyun, widząc bezradność policji, niesprawiedliwość i brutalność, jaka dotknęła jego córkę, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.

Moje odczucia

Złamał mi serce. Po pierwsze nie byłam w stanie go obejrzeć "na raz" i robiłam sobie parę, dobrych przerw od oglądania. Film jest przerażający, nie owija w bawełnę i silnie przygnębia, ale w końcu w jaki inny sposób przedstawić obraz ojca po stracie dziecka? I to tak bestialskiej stracie dziecka. 
Właściwie akcja nabiera tempa już od samego początku. Co spowodowało, że w ciągu pierwszych minut nie poczułam przywiązania między dzieckiem, a rodzicem, jednak późniejsze dygresje robią swoje i nadrabiają czas z początkowych scen. Tak, jak napisałam, moje serce cierpiało potężnie podczas seansu, a na koniec to już w ogóle nastąpiło apogeum. 
Mam wrażenie, że nie jest to film dla wszystkich. Po głowie chodzą mi osoby, które nie lubią, nie potrafią wytrzymać podczas mocnych scen. Ale jednak; polecam odważyć się. Przygotować się na dawkę silnych emocji, poczucia niesprawiedliwości i na patrzenie załamanego Sang-Hyun, co zdecydowanie było jedną z najbardziej dotkliwych rzeczy. 
"Broken" przydał mi się na rozprawkę, więc niech mi ktoś powie, że oglądanie filmów to strata czasu!!


Amsusalin / Dark Figure of Crime

...czyli kryminał, który skojarzył mi się trochę z serialem "Mindhunter." 

Fabuła

Tutaj mamy do czynienia z manipulacją ze strony mordercy, który wciągając w swoje gry detektywa, myśli, że przechytrzy go i zresztą, wszystkich wokół. Plan miał nawet dobry, ale trafił na Hyung-Mina. Detektywa, któremu nie zależało na awansie ani na sławie. Dla niego najważniejszą rzeczą było rozwiązanie sprawy. Nic ponad to.

Moje odczucia

Te filmy, które obejrzałam, mają to do siebie, że nie bawią się w długie wstępy, tylko od razu rzucają w twarz widzowi szybką akcją. Tutaj było podobnie i sprawdziło się. Trzyma w napięciu, zmusza do myślenia i uważam, że szczególnie dla osób interesujących się psychologią psychopatów będzie to dobry film. 
Dla mnie był w porządku. Nie należy do tych z sortu "nudnych", a Tae-oh to ciekawie wykreowana postać wzbudzająca emocje. Głównie negatywne. Pojawia się puenta na koniec, mądrych zdań też jest trochę i ogólnie wszystko się lepi. Dobry kryminał, niestety oparty na faktach, po raz kolejny; z porządną grą aktorską przede wszystkim Ju Ji-hoona, występują elementy, które faktycznie mogą zaskoczyć widza, ale mimo wszystko, patrzę na tę produkcję bez szczególnego zafascynowania. Jest po prostu w porządku. Tyle!


I jeszcze raz Porwana pamięć 

Szczerze pisząc, to wahałam się między "Porwaną pamięcią", a "Broken". Obie z tych produkcji wbiły mnie w fotel, zakłóciły myślenie po seansie i co najważniejsze; były wyjątkowo przenikające do serce.
Od "Porwanej pamięci" zaczęła się moja przygoda z koreańskimi thrillerami, więc może to m.in. przeważyło na tym, że ten tytuł uznałam za najlepszy spośród tej listy. Ale z czystym sumieniem przyznaję "Gi-eok-ui bam" moją małą, pandzią statuetkę.
Po tym wszystkim mogę stwierdzić jedno: Koreo, robisz to dobrze!
Dam znać, kiedy obejrzę "Lament". Wszystkiego dobrego. 

Korea Południowa:
Korean tasavalta 
韩国 (Hánguó)

31 komentarzy:

  1. Sama oglądam raczej dramy, ale bardzo, bardzo od długiego czasu kusi mnie obejrzenie "Porwanej pamięci" tylko trochę się bałam, że jest bardziej horrorem niż filmem trzymającym w napięciu. W każdym razie może uda mi się przekonać barta, żeby ze mną obejrzał, bo sama trochę się boję. Ale bardzo zainteresował mnie pierwszy opisywany film, może sama się na niego zdecyduję ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuję, że będę miała co robić na majówkę. W taką pogodę to nic tylko dobre filmy oglądać. Nie widziałam żadnego z nich. Myślałam, że na podstawie Twoich recenzji wybiorę sobie jeden ale chyba mam ochotę zobaczyć wszystkie ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę wgłębić się w koreańskie kino 🙂 Jeśli pogoda w majówkę zaszwankuje, to jak znalazł te tytuły się przydadzą 🙂

    OdpowiedzUsuń
  4. Fascynujący wpis, bogaty w treści. Bardzo dobrze rozumiem tę potrzebę i korzyści wypływające z oglądania kina trudnego, poruszającego sprawy psychologicznie "ciężkie", kina, po którym ma się, jak piszesz, "kaca". Też miałam długi etap w życiu, gdy takie filmy oglądałam. W tym momencie jednak jestem chyba na innym etapie i od kina oczekuję głownie rozrywki. Trudniejszy film psychologiczny lub thriller zdarza mi się obejrzeć raczej wtedy, gdy przypadkiem na niego trafię, ale to też są wtedy filmy, które raczej przynoszą mi satysfakcje swoją akcją i konstrukcją. Niemniej wpis ogromnie ciekawy. Z filmów, o których piszesz, osobiście najbardziej interesujący wydał mi się "Missing", o uprowadzonej dziewczynce, Ten dramat dwóch matek wydaje mi się fascynującym tematem.
    Pando! Jeśli chcesz i będziesz miała czas, nieśmiało zapraszam Cię na małą zagadkę filmową, skonstruowana podobnie jak ta poprzednia, literacka zagadka na moim blogu. Filmy, o które pytam, nie są bardzo ambitne, może niekoniecznie są w Twoim guście, ale gdybyś miała ochotę, to może tak dla odświeżenia pamięci i dla zabawy - zapraszam!
    Kochana Pando, przesyłam uściski i życzę Ci milej majówki! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Żadnego z nich nie kojarzę jednak możliwe, że któryś widziałam w krótkich fragmentach. Z tego co piszesz widze, że to wymagające kino a na ten moment szukam czegoś lekkiego.
    Pozdrawiam i życzę udanej majówki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy kiedykolwiek oglądałam coś koreańskiego. Chyba tylko zombie express. Być może kiedyś wybiorę czis z Twojej listy

    OdpowiedzUsuń
  7. nie oglądałam żadnej z powyższych pozycji niestety;)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Porwana pamięć" i "Broken" chyba mi się spodobają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie spodziewałam się, że koreańskie kino może być dobre :D Sama nie wiem czemu. Kilka filmów zapiszę i za zadanie mam obejrzeć chociaż jeden w tym miesiącu! :*

    https://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet nie miałam pojęcia, że istnieją takie filmy, z opisów wynika, ze są one świetne. Teraz jest wolne to bardzo prawdopodobnie coś obejrzę. Najbardziej podoba mi się "Broken" i motyw morderstwa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja z reguły ograniczam się do Polskich filmów,i są to zazwyczaj kryminaly thrillery,a swoimi propozycjami trafiłaś w mój gust ☺
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze to chyba nigdy nie oglądałam koreańskiego filmu, jeśli już to jakieś urywki, bo bardzo nie lubię jak oni gadają :D Po prostu te ich odgłosy, które i tak pokrywa lektor bardzo mnie rozpraszają. Nie wiem czy obejrzę, któryś z tych filmów, chociaż fabułę mają ciekawą.
    Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe zestawienie, bo sama nie potrafię się już postawić w pozycji takiego oglądania filmów okiem nieskażonym przypadłościami koreańskiego showbiznesu...
    ...dlatego tak skromnie podrzucam do listy propozycji "Bleak Night", które samo było jednym z pierwszych dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, witam majówkowo :). Przeczytałam wszystkie opisy, i najbardziej zaintrygowały mnie właśnie "Porwana pamięć" oraz "Broken". Nie wiem do końca czy to przez tematykę (na pewno), czy to przez świetny (jak zwykle - tak znowu się powtarzam, ale co na to poradzę, że Twoje opisy zawsze robią na mnie wrażenie) opis, znowu taki z serca. Jakoś mam takie przeczucie, że te dwa filmy najbardziej przypadły Ci do gustu (nawet gdybyś nie napisała tego ostatniego akapitu ;) ). "Wyspa Tajemnic" z Leo baardzo mi się podobała, podobnie z resztą jak "Incepcja", więc na pewno obejrzę "Porwaną pamięć" :D. Co do oglądania tego typu gatunków - popieram - też nie lubię oglądać sama ;). Na samo wspomnienie oglądania "Domu na przeklętym wzgórzu", jakie kiedyś mi się przytrafiło aż mną lekko wstrząsa ;).

    Frozen Flower myślę, że warto obejrzeć dla kostiumów, bo same już zdjęcia do tego zachęcają. Taki wizualny festiwal mody orientalnej, przyjemny dla oka.

    Fajne propozycje, z tych dwóch chętnie skorzystam :). Pozdrawiam i udanej dalszej części majowego wypoczynku :):):)!!! Pati

    OdpowiedzUsuń
  15. Porwana pamięć brzmi zaskakująco dobrze. Ja ogólnie nie przepadam za Koreańskimi produkcjami. Ale może się skuszę.
    I może przekonam się do Koreańskich filmów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Żadnej koreańskiej produkcji nie widziałam, więc chętnie obejrzę jakąś Twoją propozycję z czystej ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy jeszcze nie oglądałam żadnego koreańskiego filmu ,ale myślę, że warto to zmienić, więc skorzystam z Twoich propozycji. 😊

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeżeli chodzi o koreańską kinematografię to jestem totalnym laikiem. Postaram się obejrzeć którąś z Twoich rekomendacji :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana Pando, zrobiłaś mi smaka na ten thriller. Chyba go zobaczę. Widziałam tylko jeden film, z opisanych przez Ciebie ten historyczno- kostiumowy o tym trójkącie miłosnym. Było to daawnoo temu, jednak czytając fabułę przypomniało mi się, że kojarzę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie oglądałam nigdy żadnego z nich i to się chyba nie zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo lubię takie wpisy o filmach, bo dzięki nim mogę poznać tytuły, o których wcześniej nie słyszałam. Nie widziałam wielu koreańskich filmów, a widzę, że mogą być naprawdę ciekawe! Z chęcią je obejrzę jak znajdę chwilę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nigdy nie oglądałam chyba żadnego filmu koreańskiego, ale możliwe, że w przyszłości się skuszę, bo przedstawione przez Ciebie filmy zaciekawiły mnie.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie oglądaliśmy jeszcze tych Koreańskich filmów.
    Musimy ich poszukać.
    serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  24. Z wielką chęcią zapoznałabym się ze wszystkim, co rekomendujesz, ale niestety znam siebie i wiem jak ciężko mi usiąść do oglądania filmów/seriali. Dla mnie telewizor może nie istnieć, bardzo niechętnie przed nim zasiadam, nie mam więc złudzeń, że jeśli uda mi się wybrać z tego jedną rzecz to będzie to absolutny szczyt moich możliwości... Jeśli już to się chyba na Sa-do skuszę z tej prostej przyczyny, że tutaj mamy pewien bonus - nie tylko film, ale i opowieść o historii i kulturze, a ja obie te rzeczy uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Trudno mnie zadowolić filmowe. Broń Boże nie uważam się za jakiegoś znawcę czy krytyka filmowego, ale po prostu mało jest filmów i seriali, które faktycznie by mnie wciągnęły i zafascynowały. Zdarza się, że oglądam jakieś głupotki, ale to zwykle w celu rozluźnienia ;)
    Od czasu do czasu lubię sięgnąć po coś mocniejszego. Trudne i wartościowe filmy z przekazem uwielbiam. Może skuszę się na coś z Twojego wpisu. Kiedyś spotkałam się ze stwierdzeniem, że chyba koreańskie firmy grozy należą do najlepszych, a sama nie miałam jeszcze okazji ich obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  26. Całkiem sporo tych pozycji musze przyznać- i niestety nie widziałm żadnego z nich - choc Missing juz na mnie czeka :-) Kino koreańskie jak i ogólnie kino azjatyckie m aswój niepowtarzalny klimat :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. A frozen flower oglądałyśmy i mimo, że było to dość dawno to pamiętamy, że produkcja nam się spodobała i zszokowała bo zaczynając oglądanie nawet nie wiedziałyśmy o czym to jest :P Bardzo dziękujemy za recenzję i na pewno wrócimy po tytuły gdy skończymy oglądać dwie zaczęte właśnie przez nas dramy :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Mimo że widziałam bardzo dużą ilość koreańskich filmów i dram, to wymienionych przez Ciebie akurat nie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Z filmów, które wymieniłaś nie poznałam żadnego, ale ostatnio także przekonałam się do kina koreańskiego. Oglądałam film kryminalny "Mściciel" oraz "Wilczą brygadę", czyli połączenie kina akcji z science-fiction. Nie mogę nie wspomnieć o świetnym serialu "Kingdom", który także polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nigdy chyba nie miałam okazji obejrzeć koreańskiego filmu, a opisy niektórych powyżej brzmią całkiem okej, chyba się skuszę po egzaminach na któryś :)

    Przepiękny design bloga, zakochałam się od pierwszego wejścia! ❤️

    bzduro

    OdpowiedzUsuń
  31. Z wymienionych przez ciebie filmów widziałam tylko A frozen flower - był całkiem fajny - lubię takie historyczne filmy inne z wymienionych musze zapisać i w wolnym czasie obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń