W kinie siła


Dzień dobry, 早安, hyvää huomenta!

O czym możecie dziś przeczytać? 

  1. Tradycyjny wstęp, ot co! 
  2. Minirecenzje: 
    • "Czarownica 2" 
    • "Salma w krainie dusz"
    • "Boże Ciało" 
  3. Trochę opowiadam o tym, co u mnie. 

Wstęp

Chodzenie do kina to jedna z tych czynności, która powoduje we mnie uczucie uwolnienia od prawie wszystkiego za wyjątkiem; emocji. Emocji będących częścią kinowego katharsis. Jednak z żalem przyznaję, że mało mnie było w tym miejscu przez ostatnie dwa lata. Dopiero w sierpniu bieżącego roku falę miłości ożywił nowy film Quentina Tarantino "Pewnego razu w Hollywood", który błyszczał na wielkim ekranie w fenomenalnym kinie Pod Baranami w Krakowie, gdzie klimat jest szalenie wyjątkowy. Jak tu się nie zakochać na nowo? 
Mimo wszystko, mam wrażenie, że rozkwit mojego szału na filmy i książki zaczął się pod koniec października i z przyjemnością donoszę, że efektem romansu z kinem jest chociażby ten post.
Musicie wiedzieć, że ten wpis ewoluował z każdym tygodniem. Będąc na "Czarownicy 2", miałam w głowie jedno hasło: NA PEWNO WYSKROBIĘ RECENZJĘ. Później razem z rodzicami i siostrą poszliśmy na "Boże Ciało" i znowu to samo; wyszłam z misją napisania czegokolwiek na temat dzieła pana Komasy. No i "Salma w krainie dusz", po której powołanie do stukania w klawiaturę wróciło. Dodatkowo mam wielką ochotę pokazać Wam to, co ostatnio wyprawia się u mnie. Nie przedłużając, zapraszam!


Minirecenzje 

"Czarownica 2"

Jest to kontynuacja bajecznej, wypełnionej emocjami historii czarownicy, która wychowała człowieka o imieniu Aurora. Tym razem postać Angeliny Jolie musi zmierzyć się z pięknym wyborem swojej córki, jakim jest małżeństwo. Jednak dla czarownicy stanowi to ciężki orzech do zgryzienia, ponieważ dziewczyna wychodzi za samego księcia. 
Jesteśmy świadkami dylematu Diaboliny, która ma poczucie, jakby właśnie traciła najważniejszą dla niej osobę, a z drugiej strony dobrze wie, że nie zgadzając się na małżeństwo skrzywdzi ona Aurorę. Jaką decyzję podejmie? Czy rodzice księcia Filipa zaakceptują wychowankę czarownicy?

Szybka opinia

To film, na który poszłam za namową koleżanki, bo chociaż podobała mi się pierwsza część, to nie zafascynowała mnie ta historia na tyle, aby wyczekiwać na jej kontynuację. Co prawda, kiedy w któryś październikowy dzień mignął mi przed oczyma, pomyślałam, że w wolne popołudnie mogłabym się na to wybrać. Na tym się skończyło i gdyby nie osoba trzecia, to pewnie jeszcze długo nie obejrzałabym tego filmu. Mimo to, wcale nie żałuję, że pojawiłam się na seansie. 
Największym plusem jest wykreowany świat. Piękny krajobraz, kostiumy wywierają równie wielkie wrażenie i do tego wszystkiego soundtrack, wywołujący gęsią skórkę. No i! Jak można zapomnieć o idealnej Angelinie Jolie, z idealnie uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, na którą mogłabym się patrzeć godzinami i już przy pierwszych minutach filmu stwierdziłam, okej, jeśli to będzie złe, to przynajmniej popatrzę sobie na tę pełną dostojności postać. 

Wielkim minusem są tutaj dziury w fabule. Rozumiem, że to bajka i raczej patrzy się na niektóre kwestie z przymrużeniem oka, ale w przypadku "Czarownicy 2" to aż razi i boli. Chwilami miałam ochotę uderzyć ręką w czoło z wyraźnego, a nawet idiotycznego braku konsekwencji postaci. Jeśli jesteście przed seansem, to proszę zwróćcie uwagę na przykład na kulminacyjną scenę Mala. Przez co, wydawało mi się to strasznie naciągane i nie wyszłam z kina na skrzydłach zachwytu. Myślę, że jest wyłącznie w porządku produkcją, podczas której nacieszy się oczy jak rzadko kiedy.


"Salma w krainie dusz"

Aż mnie głowa zaczyna boleć na myśl, że muszę napisać krótki zarys fabularny, ale spróbujmy szybko i bezboleśnie. Tytułowa Salma jest sierotą i każdego roku w dzień zmarłych (Dia de Muertos) ubolewa nad tym, że sama nie może zrobić ołtarzyka poświęconego swoim rodzicom. Dlaczego? Ano, po pierwsze z powodu zakazu babci, a po drugie, kiedy raz to zrobiła, to nie skończyło się to najlepiej, delikatnie ujmując.
Dlatego nasza dzielna Meksykanka próbuje odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Razem z Jorge i Pedro wyrusza w podróż, która odmieni jej życie i stanie się pewnego rodzaju lekcją.  Pełna kolorów opowieść o szukaniu najważniejszych wartości dla człowieka.

Szybka opinia

Mam wrażenie, że o tej animacji w ogóle nie było/jest głośno. Sama siedziałam na sali.. Samiuteńka z wielkim ekranem przed sobą.
Ja dowiedziałam się o tej produkcji, dopiero dzień przed samym seansem, kiedy musiałam zabić czas w mieście, bo czekałam na kogoś i pomyślałam, o! No to przecież tam jest kino! Zaczęłam przeglądać listę, trafiłam na ten tytuł i sprawdziłam go na filmwebie, gdzie ktoś napisał, że zdecydowanie nie jest to bajka dla dzieci, bo postacie w niej zamieszczone są zbyt straszne, zbyt przerażające. To był haczyk, który przyciągnął mnie akurat na ten tytuł. 
Uwaga! To nie jest kopia "Coco", jak mogłoby się każdemu z nas wydawać. Pomysł na fabułę Salmy pojawił się już w 2003/2004 roku, a w 2007 zarejestrowali nawet tytuł tegoż filmu, co fajnie zaznaczył w swojej recenzji Julian na kanale Brody z Kosmosu i chwała mu za to! 

Zacznijmy od tego, że ja miałam naprawdę dobre nastawienie na tę animację. Liczyłam właśnie na coś równie fascynującego i klimatycznego jak "Coco", a tu klops i to taki wielki klops. Ujmę to najprościej: dawno się tak nie nudziłam. Kolory były piękne, to prawda, ale co z tego, kiedy film rzuca mi absurdalne rozwiązania czy sytuacje totalnie nietrzymające się kupy. Ażeby moje gorączkowe nudy były niewystarczającym bólem, to dołożyli mi do tego najbardziej denerwującą postać na świecie, jaką była główna bohaterka, Salma. Do tego eliksiru złych odczuć dodajmy małe kościotrupy krzyczące randomowe słowa, które swoim zachowaniem przypominały Minionki. 
To, co mi się podobało, to myśl przewodnia mówiąca, aby brnąć w kierunku swoich marzeń, co zresztą jest napisane na plakacie filmu "Marzenie wskaże Ci drogę" - to uważam za miłe, ale poza tym, ciężko mi znaleźć inną zaletę, więc nie będę naciągać. Z przykrością muszę stwierdzić, że ja nie polecam. (Ale wcześniej wspomnianą recenzję u Juliana już tak!) 


"Boże Ciało"

Jedna z tych produkcji, o których mówi się w tramwajach. 
Wisienka na torcie tego wpisu. Daniel marzy o tym, aby zostać księdzem, jednak ma on na swoim karku wyrok, który uniemożliwia mu osiągnięcie swojego celu. Zostaje warunkowo zwolniony z poprawczaka i wyjeżdża na malutką wieś, gdzie musi pracować w stolarni, od czego wybrnął. Zamiast tego spełnił swoje wielkie marzenie. 

Szybka opinia

Jestem zakochana w tym filmie. Jestem zakochana w ogromnych talentach aktorskich, jakie tam się pojawiają. Pan Bielenia czy Pani Konieczna, która zagrała kościelną, są arcydziełami. Kościelna jest z krwi i kości, wypełniona nienawiścią, podejrzliwością, emocjami. O postaci Daniela nawet nie wspominam. Idealnie zagrane! Nawet moja siostra doszukująca się we wszystkim najmniejszych wad, stwierdziła, że nie ma się do czego przyczepić w tym zakresie. I ja podpisuję się pod jej słowami. 

Na "Boże Ciało" chciałam pójść od kiedy w ogóle dowiedziałam się o istnieniu takiego tytułu. Tematyka bardzo do mnie trafiała i wiedziałam, że na pewno nie obejdzie się to bez kontrowersji. Ale od razu napiszę, film, w moim mniemaniu, nie obraża Kościoła. Niektóre fragmenty mogą w niektórych wierzących  wzbudzić mieszane uczucia, aczkolwiek patrząc całościowo - absolutnie nie.
Wiecie czego się bałam? Tego, że się rozczaruję, bo bardzo, wręcz za bardzo, nakręciłam się na ten seans i siadając na sali, oglądając reklamy, wertowałam w głowie strony związane z Janem Komasą i napiszę szczerze, możecie mnie zbić, ale wzbudziło to we mnie wątpliwości. Ten Pan kojarzy mi się przede wszystkim z "Salą samobójców", za którą raczej nie przepadam. Ale na szczęście z tego miejsca, przepraszam za każda złą myśl w kierunku reżysera.
Ja wyszłam w takim szoku z "Bożego Ciała", że ciężko było mi się skupić na czymś innym. Jeszcze przez kilka dobrych dni, zamykając oczy, widziałam sceny z tego filmu. Zakończenie jest tak otwarte, niezrozumiałe i chyba nikt nie spodziewał się go w takim miejscu. Moim zdaniem, celny strzał. Gwałtownie wyprowadza widza z transu, w jakim był podczas tych dwóch godzin, jest szokujące, ale w tym kontekście - dobre.
Wyjątkowy film, poruszający ważne kwestie skłaniające do refleksji nad wiarą i nie tylko. Ode mnie ukłony i trzymam najmocniej na świecie kciuki za Oscary.
Wielka miłość, Moi Drodzy, bardzo wielka!


Trochę o tym, co się działo i dzieje

Jestem w klasie maturalnej. Napisałam w poprzednim tygodniu matury próbne z zakresu podstawowego, a dziś piszę maturę rozszerzoną z języka angielskiego. 
Nie ukrywam, że jest to dla mnie po prostu wariacki czas, kiedy nie mam w sobie życia, dlatego muszę w takim okresie pilnować, aby chwytać po jak najwięcej rzeczy sprawiających mi przyjemność.  A co za tym idzie, dużo łatwiej wydaję pieniądze. 

Jestem dumna z siebie, że po takich wahaniach kulturowych, niech będzie takie określenie, wróciłam do regularnego czytania i oglądania filmów. Mam chęci i to jest najważniejsze. Nie ma weekendu, w którym nie miałabym za sobą jakiegoś tytułu, co jest super, bo za tym idzie chęć do pisania, a znowu konsekwencją tworzenia na klawiaturze jest motywacja do dbania o Pandzię. Lubię ten mój kąt.
Wracając, biorę się raczej za rzeczy związane z Chinami. A moja lista filmów chińskich, tajwańskich, hongkońskich urosła dosyć konkretnie, czym chciałabym się kiedyś podzielić! Przeczytałam naprawdę dobre książki i marzy mi się, aby powolutku pojawiały się tutaj recenzje. Opowiem Wam tylko o jednej, bo wiem, że o niej na pewno nic się tutaj nie pojawi. “Osmaleni” autorstwa Irit Amiel to była dla mnie wstrząsająca powieść. Czyta się ją ekspresowo, między innymi przez lakoniczny język autorki, co w tego typu literaturze, jest dodatkowo poruszające. Jest to zbiór opowiadań związanych z dziećmi Holocaustu. Ale! Porusza temat tego, jak wojna, jak tamtejsze przeżycia siedzą w ludziach aż do śmierci. Nieważne, ile mają lat, odczuwają jej skutki do samego końca, co niesie za sobą wyciskające z łez tragedie. Na mnie zrobiło wrażenie. W ogóle w dzień, w którym to przeczytałam, miałam szał w głowie, bo doprawiłam sobie “Ip Manem” z 2008 roku. A również jest to film, gdzie w tle obserwujemy wojnę.


Moje zdobycze

Tutaj macie moje dwa ostatnie znaleziska! Na pierwszym zdjęciu jest malutki dzbanek z chińskimi znakami po obu stronach. Służy wyłącznie za ozdobę na moim biurku, ale grzechem było nie wziąć, kiedy uwaga, kosztował całe 3 złote. W ogóle mam w swoim pokoju wiele cudów, które kupiłam na giełdzie za śmieszne pieniądze, ale lubię je, bo w moich czterech kątach musi się coś dziać, musi być wszystkiego pełno, inaczej czułabym się nieswojo. Dlatego minimalizm zdecydowanie nie jest dla mnie! No i dziękuję mojej siostrze za wypożyczenie ręki do zdjęcia.  
Na drugim zdjęciu książka związana z buddyzmem. Kiedy tylko bardzo miły pan w antykwariacie pokazał mi ją, nie zastanawiałam się ani przez chwilę, tylko od razu: “Biorę! Jest moja!” Dawno nie byłam w antykwariacie, swoją drogą, a dobrze się czuję w takich miejscach. Dopiero za namową siostry poszłyśmy razem i pokazała mi cudowny sklepik, gdzie przy wejściu jest azjatycki kot szczęścia, Maneki-neko, machający swoją łapką, a nad Twoją głową wiszą pajęczyny. Klimat idealny dla mnie, przysięgam. I tutaj książka nie kosztowała mnie dużo, bo całe 15 złotych! 
Z tyłu okładki jest napisane: “Najstarsza chińska opowieść podróżnicza, spisana własnoręcznie na początku V wieku naszej ery przez mnicha buddyjskiego Fa-hiena.” Jak mogłabym nie wziąć?!

Przyznaję się też do tego, że ostatnio praktycznie w ogóle nic nie robiłam w kierunku fotografii. Miałam iść z paroma osobami w plener, ale średnio wyszło, bo i u nich ciężko z czasem, i u mnie. Straszny harmider i dziwnie się czuję z tym, że przez to zamieszanie tygodnie lecą niezauważalnie. Ale słuchajcie! Zamiast fotografii usiadłam troszkę nad kaligrafią. Od dawna miałam w planach kupić coś w sklepie Frannys (polecam z całego serduszka, tutaj macie link), bo odkąd uczę się mandaryńskiego, pisanie, dbanie o każdy ruch dłonią, mając w rękach długopis jest dla mnie odprężający. Dlatego stwierdziłam, że nie ma co oszczędzać, na ten czas przyda mi się takie zajęcie.

Poza tym układam puzzle. Nie jestem w tym najlepsza, bo zajmuje mi to naprawdę ogrom czasu, ale uwielbiam słuchać przy tym podcastów. Mam już jeden obraz na ścianie z puzzli z motywem Elvisa Presley’a i wygląda to świetnie. Zdecydowanie dobra nowość w pokoju, ale bałam się, że spadnie. Przylepiłam to gumą samoprzylepną czy coś w rodzaju tego i jeszcze byłam taka mądra, że wybrałam miejsce nad łóżkiem, więc czułam się niepewnie. Ale siedzi i ma się dobrze!


Dwie ostatnie kwestie i spadam!

Może nie powinnam, ale napiszę to tutaj. Mam mocno ambiwalentny stosunek do moich przyszłych studiów, na które mam nadzieję, że się dostanę, a jak pewnie się domyślacie, po głowie chodzi mi sinologia przede wszystkim (jeśli nie wyszłoby z sinologią, to chyba wybiorę język wietnamski, ale mam z całego serduszka nadzieję, że uda mi się z językiem chińskim). Z jednej strony chcę już siedzieć stricte w tym, co mnie interesuje, wyjechać do wielkiego miasta i tam mieć mnóstwo możliwości do rozwijania siebie, do wybierania milionów seansów w kinie, poznać osoby, które interesują się Chinami. Nawet nie wiecie, jaka euforia we mnie siedzi na myśl o uczeniu się historii Chin na zajęciach i spędzać nad tym mnóstwo czasu. A z drugiej boję się tego wszystkiego, co nowe. Daaaleko od rodziny. No i nie wiem, czy obraz studiów w mojej głowie nie jest mocno zaburzony, bo może się okazać, że rozczaruję się, czego bardzo nie chcę. 

Zakończę to przemiłym akcentem. Biorę udział w projekcie Ayuny “Advent Blog Calendar”. Codziennie w grudniu będę dodawać na bocznym pasku blog, który pragnę docenić. Inicjatywa jest fenomenalna, bardzo cieszę się, że w tym naszym blogowym świecie mamy tak pomysłową i z dobrym serduszkiem Ayunę. [Tutaj] możecie o tym poczytać. Przyrzekam, że między innymi z tego powodu nie mogę się doczekać grudnia. Pięknie jest wysłać taki mały gest dla twórcy!
Myślałam, że napisanie czegoś o sobie będzie ciężkie, ale miałam wiele rzeczy, z którymi chciałam się podzielić i jestem z zadowolona z tego, co tutaj dodałam.
Nie zapominając! Nowa płyta Lindemann "F&M" jest cudem. 

Kochani, wszystkiego dobrego dla Was. 
Pozdrawiam
Panda Fińsko-Chińska 
źródła zdjęć filmowych: multikino, reszta zdjęć jest mojego autorstwa

22 komentarze:

  1. Chiński dzbanuszek to prawdziwa perełka! :)
    Nie bój się studiów! Warto spełniać swoje marzenia- jeśli Ci się nie uda, trudno! To będzie znak, że los ma dla Ciebie inny, być może lepszy plan :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tych trzech filmów nie oglądałam żadnego, ale! Jeśli chodzi o "Czarownicę" muszę najpierw obejrzeć pierwszą część. O animacji "Salma w krainie dusz" nawet nie słyszałam. Masz rację, że nie było o niej głośno. Spoglądając jednak na zdjęcie, byłam święcie przekonana, że to jakaś kontynuacja "Coco" lub chociażby nawiązanie. Co jak co, ale "Coco" to piękny film, który skradł moje serce! Szkoda, że tą produkcją się rozczarowałaś. Na "Boże Ciało" miałam zamiar iść do kina, jednak nie zdążyłam, bo na czas premiery wypadł mi wyjazd za granicę. Liczę jednak, że za jakiś czas uda mi się dopaść ten film gdzieś na Netflixie, czy coś :)

    Powodzenia na maturach! Z doświadczenia wiem, że te próbne są znacznie trudniejsze, niżeli matura właściwa. Dasz radę! Najważniejsze to nie dać się zwariować, a z tego co widzę Ty masz bardzo zdrowe podejście do życia :)
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarówno o "Salmie w Krainie Dusz" jak i o filmie "Czarownica 2" był w Polsce bardzo cicho, chyba nie chciano inwestować w marketing niezbyt dobrych filmów.

    Co do studiów - to nieustanna mieszanka bycia rozczarowanym i zafascynowanym. Musisz być przygotowana na to, że na uczelniach jest mnóstwo zajęć, które mają ciekawe nazwy, ale nieciekawą treść, że bardo wiele zależy od prowadzących, czasami biurokracja i organizacja studiów to koszmar, ale jednocześnie jest mnóstwo osób, które uczą z pasji i naprawdę nią zarażają i naprawdę, naprawdę poznaje się mnóstwo nowych rzeczy - od sposobów wyszukiwania informacji do zarządzania czasem! A jeszcze między tym jest cały plan studiów ^^ Myślę, że czasami będziesz musiała zagryźć zęby, ale warto!
    A do jakiego miasta się wybierasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki komentarz. Nie ukrywam, że troszkę mnie podniósł na duchu, mimo zagryzania zębów i organizacji studiów! Dziękuję jeszcze raz.
      A na tę chwilę celuję w Poznań, ale dokąd w końcu się wybiorę, to zobaczymy ;)

      Usuń
  4. Mi Czarownica sie podobala. Dziury w fabule wybaczyłam bo to basniowy klimat

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam na czarownicy i jestem zachwycona. Po pierwsze, tak jak wspomniałaś. Sama Angelina to już wielkie woow. To, jak wygląda i te kości policzkowe. można się tylko patrzeć i będzie super;) Po drugie lubię bajki! Dodatkowo tutaj mam wrażenie, że czarownica różni się od pozostałych bajek tym, że ostatecznie ta niby zła okazuje się być dobrą. Zazwyczaj w bajkach są dwie strony: zła i dobra. I ta, która od początku do końca jest złą, przegrywa.. ;)

    https://www.youtube.com/watch?v=5HOr12-tWZM

    Zapraszam na mój kanał! Dopiero zaczynam. Postaram się, aby zarówno wykon, jak i nagranie były lepsze. Za każdego suba i łapkę z całego serduszka dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kino ma swój urok jednak mi pierwsza część Diaboliny nie przypadła do gustu - chyba po prostu nie lubię przerobionych bajek - reszty filmów jestem ciekawa :) Puzzle są fajne i życzę powodzenia na studiach :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja za filmami nie przepadam, więc nie będę obiecywać, że któryś oglądnę. Chcę tylko powiedzieć, że trzymam mocno kciuki za tę maturę i te studia, co sobie wymarzyłaś. Zdradzisz do którego to wielkiego miasta się wybierasz studiować? :)
    Ach, a płyta Lindemanna zaiste cudna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze :) A jeśli chodzi o miasto, to póki co celuję w Poznań.
      Idealne określenie na tę płytę!

      Usuń
  8. Ja żadnego z tych filmów nie oglądałam i chyba już nie zawitam w tym roku w kinie, bo ciążowy brzuszek już mi uniemożliwia wiele, a dzidzia w nim szaleje jak szalona XD

    Co do przyszłych studiów - nie ma czego się bać, ja sama od razu byłam daleko od rodziców, ale w moim przypadku nie mogłam tego się doczekać, bo u mnie relacja z nimi była dość toksyczna :) Studia to świetny okres, bywa ciężko, ale jaka potem jest satysfakcja! I uczysz się w końcu tego, co Cię interesuje, a nie milion innych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawsze podziwiam ludzi, którzy uwielbiają chodzić do kina i mocno interesują kinematografią. Nie umiem podejść do tego z takim szacunkiem jak oni. Często moi znajomi wychwalają aktorów czy reżyserów, a dla mnie to kolejny film - nic wielkiego. Naprawdę zazdroszczę zafascynowania kinem, u mnie nie działa. Niestety co do filmów to się nie wypowiem, bo żadnego nie widziałam (o ironio). Piękne zdobycze, bardo klimatyczne

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana Pando :-)

    Super, że bierzesz udział w tej akcji Ayuny :-* Kino tez wywołuje we mnei całą masę uczuć, bywam tam bardzo często- jest dla mnie prawie jak drugi dom, więc absolutnie rozumiem Twój zachwyt nad kinematografią :-) O filmach mogłabym gadac godzinami :-)

    Boże ciało tez mnie tak zachwyciło wię absolutnie rozumiem Twoja recenzje i spostrzeżenia w tej kwestii.

    Trzymam kciuki za Twoja przyszłą sinologię :-)

    Ha ha tez bardzo lubię układac puzzle- to jakos strasznie uspokaja i wycisza no nie? :-)

    cieplutko pozdrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  11. Salmę zaczęłam ogladać z ciekawości i po kilku minutach wyłączyłam... rzeczywiście nuda ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzień dobry ☺
    Z Twoich mini recenzji obejrzałam tylko "Boże Ciało "- o ile o "Czarownicy" słyszałam ,tak o "Salmie..." Już nie (po Twoich recenzjach widzę że nie mam czego żałować 😉)
    Wracając do "Bożego Ciała " ;też odkąd tylko pojawił się wyciek o tym że film się kręci ,chciałam go obejrzeć ("Sala samobójców " też mi się średnio podobała )i po obejrzeniu mam takie samo zdanie na temat filmu ,jak Ty ☺
    O puzzle- chyba w końcu jakieś sobie kupię i ułoże;sto lat nie miałam puzzli w ręku 😉
    Pozdrawiam i obserwuje ☺
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć Kochana Pando!
    Nareszcie do Ciebie dotarłam :D
    Żadnego z tych filmów jeszcze nie oglądałam. Zaciekawiło mnie "Boże Ciało". Ale jak na razie oglądam tylko świąteczne filmy :D Co do puzzli - jeju ile one mają elementów. Nie wiem czy miałabym tyle cierpliwości by je ułożyć :D

    PS. Bardzo mi się podoba ten chiński dzbanuszek <3

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się cieszę, że wreszcie do mnie dotarłaś! :D
      To prawda, trzeba mieć trochę cierpliwości do tych puzzli, ale jestem z tych osób, które układają je naprawdę powolutku, przy muzyce z myślą, żeby odpocząć ;)
      Dziękuję ślicznie! Trzymam kciuki za filmową, świąteczną listę!
      buziaki też

      Usuń
  14. Również uwielbiam oglądać filmy w kinie. Najchętniej późne seansy, żeby było mniej ludzi. Strasznie denerwują mnie osoby, które jedzą popcorn głośno przy tym mlaszcząc :(

    Byłam na Jokerze. Film bardzo polecany, mnie lekko zawiódł. Może dlatego, że wszyscy się tak bardzo zachwycają i nastawiałam się na "masterpiece".
    Ale warto obejrzeć. W moim odczuciu jest smutny. Poazuje bowiem, że nikt tak na prawdę nie jest do końca zły. Czasami krzywdy, które wyrządzają nam inni zmieniają nas i nasze czyny.

    Byłam też na O Yeti! Film miły, przyejmny, wzruszający i po prostu ciepły. Owszem, film dla dzieci, ale na prawdę warto obnejrzeć.

    Ostatnio widziałam także Frozen 2. Jestem ogromną fanką kreskówek, więc po prostu nie mogłam ominąć tej pozycji. Historia Anny i Elzy z pierwszej części zachwyciła mnie. Druga część też była piękna, ale wiele jej brakowało do pierwszej.

    Matury - sama czasem wracam myślami do tego czasu i pamiętam jak bardzo się stresowałam egzaminami i natłokiem nauki. Dobrze, że potrafisz się trochę odprężyć i zająć przyjemnymi rzeczami. Ja zawsze czułam się winna, jak uczyłam się za krótko. Trochę tego poczucia winy wzbudzała we mnie moja babcia. Ale to długa historia i nie na teraz.

    Studia kojarzą mi się z kolei z bardzo dużą ilością pracy, ale też z fascynacją. Ja na prawdę z chęcią chodziłam na zajęcia i uczyłam się rzeczy, których się dowiadywałam. Oczywiście wiadomo, że nie każdy przedmiot mi podszedł, ale miałam wrażenie że rozwijam się w tym kieunku jaki chcę. Życie potem brutalnie zweryfikowało moje plany, ale to też oddzielna historia.
    Sinologia to fajny plan. Gdzie składasz papiery? Kojarzę, że na Uniwersytecie Warszawskim jest Sinologia :) Jeśli się nie dostaniesz to pisz podanie o przyjęcie. Wiele ludzi rezygnuje, a dodatkowo zauważyłam, że UW generalnie bardzo ceni osoby, którym zależy. Jeśli napiszesz podanie to jest szansa, Cie przyjmą :)
    Jak nie, to nie poddawaj się, idż na zaoczne i próbuj się przenieść po 1 semestrze lub po 1 roku. Musi się udać.
    W każdym razie ja wierzę, że Ci się uda - jak nie tak to inaczej :)
    Na pewno nie ma sensu iść na kierunek, który nie jest "tym czymś".

    Idea blogowego kalendarza adwentowego jest świetna. Ja sama się w niego nie bawię, ale z chęcią patrzę jakie blogi pojawiają się u innych.
    Bardzo dziękuję za umieszczenie mojego adresu, czuję się bardzo wyróżniona.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w ogóle też ostatnio myślę intensywnie o puzzlach! Ułożyłabym coś!

      Usuń
  15. Kochana Pando,

    Cudowny wpis, jak zawsze. Co do filmów, żadnego jeszcze nie widziałam, ale z przyjemnością chcę zobaczyć ,, Diabolinę 2" i ,, Boże ciało" myślę, że mogą przypaść mi do gustu. Co do zdobyczy to ten czajniczek jest prześliczny. Aż podziwiam Cię za trwanie w postanowieniu by sobie w nim czegoś nie zaparzyć. Ja już bym go wykorzystała :) Co do puzzli ojej nie pamiętam kiedy jakieś układałam. Ale przyznaję, że nie które spokojnie mogą robić jako obraz, są tak piękne.

    Fajny pomysł z tym blogowym kalendarzem adwentowym.

    Pozdrawiam Cię serdecznie :* do następnego napisania,
    Papierowa Łowczyni

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatnio dawno coś nie byłam w Kinie.. Dlatego też nie oglądałam żadnego z tych filmów, miałam iść z chłopakiem na Czarownicę, ale jednak postanowiliśmy poczekać na coś lepszego. Okres maturalny to bardzo stresujący czas, trzymam kciuki żeby ci się udało ją zdać, ja w tamtym roku się z tym zmierzałam.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super wpis, czytałam jednym tchem. :)
    "Czarownicę" oglądałam i bardzo mi się podobała. Uwielbiam Angelinę. Z pewnością obejrzę drugą część, ale nie mam pojęcia kiedy. Pewnie wtedy, gdy pojawi się na HBO Go. ;)
    Zainteresował mnie film "Boże Ciało". Muszę się do niego przymierzyć.
    Super nabytki. :)
    Co do matury - powodzenia. Wiem, że ogólnie matura to bzdura, ale nie przeskoczysz pewnych rzeczy, punkty musisz nazbierać. Oby udało Ci się dostać tam, gdzie chcesz.
    Z perspektywy moich studiów, gdzie wyjechałam do Warszawy, z daleka od wszystkiego co znane, uważam, że to super sprawa. Ważne tylko, aby ten czas dobrze wykorzystać. Żałuję paru rzeczy, których nie zrobiłam (trzeba było więcej podróżować), no ale cóż. ;)

    OdpowiedzUsuń