Moje małe (chińskie) osiągnięcia


Dzień dobry!

Po tak długiej przerwie wracam z postem wypełnionym miłością. Chcę Wam przedstawić i opisać moje ostatnie fascynacje, jakie odkryłam w ciągu minionych tygodni. Totalnie luźny wpis, ale piszę go z chęci podzielenia się tym, co mnie otacza. Poza tym, mam nadzieję, że może ktoś zainspiruje się lub zachęci do jednego z poniższych tytułów, a ze względu na obecną sytuację związaną z wirusem; czasu w domu jest wiele.  W każdym razie zapraszam.


Książki

"Zapiski z krajów buddyjskich" 

Wstyd się przyznać, ale to jedyna książka związana w jakiś sposób z Chinami, jaką przeczytałam od początku 2020 roku. Pamiętam, gdy te zapiski kupiłam w jednym z przecudownych antykwariatów (wypełnionym pajęczynami i zapachem starych książek!) i nie wierzyłam w swoje szczęście, że trafiłam na taką perłę. To był epizod wyciągnięty prawdopodobnie z okresu październik/listopad. Przeczytałam ją dopiero w marcu i napiszę zwięźle: jestem zauroczona i zawiedziona jednocześnie. Wstęp tłumacza genialny, interesujący i pochłonęłam go szybciutko, ale wchodząc w główny tekst coś niedobrego zaczęło się dziać, a między innymi: LITERÓWKI. Mnóstwo literówek, przez które momentami nawet ciężko było mi się skupić, bo musiałam zgadywać o jakie słowo chodziło. Mimo wszystko, nieważne, podzielę się dwoma cytatami!

"Budda przez trzy asankjeja-kalpa* oddawał się ascezie nie szczędząc się. Opuścił on swe królestwo, swą żonę i swego syna, a nawet wyjął sobie oko, by je komuś ofiarować. Odciął sobie płat ciała, by ratować gołąbkę, a nawet swą głowę złożył w jałmużnie. Ciało swe dał głodnemu tygrysowi i nie żałował ni szpiku swego, ni mózgu. I tak znosił on różnorakie cierpienia dla dobra żyjących istot. Oto dlaczego stał się Buddą." 
*Kalpa jest to okres, w którym świat materialny powstaje i ulega zniszczeniu.

"Mnichów buddyjskich obowiązuje zakaz wędrowania w porze letniej, ponieważ w Indiach, ojczyźnie buddyzmu, jest to pora deszczów, kiedy to różne żyjątka mnożą się ze szczególną intensywnością. Mnich, którego obowiązuje bezwzględny zakaz zabijania wszystkiego, co żyje, mógłby wówczas w czasie wędrówki bezwiednie rozdeptać istoty żyjące. Dlatego powinien pozostać w klasztorze." 


Inne tytuły

Obecnie czytam trzy książki jednocześnie, czego raczej nie robię, bo wolę skupić się na jednej porządnie. Jednak wyszło jak wyszło. Jestem w trakcie czytania "Dżumy", która bardzo mi się podoba i sama biografia autora jest szalenie ciekawa, polecam! Poza tym także mam w rękach udostępnioną za darmo (ze względu na akcję #zostańwdomu) "Sekrety żony Mandaryna". Możecie ją znaleźć na stronie chinytolubie.pl (https://www.chinytolubie.pl/czytaj-i-wspieraj-zostan-w-domu/ ), dlatego jeśli ktoś ma ochotę, to śmiało! Autorka prosi jedynie o to, aby przede wszystkim nie wychodzić z domu, a po drugie, jeśli ktoś może, to przekazać dobrowolną sumę na akcje charytatywne. 
A trzecią książką jest biografia Bruce'a Lee i tutaj zatrzymamy się na chwilę.


Bruce kurde Lee

Wszyscy go znamy, ale zaczęłam się nim bardziej interesować po obejrzeniu bardzo ciekawego dokumentu o sztukach walki i kinie nim związanym "Iron fists and kung fu kicks", który jest dostępny na Netflixie. Dopiero po tym seansie zapoznałam się z takim klasykiem jak "Wejście smoka", więc to była zdecydowanie jedna z wielkich plam na moim honorze kinomaniaka. W każdym razie po tym doszły jeszcze "Wściekłe pięści" i wtedy zostałam totalnie zaintrygowana tą postacią. A los chciał, że tydzień po moim odkryciu, poszłam do biblioteki oddać kilka tomików poezji. Ale obiecałam sobie:"słuchaj, Ty już kończysz z wypożyczaniem, bo masz ogromny stos książek na szafie i one czekają na Ciebie." I co? I Bruce Lee mi się objawił zaraz po przekroczeniu progu biblioteki. No to go wzięłam i jestem w trakcie czytania, ale nie żałuję. Biografia jest nieziemsko interesująca i na pewno zakupię w przyszłości własny egzemplarz, bo warto.
Dwa czy trzy tygodnie temu zainwestowałam nawet w koszulkę z nim (zdjęcie powyżej!)  i jest jedną z moich skarbów.

Dramy

Na początku roku, a dokładniej pisząc, pierwszego stycznia skończyłam najlepszą dramę, jaką kiedykolwiek widziałam, przysięgam na wszystko. Dziełem, majstersztykiem i czymkolwiek innym, ale najpiękniejszym jest "The Untamed". Serial, po którym  długo nie mogłam dojść do siebie. Mam teraz w planach odświeżyć sobie go, bo moja miłość do tej historii, bohaterów czy samego soundtracku jest niewyobrażalna. Popatrzcie na to: 


Dlatego jeśli ktoś ma ochotę na trochę fantastyki, pięknej muzyki i kadrów połączonych językiem chińskim to gorąco polecam. Ma pięćdziesiąt odcinków, ale obiecuję, że i ta liczba wyda Wam się niewielka po obejrzeniu. Uwielbiam, chcę więcej i zachęcam. 

Oprócz tego cuda mam dwie dramy, oczywiście mówimy o tych chińskich, tajwańskich czy hongkońskich, które wpadły mi w oko w tym roku. Jedną z nich jest "Nirvana in Fire" o cztery lata starsze od "The Untamed". Obejrzałam oko trzynastu odcinków i myślę, że ją skończę, bo jest w porządku, ale bez jakiegoś większego szału. Nie wciągnęła mnie, żeby zarywać noce, ale podoba mi się. 
Drugą jest "Winter Begonia". Sam tytuł to cudo i błagam, jak drama o takim tytule może być zła? Miała premierę 20 marca, więc dopiero wychodzi i widziałam zaledwie dwa odcinki. Nie dzieje się dużo podczas nich, ale sama kreacja postaci i motyw opery pekińskiej jest dla mnie absolutnie wystarczający i urzekający. Czuję klimat mojego ukochanego filmu "Żegnaj moja konkubino" z Leslie Cheungiem, dlatego między innymi zwróciłam uwagę na "Winter Begonię".  Dodaję kadry z tej dramy na dowód, że nie jest to byle jaka seria: 


Filmy:

Tutaj się dopiero zaczyna. Nie jestem pewna, czy nie zapomniałam o jakimś tytule, dlatego wymienię po prostu cztery, które są dla mnie absolutnie najlepsze i zdecydowanie warte czasu. Jest też szansa, że jeśli się zaprę w sobie to w końcu napiszę oddzielną recenzję dla jednego z tych filmów. Zobaczymy, ale tymczasem przedstawiam Wam moją czwórkę ostatnich faworytów: 

Kadr z "Miasto życia i śmierci"

"Miasto życia i śmierci" 

Nieczęsto mam do czynienia z kinem wojennym. Jednak spośród tych, które widziałam, stwierdzam, że ten jest najlepszy. Czarno-białe kino wzbudzające ogrom emocji i wodospady łez. Produkcja opowiada o masakrze nankińskiej mająca miejsce na przełomie 1937 i 1938 roku. Obserwujemy losy bohaterów; od żołnierza japońskiego po szkolną nauczycielkę. 
Film wzbudza agresję i bezradność, bo chociażby sceny z oddawaniem chińskich kobiet dla japońskich żołnierzy to fala przerażenia, wściekłości i płaczu. 
Niesamowity tytuł. 

"A sun" 

To wzruszająca historia o losach pewnej rodziny, w której jeden z synów jest czystym okazem dobra; zadaje się z porządnymi ludźmi, ma wysokie oceny w nauce, możliwe, że zostanie przyszłym lekarzem, a w dodatku jest kulturalny. Drugi syn jest jego całkowitym przeciwieństwem. A przynajmniej tak to wygląda w oczach ich ojca.
Jest dostępny na Netflixie i trwa prawie trzy godziny, ale ja tego czasu w ogóle nie odczułam. Nawet posunę się o krok dalej: chciałam więcej. 
Film sprawdzony i przeze mnie, i przez moją siostrę! 

"Monga" 

Film gangsterski, na który wpadłam całkowicie przypadkiem. Chciałam poczuć się jak prawdziwy gangster, pooglądać trochę bijatyki i strzelaniny, a okazało się, że podczas seansu byłam zapłakaną klusią. Źle podeszłam do tej produkcji, przez co emocjonalnie oberwało mi się dwa razy mocniej. Niskobudżetowy z fenomenalną grą aktorską. W ogóle zacznijmy od tego, że zarys postaci tutaj jest godny podziwu. Dla mnie świetny i nieco nawet awangardowy. Podoba mi się! 

"Drabina do nieba: Cai Guo-Qiang i jego podniebna sztuka" 

Dokument wyprodukowany przez Netflixa. Opowiada on o nietuzinkowym, współczesnym artyście, który zafascynowany jest sztucznym ogniem, prochem strzelniczym i fajerwerkami. Ale proszę nie myśleć o nim źle! To, co jest ważne, w tym wszystkim dba o ochronę środowiska. Bardzo poruszyły mnie same relacje Chińczyka z jego rodziną. Zachęcam do zapoznania się z samymi widowiskami pana Caia, bo robią wrażenie, a w dodatku to zdumiewająco wrażliwa i mądra osoba. 

Kadr z "Mongi"

Inne rzeczy, które polecam:

Właściwie są to dwa filmy na Youtube. Oba na kanale Chiny to lubię. Jeden z nich jest o ogrodach chińskich. Zawsze wiedziałam, że są przepiękne, ale nie miałam pojęcia, że jest w nich tyle symboliki i zależności. Bardzo chciałabym książkę, o której mowa w odcinku, czyli "The Craft of Gardens". Drugi jest równie interesujący, bo o czterech chińskich bóstwach, które według wierzeń chińskich przynoszą szczęście. 
Linki:

Od jakiegoś czasu interesuję się też chińskimi znakami zodiaku, dlatego dla zainteresowanych podsyłam również ciekawy wykład o tym. Jest króciutki, bo trwa zaledwie sześć minut. A Pani mówi o intrygujących rzeczach. Na przykład wszyscy wiemy, że smok kojarzy się w Chinach ze szczęściem i potęgą, w związku z tym jest to najlepszy zodiak. Co ciekawe, w roku smoka odnotowuje się większy przyrost urodzeń niż w innych latach. Link: The Chinese zodiac 


To chyba wszystko. Mam nadzieję, że nie wyszło przeraźliwie chaotycznie, bo przyznaję się bez bicia, że dawno nie pisałam dłuższych tekstów za wyjątkiem rozprawek do szkoły. Miło było podzielić się tym, co ostatnio gra na moich ekranach. 
Trzymajcie się zdrowo! 
Panda Fińsko-Chińska 

21 komentarzy:

  1. Cieszę się, że aż tyle filmów i książek Cię zainteresowało. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, jak miło znów u Ciebie być. Długo mnie nie było i to właśnie na odwiedziny u Ciebie czekałam.

    Ostatnio mam problem, że bardzo nudzę się książkami. Z pozoru bardzo ciekawymi, gdzieś w trakcie czytania zachwycam się mniej niż na początku. I nie wiem zupełnie czy to moje wewnętrzne potwory, czy książka po prostu do mnie nie do końca trafia. Czasem korci mnie, by przeczytać po latach ukochaną Lalkę albo Zbrodnię i karę - to by było coś!

    Jak dobrze, że Ciebie otaczają perełki. I że mimo tyle czasu zainteresowania się Chinami, nadal coś znajdujesz! Jestem pewna, że wielu rzeczy jeszcze nie odkryłaś i tego Ci życzę. Nie ma nic piękniejszego od dowiadywania się coraz więcej i że to więcej istnieje.

    Ściskam,
    Inka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie bardzo miło u siebie zobaczyć i dziękuję za słowa uznania, to przekochane :)
      Nie ma co zmuszać się do czytania, jeśli nie czuje się tego "flow" ;) Lepiej właśnie wrócić do sprawdzonych tytułów. A Zbrodnia i kara to zdecydowanie to coś!
      Ściskam Cię również :)

      Usuń
  3. Jak sobie ten tytuł >The Untamed< zapiszę. :)
    Gdzie się podziewałaś? Tęskniłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matury mnie przede wszystkim zjadały! A teraz, że jest trochę więcej czasu, to wzięłam się za pisanie. Ja też za Tobą tęskniłam :)
      A The Untamed jest warte zachodu.

      Usuń
  4. O rany, jak miło znowu widzieć Twój post! :)
    Tytuły książek zapisane, filmy oglądnę na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapisałam sobie Twój wpis w zakładkach, aby nie zapomnieć go przeczytać, ale teraz widzę, że szybko go nie usunę, bo będę sprawdzała dramy i filmy, które polecasz!
    Bardzo szkoda, że w pierwszej książce są literówki, zawsze mnie to bardzo boli ;<

    The Untamed <3 <3 <3 pochłonęło mnie totalnie, całą drugą połowę zeszłego roku spędziłam oglądając dramę i anime i w sumie mogłabym oglądać dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że coś Ci przypadnie do gustu z tej mojej listy :D
      Miałam dokładnie to samo! Pochłonęło mnie i nie mogłam (i nie chciałam) z tego wyjść. ;)

      Usuń
  6. No wiesz co? Na świecie takie szaleństwo, a Ty akurat "Dżumę" sobie wybrałas do czytania? xD
    "The Untamed" mnie zainteresował. Aż wygooglowałam gdzie to można oglądać i - jest! Na Netflixie! Z przyjemnością więc notuję sobie tytuł i będę w weekend oglądać :)
    Cieszę się, że wróciłaś i życzę dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! :D Tak wyszło z jednej strony, bo to była jedna z lektur, którą miałam do nadrobienia, ale faktycznie wygląda to przy obecnej sytuacji jak wygląda ;)
      Jest na Netflixie! Ale chyba tylko na tym anglojęzycznym, bo na polski dopiero się szykują ;)
      Dziękuję i Tobie też dużo zdrowia!

      Usuń
  7. Mnie zawsze tematy ksiazkowe najbardziej interesują

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć Pando!
    Super, że wróciłaś :)
    Widzę, że ostatnie tygodnie były u Ciebie niezwykłe za sprawą filmów i książek :)
    Super, że udało Ci się ich tyle obejrzeć / przeczytać :)

    pozdrawiam serdecznie i przesyłam moc uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak miło, że znów tu jesteś. Tęskniłam za Twoimi recenzjami. Serial dopisuję do mojej długiej listy rzeczy do obejrzenia.
    Odnośnie Bruce'a Lee - słyszałam wiele na jego temat, ale nigdy tak na prawdę nie czytałam jego biografii. Widziałam Wejście Smoka, film nie zrobił na mnie jakiegoś mega wrażenia, ale sama gra aktorska Bruce'a jest dobra.
    Czy to prawda, że jego śmierć jest związana z ujawnieniem pewnych tajemnic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę, że Ty tutaj jesteś! :)
      Wiesz co, porównuję to trochę do sytuacji Micheala Jacksona czy Heatha Ledgera, gdzie teorii spiskowych o ich śmierci jest miliony. Dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć na Twoje pytanie. W książce (a przynajmniej do momentu, w którym jestem) np. autor podaje, że to kwestia ataku serca. W Internecie pełno jest informacji, że Bruce'a i jego syna prześladowała klątwa i tego typu rzeczy. Jeśli dowiem się konkretniejszych rzeczy, dam znać!
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  10. Od razu poleciałam obejrzeć filmik o Chińskich Ogrodach. O ile ciekawy i w ogóle, to ja bym wolała więcej kadrów z ogrodów, niż z kamerki prowadzącego. ;)
    "Dżuma" mówisz... A to się złożyło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana Pando,

    Jestem zauroczona tymi kadrami z serialu ,,The Untamed", który z przyjemnością zobaczę. Uwielbiam patrzeć na tę ich sztukę walki i mitologię, która często we fantastyce się u nich pojawia. Dlatego z tak wielką ochotą po nią sięgnę.

    Bruce Lee karate mistrz !! szkoda, że tak młodo zmarł, bo faktycznie zrewolucjonizował sztuki walki i kaskaderkę.

    Czytać ,, Dżume" w obecnym czasie- grubo dziewczyno ;) Choć może lepiej się wczujesz w klimat tej książki. Mi się podobała choć czytałam ją dawnoooo temu- z drugiej strony jak ten czas zapieprza, że muszę pisać o tym niczym wstęp do jakiejś baśni ,, Dawno, dawno temu, w pewnej szkole, jasnowłosna czytała ,,Dżumę" i jej się podobała... MASAKRA XD

    Trzymaj się zdrowo i cieplutko. Fajnie, że wróciłaś <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Miło Cię widzieć tu z powrotem 😘
    Fajnie że wróciłaś i to z tyloma propozycjami na to by umilić sobie ten czas ,okropny swoją drogą 🙄
    Chętnie obejrzę dwa filmy o których piszesz;napewno "Monge " oraz "Miasto życia i śmierci "i zgadzam się z Tobą że czarno-białe filmu zawsze dostarczają sporo emocji
    Pozdrawiam
    Lili

    OdpowiedzUsuń
  13. nie znam tych dram ani filmów ale wyglądają one interesująco:)

    OdpowiedzUsuń

"Niech pan oczyści swój umysł. Niech pan będzie bezkształtny jak woda. Gdy wleje pan wodę do filiżanki, staje się filiżanką; gdy wleje ją pan do butelki, staje się butelką; gdy wleje ją pan do imbryka, staje się imbrykiem. Otóż woda może płynąć albo może niszczyć. Bądź jak woda, przyjacielu."