Recenzja koreańskiej dramy: Wise Prison Life

"I hope the exit is joyful. And I hope never to return." Frida Kahlo

Znane też jako: "Prison Playbook", "Seulgiroun Gamppangsaenghwal" lub "Smart Prison Living"  
Reżyseria: Shin Won Ho 
Scenariusz: Jung Bo Hoon, Lee Woo Jung  

Dzień dobry wszystkim 大家好

Coś o tych dramach 

Uwielbiam dramy. Przygoda z nimi zaczęła się u mnie na początku pierwszej klasy liceum, czyli około trzy lata temu. Zarywałam wtedy noce dla tajskich dram, bo to właśnie one rozpoczęły śnieżną kulę miłości do azjatyckich seriali. Później przeniosłam się nieco na chińskie i tajwańskie tytuły, a w ostatnich tygodniach kręcę się wokół tych koreańskich. I dziś jedną z nich do Was przychodzę. 

Dramy były i są dla mnie najlepszym odpoczynkiem, nawet jeśli jest druga w nocy, a ja zaczynam kolejny "ostatni na dziś" odcinek. Odważę się napisać, że nie widzę lepszego resetu dla siebie niż wciągnięcie się w jakąkolwiek dramę. Co prawda, po całym seansie przeżywam "serialowego kaca", ale zwykle trwa on do momentu, kiedy nie zacznę kolejnej produkcji. 
Moje samopoczucie waha się niemiłosiernie, a jest to głównie spowodowane wyczekiwaniem na wyniki matur, na jaką uczelnię się dostałam i jak to wszystko będzie działać od października. Dlatego nie ukrywam, zbawienne są dramy. Ba! Często nawet motywuję się nimi do roboty (czyt. do sprzątania, czyli dzień z serii: jeśli odkurzę i pozmywam naczynia, to wtedy włączę sobie jeden odcinek, działa, skuteczne, polecam!). 


Wise Prison Life

Jeśli ktoś ma do polecenia serial związany z więziennictwem, to bardzo prosiłabym o tytuł. Może to zabrzmieć źle, ale uwielbiam tę tematykę, a raczej - intryguje mnie ona. Wszystko to za sprawą serialu  HBO "Więzienie Oz" (1997-2003), które długo, bardzo długo stało na pierwszym miejscu moich ulubionych serii. 
Dlatego też, gdy przez przypadek, przeglądając listy polecanych dram przez innych, trafiłam na tytuł "Wise Prison Life" i okazało się, że jest dostępny na Netflixie, to nie myślałam wiele, a szczerze pisząc, w ogóle. Tylko włączyłam i tak poleciało. A poleciało szybciutko, przyznaję. Odcinki trwają około 90 minut i jest ich 16, a mimo to udało mi się sezon (bo drama ma tylko jeden sezon i więcej, tak myślę, nie będzie) obejrzeć w trzy dni, chociaż tutaj bardziej pasowałoby określenie "noce". 

O fabule słów kilka: Kim Je Hyuk (świetna rola Parka Hae Soo) jest popularnym baseballistą, który ma za niedługo dostać się do pierwszej ligi. Pewnego dnia, jego siostra zostanie napadnięta na tle seksualnym. Sportowiec dopada napastnika i delikatnie pisząc, nie lituje się nad nim. 
Cała Korea Południowa mówi o tej sprawie. Fani Je Hyuka wierzą, że ich idol nie trafi do więzienia, jednak rozprawa nie idzie po ich myśli, a baseballista zostaje skazany na rok. Tam będzie mu o tyle łatwiej, że jednym ze strażników jest jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa. 

Napiszę to szczerze, że życie więzienne w tej dramie to bajka i nie ma w tym nic złego. Szczególnie, że "Prison Playbook" to czarna komedia, dlatego wydaje mi się, że wymaganie idealnej rzetelności prawnej od tego typu produkcji byłoby trochę absurdalne. (Zresztą, we wcześniej wspomnianym przeze mnie "Więzieniu Oz" także można doszukać się wielu nieścisłości na tymże tle, jednak, mogę się mylić, naciąga się rzeczywistość po to, aby bardziej zaciekawić odbiorcę i skłaniam się ku opinii, że jest to zaletą.) 

To, co na pewno spodobało mi się w "Wise Prison Life" to barwność, różnorodność i genialnie rozpisane postaci pierwszo- i drugoplanowe, a w tej kwestii można się popisać (a wręcz należy!), jeśli robi się produkcję opartą na więzieniu. Tutaj nie mam nic do zarzucenia. Bohaterowie byli od siebie tak odmienni, mieli całą paletę pozytywnych i negatywnych cech, porządnie uformowane i przedstawione przeszłości, że aż tętniło życiem z ekranu. Nie tylko na tej podstawie, ale także w sferze emocjonalnej. Ile tam było łez! A jeszcze więcej śmiechu, bo nie będę ukrywać, ta drama jest poniekąd kwintesencją mojego prostego humoru. Nie pamiętam, kiedy śmiałam się przy czymś tak intensywnie. 


Lista imion bohaterów jest długa i proszę mi uwierzyć, można byłoby z nich elaboraty napisać, ale ja chcę Wam przedstawić dwie osoby. 

Zacznę od szczególnie ważnej dla mnie postaci. Yoo Han Yang (grany przez Lee Kyu Hyunga) nazywany także "Świrem".  Pochodzi z bogatej rodziny, a w dodatku jest uzależniony od narkotyków, dlatego staje się łatwym celem dla innych współwięźniów. Zachowuje się infantylnie i jak określił to jeden z bohaterów, ma talent do denerwowania innych ludzi. Jednak w końcu postanawia rzucić swój nałóg, ponieważ jego chłopak Ji Wong (Kim Joon Han) obiecał, że poczeka na niego, pod warunkiem, jeśli Świr do końca swojego wyroku będzie "czysty". Odbiorca jest przede wszystkim świadkiem zmagań i walki młodego ćpuna o to, aby wrócić do normalności. (Jeśli mogę użyć takiego określenia.) 
Ciężko nie napisać o fenomenalnej roli Lee Kyu Hyunga, który nie miał łatwego orzecha do zgryzienia. Uważam, że ta postać była najbardziej charyzmatyczna i zapadającą w pamięć. Koreańczyk stanął na wysokości zadania, bo wylałam z siebie mnóstwo łez przez niego! 
Posunę się nawet do stwierdzenia, że dramę warto zobaczyć dla tej drugoplanowej roli. Ale ostrzegam, może złamać serce. 

Ogarnięcie dobrej, głównej postaci nie jest łatwe, ale zarazem jest to podstawą. Niestety, często natykam się na seriale, w których nie chce mi się obserwować kluczowego bohatera, a lepiej jest podpatrywać tych mniej znaczących dla fabuły. W tym przypadku (na szczęście!) było inaczej. Kim Je Hyuk jako popularny, profesjonalny sportowiec łatwo mógłby się stać przesadnie wyidealizowaną rolą, ale do tego nie doszło. Mam wrażenie, że scenarzyści perfekcyjnie balansują między zaletami, a wadami Hyuka. Czasem pokazując to w szczególikach, jednak to nierzadko w tym tkwi diabeł. Na baseballistę patrzyło się tak miło, tak sympatycznie, że jego perypetie przejmowały mnie niezmiernie. A chyba o to przede wszystkim chodzi. 

Uwaga, jest jeden minus. Przypisałabym go do grzechów cięższych seriali. Chodzi mi o retrospekcje, które same w sobie, z założenia nie są złym pomysłem. Gorzej, kiedy jest ich tak licznie, że nie dość, iż niepotrzebnie mieszają w fabule i prowadzą do chaosu, to w dodatku nudzą, bo zaczynają się przeciągać. Niestety odczułam chęć twórców do przedłużenia odcinków, aby trwały te 80-90 minut. Gdyby wyciąć zbędne sceny, dramę uznałabym za jedną z najlepszych, jakie obejrzałam. No ale kłamać nie będę, przy niektórych odcinkach, szczególnie tych w okolicach 8-10 wynudziłam się strasznie. STRASZNIE. 
Co nie zmienia faktu, że "Wise Prison Life" warto zobaczyć. 


Kilka słów na koniec

Minęły trzy dni odkąd obejrzałam ten serial. Zaczęłam inną dramę (tym razem tajską) i szczerze pisząc, gdzieś tam myślami nadal jestem w "Wise Prison Life". Niewątpliwie jest to jedna z tych produkcji, do której wrócę prędzej niż później. A czuję, że za drugim razem bawiłabym się równie dobrze. 

Gdybym miała ocenić "Prison Playbook" to otrzymałoby ode mnie mocne 8/10 gwiazdek z wielkim serduszkiem na czele. Polecam każdemu, kto chce zapełnić wieczory czymś gorzko-słodkim i wciągającym. 

By the way, ma ktoś do polecenia dramę? 
Trzymajcie się ciepło, 
Panda Fińsko-Chińska 

21 komentarzy:

  1. Drama raczej nie dla mnie ale recenzja fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś zaczęłam oglądać pierwszy odcinek, nawet chyba obejrzałam cały, ale niestety chyba klimat serialu nie podpasował ;< Ale skoro piszesz, że jest tak dobry to spróbuję do niego wrócić, szczególnie, że jest na Netflixie (to zdecydowanie zwiększa szansę na obejrzenie^^).

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie bym obejrzała :) Jak zwykle kusisz tymi recenzjami :D

    OdpowiedzUsuń
  4. "druga w nocy i ostatni odcinek "-oj znam to aż za dobrze 😉
    Bardzo chętnie obejrzę ten serial ,tematyka więziennictwa rzadko się pojawia w filmach/serialach czy książkach
    Dziękuję za polecenie☺
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, "ostatni odcinek" - nie ma czegoś takiego. :D

    Opis brzmi bardzo ciekawie, może kiedyś siądę to tej dramy. Ja obejrzałam jak na razie tylko jedną, koreańską, w dodatku kostiumową - "Cesarzowa Ki". :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że zainteresowałby mnie ten serial :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Pandziu! <3
    A ja w dalszym ciągu nie nadrobiłam zaległych dram. Mój wolny czas, (wolny xD) jest bardzo ograniczony więc to co mam muszę dobrze zagospodarować. Nie ukrywam, że blog pochłania mi go najwięcej xD Nie, w końcu się przemogę i wrócę do oglądania! <3 Obiecałam sobie, że nadrobię filmy, nie wiem czy nie przerzucę się na dramy i anime. Kiedyś żyłam tylko dlatego, żeby obudzić się i móc znowu zanurzyć w tym świecie. Czas spróbować powrócić do tej miłości, może nie tak obsesyjnie, ale postaram się wcisnąć jedną dramę albo jeden odcinek anime w tygodniu :)
    Tematyka więzienna nie jest moją specjalnością. To znaczy, gdybym miała coś z niej polecić na pewno w pierwszej kolejności "Skazani na shawshank" "Celda 211" "Zielona mila" i "Symetria" - żaden z tych filmów nie jest dramą, ale na pewno są warte uwagi, jeżeli miałabyś ochotę :) Mnie na pewno poruszyły. Ciężkie dramaty. Omawianą dramę chętnie bym obejrzała, tylko kiedy :( Nie, muszę, po prostu muszę zacząć znów oglądać.
    Wspaniała recenzja. Kochana, jak zawsze zachwycasz słowami i wciągasz czytelnika w ten świetny świat kinematografii!
    Życzę Ci jak najwięcej tak udanych i dobrych dram <3
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzałam "Skazani na Shawshank" i "Zieloną Milę", jednak pozostałych dwóch filmów nie kojarzę, a chętnie obejrzę! Dziękuję Ayuno za (jak zawsze zresztą) przesympatyczny komentarz :) Pozdrawiam również! <3

      Usuń
  8. taka recenzja zachęca by bliżej poznać ten serial!

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć!
    Po tej recenzji, chętnie zobaczyłabym ten serial - mimo, że jakoś nie jestem fanką seriali :) Zdecydowanie bardziej wolę książki, acz serialem który mnie do reszty wciągnie oczywiście nie pogardzę!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. lubię takie seriale:D choć nigdy nie mam czasu to myślę że chętnie bym na ów chwilę znalazła;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Obejrzałam zaledwie jeden odcinek i odpuściłam sobie, ale może kiedyś do niej wrócę ^^

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejku, nigdy nie oglądałam dram. Nie będę ukrywać jestem niezmiernie zaciekawiona zaprezentowanym tytułem! :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. w sumie ciekawe! chociaż nie jestem przyzywczajona do koreańskich pozycji :D

    OdpowiedzUsuń
  14. cóż, nie jestem fanką koreańskich dram, jednak muszę przyznać, że ta trochę mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witam serdecznie,

    Przyznaje,ze sama fabuła tych dram ( nigdy wcześniej nie ogladałam serialowych koreańskich dram) brzmi całkiem ciekawie. Podobnie jak Ty bardzo lubie klimaty wiezienai czy to w filamch czy serialach. Ja z tych obejrzanych polecam Orange is the new black. Całość bardzo mi sie podobała.

    pozdrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam i bardzo lubię "Orange is
      The new Black" :)
      Pozdrawiam także!

      Usuń
  16. Moja koleżanka jest zafascynowana koreańskimi dramami, polecała mi nawet kilka tytułów, ale się nie skusiłam. To raczej nie mój klimat. Na odstresowanie wolę filmy młodzieżowe lub meksykańskie/argentyńskie telenowele. <3 Tylko przeraża mnie ogromna liczba odcinków. Bo jak już zacznę i się wciągnę, to muszę obejrzeć wszystkie. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzień dobry Pando! :)

    Seriale to raczej nie dla mnie. Zdecydowanie wolę filmy szczególnie komedie romantyczne albo filmowe produkcje bajek Disneya :D

    Jednak moja znajoma bardzo lubi koreańskie dramy, polecę jej Twój wpis :)

    buziaki

    OdpowiedzUsuń

"Niech pan oczyści swój umysł. Niech pan będzie bezkształtny jak woda. Gdy wleje pan wodę do filiżanki, staje się filiżanką; gdy wleje ją pan do butelki, staje się butelką; gdy wleje ją pan do imbryka, staje się imbrykiem. Otóż woda może płynąć albo może niszczyć. Bądź jak woda, przyjacielu."